Znakomitą część miesiąca spędziłam w jednym z moich ulubionych krajów, czyli Birmie (tak, teraz po 2. tam wizycie wiem to na pewno!). Ostatecznie trasa, po zmianach koniecznych, bo wymuszonych pogodą w górach, wyglądała mniej więcej tak: Yangon-Bagan-Ngapali-Mandalay i okolice-Hsipaw-Inle-Yangon i choć w większości są to miejsca, w których już byłam, to i tak ciągle mam mały niedosyt. Ba! Ja już zaplanowałam kolejny birmański wyjazd:)

Więcej na temat wydarzeń ostatniego miesiąca pojawi się w kolejnych wpisach, zatem zapraszam do zaglądania na bloga, a tymczasem trzymajcie kciuki, żeby udało się pojechać do Birmy po raz trzeci. No i zerknijcie na instagramowe foty. Pięknie tam, co?