• Wietnam_Wietnamczycy_zdjecia, DSC_9212

Wietnamczycy

Pani straganiarka z Sajgonu przyniosła mi mały plastikowy stołeczek, chwilę po tym, jak zobaczyła, że schroniłam się obok jej stoiska przed deszczem. I na migi pokazała „usiądź sobie tutaj, bo padać pewnie będzie dłuuugo” . A potem ze spokojem wróciła swoich zajęć, a właściwie ich braku. Bo przecież padało.

Na dworcu autobusowym (gdzieś na trasie Ho Chi Minh CityCan Tho) stanęłam kompletnie zdezorientowana, kiedy zobaczyłam, że „mój” autobus, do którego zaraz powinnam wsiąść, wygląda dokładnie tak samo, jak dziesiątki innych autobusów w tym miejscu. Nie minęła minuta, kiedy podeszła siedząca w autobusie obok mnie rodzinka i okazało się, że pilnują, abym się im nie zgubiła i wsiadła tam, skąd wysiadłam.

Cuoi z Sajgonu zaprosił mnie na „najlepszą w mieście pho” . I uparł się, że zapłaci.

Kiedy Duc z Mui Ne zobaczył, że z plecakiem zmierzam na autobus, zapakował mnie i plecak na motor i zawiózł na miejsce. Za darmo.

Babcia z wioski z okolicy Sapa tak bardzo ucieszyła się, że ktoś odwiedził jej okolice, że zaprosiła mnie na herbatę do swojego domu. Mimo, że dogadywałyśmy się głównie „na migi”.

Pracownicy hotelu w Sapa widząc, jak bardzo uwalana błotem wróciłam do hotelu, szybko zdecydowali, że oni to wszystko doprowadzą do porządku. I wyczyścili mi spodnie, buty, torbę. Tak po prostu.

Dao z Nha Trang wstał specjalnie o 4.30 rano tylko po to, żeby mnie zawieźć na pociąg. I nie chciał w związku z tym żadnej zapłaty, mimo że nalegałam. Bo jak tu zresztą nie nalegać?

Para, z którą spędziłam 9 godzin w pociągu na trasie Nha Trang – Da Nang nie tylko ciagle karmiła mnie lokalnymi smakołykami, ale na koniec obdarowała księżycowym ciasteczkiem, kiedy w końcu przyznałam, że „nie, w Wietnamie ciastka jeszcze nie jadłam”.

Kiedy 2 lata temu wybierałam się do Wietnamu, słuchałam bez przerwy:
– Zwariowałaś? Nie dość, że do Wietnamu, to jeszcze sama? Mojego kumpla tam okradli w biały dzień!
– Mojej koleżance wyrwali torebkę na ulicy, a innym znajomym ukradli rzeczy w hotelu.
– Oszukują i tylko kombinują, jak by tu zarobić więcej pieniędzy.
I tak dalej.

Poczytałam więcej, uwierzyłam i zniechęciłam się na tyle, że większość czasu przeznaczonego na spędziłam w… Laosie, wracając do kraju Ho CHi Minha jedynie na ostatnie 8 dni. I długo potem żałowałam tej decyzji.

W tym roku nie słuchałam żadnych rad i wyszło mi to zdecydowanie na dobre. Potwierdziłam, że Wietnam jest w zdecydowanej czołówce ulubionych przeze mnie krajów (na pewno po Indiach, Sri Lance i Birmie, ale gdzieś tam przed Indonezją i Malezją), a wszystko dzięki jego mieszkańcom. Miłym, uśmiechniętym, pozytywnie nastawionym do siebie i innych. Często bezinteresownym.

Ale biorąc pod uwagę te wszystkie ostrzeżenia, zastanawiam się czasem, czy tak jest faktycznie czy miałam po prostu szczęście do spotkanych ludzi? A może po prostu wyglądam na tak wielką ofiarę losu, że wszyscy wokół chcą się mną opiekować?

Jakie są Wasze doświadczenia z Wietnamu?

  • Marco Occhi via Facebook

    Tacy po prostu sa… Oczywiscie, ze wielu z nich ktorzy pracuja w turystyce probuja naciagac na kase, ale naiwnosc kosztuje wszedzie, nie tylko w Azji ;)

  • Paweł Osieka via Facebook

    No trochę szczęścia miałaś. Co nie zmienia faktu, że przyjaźnie nastawieni ludzie.

  • Marco Occhi – oj kosztuje;) na szczęście człowiek się uczy na błędach;)

  • Marco Occhi via Facebook

    Ja też tak miałem… mój pierwszy bilet kolejowy kupiony w Hanoi… zrobiłem to przez menedżera hotelu, bo powiedział, ze się nie dogadam na dworcu… w Hue poszedłem juz sam spróbowac.. i się okazało, ze nie ma problemu :) a prowizja za bilet była wysoka

  • Ja mam takie same doświadczenia jak ty. Nasłuchałam się o tym jakimi oszustami i naciągaczami są niby Wietnamczycy, a na miejscu okazało się, że jest zupełnie inaczej. A może rak samo jak ty miałam szczęście :)

  • A ja ma mieszane odczucia. Dwa razy nas naciagneli niby pracownicy kolejowi i zadali za swe pozal sie boze „uslugi” jakis bajonskich sum. Ale GENERALNIE jest OK. Wietnam duzo straci na uroku poprzez nieuchronna komercjalizacje. A wietnamczycy na zyczliwosci. Obym sie mylil

  • Suuuper! Polecam Wietnam! Bardzo urozmaicony i iekawy dla eurpejskich turystów, od północy gór Sapa, środek, południe, z Sajgonem, Hanoi, Zatoką Halong no i jeszczevmożna z wypoczynkiem na wybrzeżu lub wyspach

  • „Namaste! Po prostu Indie!” pod red. Anetty Ostojskiej – też zdecydowanie polecam i… wracam już za 3 tygodnie:)))

  • cięzko powiedzieć czy miałaś szczęście czy jestes ofiarą losu?..;-D u mnie Wietnam stoi na ostatnim miejscu niestety, więc moze miałam pecha do nachalnych taksówkarzy, gburowatych recepcjonistek i szewca oszusta, który gonił mnie przez pół Hanoi. Spotkałąm tez fajnych ludzi, ale tylko garstke i zatarli złego wrażenia, jakoś nie podpasował mi ten naród, nie polubiliśmy się . Mimo to, czułam sie bezpiecznie, bo wiedziałąm ze krzywdy minie zrobią, jedynie chcą mnie naciągnąć i bez mrugniecia oka pojechałąbym tam sama. Wybrałabym się tam jeszcze raz, zeby jednak odszukać tych dobrych Wietnamczyków i dac im szanse na poprawe.

    Za to na pierwszym miejscu stoi u mnie Malezja pod względem gościnności, zwłaszcza Borneo, a pózniej wyspa Tioman – dla mnie to była jakaś bajka, inny wymiar – no ale może miałam zwyczajnie szczęscie do ludzi, ktorzy zapraszali nas do stołu,czestowali jedzeniem, nie chcieli zapłaty, prosili o wspolne fotografie – echhh…az mi się łęzka w oku..:)

    • Malezję to ja muszę sobie „poeksplorować” w najbliższym czasie:) Choć kto wie, jak to wyjdzie, bo jak zwykle planów mam więcej niż czasu i możliwości;) Na Tioman bardzo bym chciała, bo jakoś tak podskórnie czuję, że mi też będzie tam bardzo dobrze, ale Tioman trochę musi poczekać, za to pochwalę się, że ostatnio kupiłam bilety na… Borneo – nie dało się inaczej, bo było takie promo, że za dwie sztuki zapłaciłam… mniej niż 100 dolarów! I jak tu nie kupować? I jak nie jeździć?;)

      p.s. mnie też gonił w Hanoi szewc i miałam wrażenie, że fakt, że zjawił się obok mnie mniej więcej na 3 sekundy po tym, jak prawie zniszczyłam klapka, nie był przypadkowy;)

      Miłej niedzieli Sznupko!

  • Pewnie i miałaś trochę szczęścia, ale ludzie na pewno nie są tak niemili i gburowaci jak się o nich powszechnie mówi. Zresztą podobnie jest z Chińczykami :) My na swojej drodze spotkaliśmy dużo przemiłych osób, choć chyba nie tak pomocnych jak ty. Niestety mimo to Wietnam plasuje się u nas na ostatnim miejscu z wszystkich odwiedzonych krajów. Ciężko to wytłumaczyć i nawet czasami głupio nam że mamy negatywne wspomnienia. Czy możemy się rozgrzeszyć że jakiś kraj na świecie nam się nie spodobał?

    • Możecie się rozgrzeszyć, byle nie u mnie, bo w tych kwestiach nie mam doświadczenia;)
      Pozdrawiam!

  • Moje są bardzo podobne. Zresztą opisałem wszystko w wywiadzie http://www.wietnam.info/2012/09/esperanto-motocykl-cs-czyli-tobiasz-w.html .

    • Przeczytałam:) Dobrze wiedzieć, że nie mi jednej było w Wietnamie tak dobrze i na tak świetnych Wietnamczyków trafiłam:)
      pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny!

  • Byłam, zobaczyłam, zachwyciłam się i podzielam Twoje Aniu opinie jakkolwiek często słyszałąm

  • o tym,że Wietnamczycy Północni są bardzo interesowani i mało sympatyczni, za to ci z południa to juz inna bajka. Nie byłam na południu, nie mam skali porównawczej , ale ci z pn- bardzo OK

  • Główne zdjęcie z artykułu rozbraja mnie za każdym razem kiedy na nie patrzę! Ta radość w oczach! To musi być dobry człowiek- nie ma innej opcji :-)

  • Metel Dariusz via Facebook

    Najwspanialsi ludzie jakich kiedykolwiek spotkałem mieszkają w Sapa ! a najbardziej chciwi i na każdym kroku chcieli by z białasa wyżymać jak gąbkę to Sajgon ! no cóż maja pewnie coś po amerykanach .

  • a ja myślę, że po prostu mili ludzie przyciągają innych miłych ludzi :-)

  • Sami widzicie, że ile osób, tyle opinii nt. tego, gdzie spotkać „złych i dobrych” Wietnamczyków ;)
    Metel Dariusz – Białasów w wielu miejscach próbuje „wyżymać się jak gąbkę”, nie tylko w Wietnamie i nie tylko w Azji, ale mam jakieś takie dziwne wrażenie, że Wietnamczycy małą dbają o PR. Powinni zacząć uczyć się od najlepszych – swoich sąsiadów ze wschodu zza morza;)

  • w naszym rodzinnym „Mieście spotkań” (a problem nie dotyczy wszak tylko Wrocławia) każdy przybysz zza granicy narażony jest na przekręt już w momencie, gdy wpadnie na pomysł skorzystania ze stojącej przed dworcem taksówki. Odnoszę wrażenie, że gdyby urządzić jakieś międzynarodowe zawody „scam-specjalistów”, Polacy mieliby szansę na ulokowanie się w pierwszej dziesiątce ;)

  • tytus

    spedzilem w wietnamie troche czasu i ciezko nie zanurzyc sie w te intensywnosc, wielosc i roznorodnosc wszystkiego :) ale nie mialem tyle szczescia co do uprzejmosci jak ty aniu :) z tym ze umowmy sie – to ciagle poludniowa azja, gdzie ta uprzejmosc i otwartosc jest w codziennosc wpisana tak czy siak. moja ocene umiejscawiam jakby juz na azjatyckiej skali i na tejże nic szczegolnego. ale tez raczej stanalbym w opozycji wobec opinii, ktore przytoczylas z internetu czy skądśtam – no bzdury w czystej postaci!

    • Mi chyba mieszkańcy Wietnamu tak bardzo pasują, bo z jednej strony są bardzo uprzejmi w taki zdrowy, nie przerysowany sposób (na przeciwnej skali w tym przypadku umieściłabym Filipińczyków pracujących np. w hotelach i innych przybytkach, zakładam, że wiesz, o czym mówię), z drugiej są bardzo konkretni w przeciwieństwie do wielu innych azjatyckich nacji (tu umieściłabym Laotańczyków, którzy choć niezwykle mili, są dla mnie po prostu zbyt zrelaksowani, a często wręcz rozmemłani;).
      Pozdrawiam! do usłyszenia i do zobaczenia!