Aaaaby zobaczyć Batanes, czyli co, jak i gdzie

Cieszymy się, że zaraziliśmy Was naszym zauroczeniem wyspami . Po kilku ostatnich publikacjach otrzymaliśmy całkiem sporo zapytań, jak można tam dotrzeć, gdzie przenocować itp. Oto podstawowe informacje.

TRANSPORT

Z Manili do Basco na Batenes latają dwie linie lotnicze: Seair (codziennie) oraz Sky Pasada (poniedziałki i czwartki). Seair odlatuje z tzw. Domestic Terminal, zwanego czasem Terminal 4. Czasem taksówkarze nie wiedzą o co chodzi, więc lepiej zerknąć na Google Maps gdzie to jest (Domestic Rd, w połowie drogi między Terminalem 3 i Terminalem 2).

Niestety na stronie Seair raczej nie kupimy biletów, jeśli nie mamy filipińskiej karty kredytowej. Zagraniczne karty nie dostają autoryzacji, więc aby kupić bilet, należy udać się do lokalnego biura podróży. My kupowaliśmy w SM Megamall na poziomie -1, w „Ticket Express” (płatność tylko gotówką!). Niestety bilety do najtańszych nie należą…

Przy złej pogodzie można utknąć w Basco nawet na kilka dni, więc lepiej zostawić sobie kilkudniowy bufor bezpieczeństwa i nie wracać na dzień przed wylotem z Filipin.

NOCLEG

W Basco nie ma problemu ze znalezieniem noclegu. My zatrzymaliśmy się w Seaside Resort, płacąc 1500 Peso na noc. Pensjonat był w trakcie remontu i pokoje są w bardzo dobrym stanie. Podobnie kształtują się ceny większości miejsc noclegowych na wyspie . Namiary znajdziecie na Tripadvisor oraz na stronie Seair. Jeśli ktoś ma zasobniejszy portfel, polecamy Fundacion Pacita. W ‚Fundacji’ byliśmy tam tylko na kawie i zatrzymali się tam znajomi Filipińczycy, ale jeśli kiedyś wrócimy na Batanes, na pewno ‚szarpniemy się’ na pobyt właśnie tam.

TRANSPORT NA WYSPACH

Większość resortów zaproponuje wam pakiet nocleg+jedzenie+zwiedzanie. Średnio się to opłaca, bo wyspę Batan można zwiedzić na dobrą sprawę w 1-2 dni, a będą w ramach pakietu was wozić przez 3-4 dni. Zdecydowanie lepiej wypożyczyć motor – w tym celu najlepiej zapytać na stacji benzynowej. Większość ludzi jeździ tam półautomatycznymi motorami. Jeśli ktoś preferuje skuter (full automat), zapytajcie o sklep pana Amboy’a. Ten przesympatyczny starszy pan to prawdziwa szycha w lokalnym biznesie i można z nim załatwić wszystko.

Kiepsko jest z jedzeniem, bo jeśli ktoś nie je świniny, to pozostaje mu ryba w sosie słodko-kwaśnym (sos ‚ze słoika’, zazwyczaj Del Monte) albo spaghetti (sos ‚ze słoika’, zazwyczaj Del Monte).

Polecamy odwiedzenie wyspy . Z Basco trzeba się dostać do portu w San Vicente (np. jeepneyem – zapytajcie pana Amboya) i tam wsiąść na łódkę. Jak ktoś ma czas, można na przenocować. Kilka pokoi jest dostępnych w biurze informacji turystycznej, gdzie trzeba się zameldować zaraz po przybyciu na wyspę (i uiścić niewielką opłatę). Jeśli nie zostajecie na noc, to powrót na Batan możliwy jest najpóźniej o godzinie 14, bo potem fale są zbyt wysokie. My wracaliśmy godzinę później (dłuuuga historia, z podglądaczami ptaków ‚bird watchers’ w roli głównej) i była to najbardziej stresujące przeżycie ever i ciężko będzie to przebić. Nie polecamy.

Jest jeszcze trzecia zamieszkana wyspa Itbayat, której nie widzieliśmy, ale z tego co słyszeliśmy od osób, które tam dotarły, wyprawa promem na tę wyspę jest tylko dla największych twardzieli. Zdecydowanie lepiej polecieć Sky Pasada, ale sprawdźcie kiedy latają, bo na pewno nie codziennie.

POZA TYM:

– Jest tam ciepło! Nie tak jak w Manili, ale nie trzeba żadnych specjalnych okryć wierzchnich ani spodnich.
– Ludzie są przemili. Pozdrawiają się na ulicach, są uczciwi do bólu i to chyba jedyne miejsce na Filipinach, gdzie nikt was nie naciągnie, ani nie oszuka.
– Często wieje i pogoda zmienia się z godziny na godzinę. Lepiej być tam kilka dni, bo ze względu na specyficzne położenie wysp, trudno liczyć na dobrą aurę.
– W Lonely Planet nie znajdziecie na ten temat zbyt wiele informacji, ale dzięki temu nie spotkacie też zbyt wielu turystów.

Polecamy, polecamy i jeszcze raz polecamy.