• Tajlandia, Mae Sariang, DSC_8993

W Mae Sariang

to niewielkie miasteczko w północno-zachodniej części Tajlandii. Na pierwszy rzut nic specjalnego, kolejna dziura zabita dechami. Na drugi – idealne miejsce, aby w spokoju spędzić parę dni w międzyczasie eksplorując okolicę.

Dotarliśmy tu przedwczoraj po kilkugodzinnej jeździe lokalnym autobusem wyposażonym w nieco twarde siedzenia i nadwyrężone hamulce. Niedługo potem udało nam się znaleźć bardzo przyjemny guesthouse (River Bank), a w nim drewniany pokój z balkonem i widokiem na rzekę za jedyne 600 baht i już mogliśmy wyruszyć „na miasto”.

Jak w mieście? Spokojnie oczywiście. Mamy tu kilka ulic, parę świątynek, sporo tekowych domków, jakieś mniej i bardziej wyspecjalizowane sklepy (z tych ostatnich warto wymienić sklep wędkarski, jajcarski (?) i ten z miotłami). Życie toczy się tu wybitnie leniwie i gdyby nie kilka okolicznych knajp z głośną muzyką na żywo, można byłoby powiedzieć, że zupełnie zamiera we wczesnych godzinach wieczornych.

Turysta w Mae Sariang nie jest szczególnie częstym widokiem, więc spacer po uliczkach przyciąga uwagę mieszkańców, wywołuje uśmiech na ich twarzach, a czasem nawet chęć nawiązania konwersacji. W języku tajskim oczywiście, co wbrew pozorom nie do końca przeszkadza.

Mieliśmy wielkie plany, jak to na skuterach wybierzemy się do wiosek Karenów, ale w związku z jakością dostępnych pojazdów i dróg oraz odległościami, jakie musielibyśmy pokonać, szybko te nasze plany zostały zweryfikowane na rzecz zwyczajnej krótkiej wycieczki po okolicy, czego o dziwo aż tak bardzo tego nie żałujemy, bo całkiem sympatycznie spędziliśmy dzień od czasu do czasu gubiąc się gdzieś tam na bocznych drogach.

Mijaliśmy małe i większe wioski, pola ryżowe, łąki, a na nich od czasu do czasu dystyngowane krowy. Było pusto, cicho, zielono, a z pobliskiej stupy położonej na wzgórzu roztaczały widoki warte wyciągnięcia aparatu z plecaka.

Jednym słowem – było DOBRZE.

Tajlandia, Mae Sariang, DSC_8970

Widok z balkonu w guesthous'ie River Bank.

Tajlandia, Mae Sariang, DSC_8818

Na ulicy w Mae Sariang.

Tajlandia, Mae Sariang, DSC_8921

Nowy znajomy z Mae Sariang.

Tajlandia, Mae Sariang, DSC_8946

przy dworcu autobusowym, czyli Wat Sri Boon Ruang.

Tajlandia, Mae Sariang, DSC_8880

Widok na miasto z jednej z pobliskich światyń.

Tajlandia, Mae Sariang, DSC_8906

Towarzysze wspinaczki po schodach wiodących do świątyni na wzgórzu.

Tajlandia, Mae Sariang, DSC_8908

Mały towarzysz wspinaczki podczas odpoczynku na schodku.

Tajlandia, Mae Sariang, DSC_8898

Jedna z ładniejszych świątyń w okolicy Mae Sariang.

Tajlandia, Mae Sariang, DSC_8917

Kiełbasiane wzory z lokalnego rynku (nie, nie, to nie jest biała kiełbasa).

Tajlandia, Mae Sariang, DSC_8921

Wszystko da się zapakować do woreczka.

Tajlandia, Mae Sariang, DSC_8959

Jeden z sympatycznych mieszkańców miasteczka.

  • Michał w tropikach

    Czyżby nie dało się wypożyczyć skutera Aniu??

    • Dało się oczywiście. Tak, jak pisałam, nie mogliśmy się wypuścić gdzieś dalej z uwagi na ich stan, ale po za tym jeździliśmy jak najbardziej:)

  • Mietek

    Ciekawe gdzie się dalej wybieracie, może Kent Tung ?

    • Nigdzie się dalej nie wybieramy – Mae Sariang było celem tej krótkiej wycieczki:)
      Kentgung chyba nie byłby możliwy – leży po zupełnie przeciwnej stronie tajsko-birmańskiej granicy i nie wiem, co prawda, jak formalności wyglądają teraz, ale kiedyś przekraczając najbliższą granicę lądową, czyli tę w Tacheleik, nie było mowy o tym, żeby potem wjechać do Kengtungu. Aby tam się dostać, trzeba było lecieć samolotem, co też zresztą zrobiliśmy:)

  • Mietek

    A więc byliście w KentTung?;-no to zazdroszczę, my próbowaliśmy w tamtym roku ale w Tachileik, już po stronie birmańskiej powiedziano nam że musimy wynająć przewodnika (rządowego), opłata $30 dziennie plus jedzenie, spanie i transport. No i szpieg na karku! Na granicy zatrzymują paszporty i wydają takie tymczasowe. Niefajnie!
    Złoty Trójkąt jest przeciekawy etnicznie i kulturowo, dla fotografa, szczególnie lubiącego portrety to raj, co widać powyżej, (czekamy na więcej:). Naszą bazą wypadową było Chiang Rai. Nigdy nie zapomnę szalonej jazdy motorkiem przez góry do Mea Suai, miasteczka zamieszkałego przez Chińczyków,po drodze pola herbaciane, wodospady,wioski i wszędzie przemili ludzie.

    • Tak Mirku, byliśmy tam ok. 2,5 roku temu. Wówczas, tak jak wspomniałam, nie było mowy o tym, żeby dojechać tam z Tacheleik, w grę wchodził jedynie przylot na miejsce samolotem, co też zrobiliśmy.
      Aby dotrzeć do wiosek górskim plemion trzeba było wynająć przewodnika i załatwić sporo formalności, ale udało się. Złoty Trójkąt to jeden z moich „koników”, więc potem byłam jeszcze w górskich wioskach Laosu, już sama, bez Krzycha:) Trochę zdjęć z birmańskich wiosek Akha możesz zobaczyć tu: http://aniablazejewska.photoshelter.com/gallery/Akha-tribe-people-of-the-Golden-Triangle/G000004epZW3BTgw/
      Nie byliśmy dla odmiany w Chiang Rai, to zostaje do nadrobienia;)
      Przyjemności!

  • Mietek

    Dzięki za link, piękne zdjęcia, piękne twarze.

  • Aga Sawala Doberschuetz via Facebook

    wstyd mi. Najzwyczajniej w świecie Wam ZAZDROSZCZĘ! :(

  • e tam, nie ma czego – siedzimy aktualnie w domu i robimy na obiad ziemniaki i kurczaka, zupełnie jak w PL;)