Jaika, lat 20

  • Filipiny_portret

Jaika, lat 20

Wioska gdzieś niedaleko . Jakieś jeepneye, mała lokalna knajpka. Ścieżka przez bananowe pole prowadzi do niewielkiego domku z szarej cegły. W dwóch pokojach mieszka w sumie 12 osób – mama, tata, trójka rodzeństwa i jakieś kuzynostwo z dziećmi, które akurat przebywa w okolicy. Jaika, najstarsza z rodzeństwa (lat 20) odpowiada za utrzymanie rodziny. Po skończeniu szkoły zaczyna rozglądać się za pracą. W   o nią niełatwo. Ostatecznie znajduje etat na taśmie produkcyjnej w fabryce Epsona. Każdego dnia wstaje o 4. 30. Zjada śniadanie. Mniej więcej godzinę spędza w jeepneyu jadąc do miejsca, w którym czeka autobus dowożący pracowników Epsona do fabryki. Pracę zaczyna o 8. rano.  Przysługują je dwie przerwy: pierwsza około południa na lunch, druga po południu. Poza tym pod żadnym pozorem nie może opuścić taśmy produkcyjnej. Nawet, kiedy potrzebuje skorzystać z toalety. Ma zakaz rozmawiania z innymi z pracowników. Z fabryki wychodzi o 8. wieczorem. W domu jest około 11. I tak przez 6 dni w tygodniu. Myślała nawet, żeby wynająć coś w mieście, ale nie stać jej. Zarabia stawkę minimalną na filipińskiej prowincji, czyli 322 peso na dzień. Po odliczeniu kosztów transportu i jedzenia zostaje jej z tego mniej niż 200 peso dziennie. Nie narzeka. Jest to kwota wystarczająca, żeby rodzina miała co jeść.

Po pięciu miesiącach pracy zostaje zwolniona z Epsona. Powód oficjalny: redukcja stanowisk. Nieoficjalny: należy do lokalnego związku zawodowego, a tacy ludzie są niemile widziani. Powód prawdopodobny: po 6 miesiącu jako pracownik etatowy, mogłaby liczyć na ochronę prawną, a to firmie się nie opłaca. Wolą zatrudnić kogoś nowego.

O nową pracę niełatwo. Jaika szuka jej prawie rok. Bo to koszty. Choćby wymaganych badań lekarskich i transportu na rozmowę kwalifikacyjną. Ocenia, że koszt aplikowania o pracę to około 1000 peso. A przecież wym czasie nie maja żadnych dochodów. Żyją z tego, co pożyczą, a potem oddadzą z procentem. Wysokim: pożyczając 5 tysięcy peso po 2 miesiącach muszą oddać ich aż 6. Ostatecznie Jaika znajduje pracę w fabryce Toshiby. Zasady podobne: taśma produkcyjna, praca 12 godzin dziennie przez 6 dni w tygodniu, stawka 322 peso na dzień. Jedyną różnicą jest brak autobusu pracowniczego, więc po odliczeniu kosztów transportu zostaje jeszcze mniej. Nie narzeka. To również wystarczy. Trzeba po prostu mniej jeść. Można nawet oddać co nieco z zaciągniętych długów. Po trzech miesiącach zaczynają się problemy z pęcherzem. Jakieś zapalenie. W umowie o pracę nie przysługują jej dni chorobowe. Zostaje zwolniona. Nie pracuje od października. Rodzinę utrzymuje dwójka młodszego rodzeństwa wykonując drobne prace po lekcjach.

Jaika marzy o studiach, choć wie, że możliwe będzie to dopiero wówczas, kiedy jej młodsze rodzeństwo skończy szkołę. Jeśli w ogóle kiedykolwiek będzie. A potem chciałaby mieć coś swojego. Jakiś mały sklepik może. Na myśl o studiach i sklepiku Jaice zaczynają śmiać się oczy.

Wracamy z Batangas. Filipińska dziennikarka, jej asystentka, kierowca i ja. Ja nie chcę poruszać drażliwych tematów. To któraś z nich zadaje to pytanie:

Dlaczego jej rodzice już nie pracują? Przecież są zdrowi i mają jedynie po czterdzieści kilka lat?

 

By |2014-12-09T11:52:21+00:00Styczeń 19th, 2013|Filipiny, Filipiny - życie|5 komentarzy

About the Author:

Mieszanka zodiakalnego Lwa i chińskiego Smoka. Z wykształcenia politolog, z zawodu fotograf. Ciągle szuka swojego miejsca na świecie.