Powiedział mi ekspata: Malezja

25-letnia blondynka z Poznania swoją przygodę z Azją rozpoczęła od stażu w Indiach. Potem postanowiła zapuścić się w bardziej wschodnie rejony kontynentu, więc wybór padł na Malezję. O życiu w i malezyjskim tyglu kulturowym opowiada .

przyciąga turystów hasłem „Malaysia Truly Asia”. Ile Azji jest w Malezji?

Mnóstwo! I im więcej podróżuję po Azji, tym bardziej się z tym zgadzam. Kultura Malezji jest bardzo różnorodna i nie da się jej zdefiniować tak prosto, jak w przypadku Tajlandii czy Kambodży. Społeczeństwo jest podzielone na Malajów, Chińczyków (25% społeczeństwa) i Hindusów (około 20% społeczeństwa), a wszyscy razem definiują się jako Malezyjczycy. Każda z kultur wnosi coś szczególnego w społeczeństwo jako takie i dzięki temu w Malezji mamy chyba najwięcej świąt narodowych i religijnych w całej Azji. Świętem narodowym jest tu zarówno muzułmańska Hari Raya, Chiński Nowy Rok, jak i Deepavali czy chrześcijańska Gwiazdka. Narodowymi daniami są zarówno malajski nasi lemak, jak i wywodzące się z kultury indyjskiej roti channai, jak i chińska zupa bak kut teh. Osobiście uważam że Malezja jest najlepszym krajem, jaki powinno się odwiedzić podczas pierwszej azjatyckiej wyprawy – właśnie dlatego, że można od razu wsiąknąć w kilka kultur naraz.

GłówneCo zrobić, żeby móc tam zamieszkać?

Mieć dużo pewności siebie! Myślę, że generalnie żyje się tu łatwiej i przyjemniej niż w Europie – o pracę nie jest trudno (ale o tym za chwilę), pogoda jest zawsze świetna, a do tego zdecydowana większość Malezyjczyków mówi bez problemu po angielsku. Jest tu dość dużo zapotrzebowanie na specjalistów z branży IT i nowych technologii, ale znam też sporo architektów i marketingowców, którzy przeprowadzili się do Kuala Lumpur i znaleźli dobrą pracę. Generalnie tak jak w całej Azji – praca jest, kryzys jest bardzo mało odczuwalny, ale trzeba mieć w CV dobry angielski i sporo doświadczenia zawodowego, które w przypadku obcokrajowców liczy się zdecydowanie bardziej niż ukończona uczelnia. Zdecydowanie trzeba umieć się cenić i znać swoją wartość. W Malezji pracodawca zwykle musi zapłacić za wizę pracownika z zagranicy, a dodatkowo ustalony jest minimalny poziom płac dla obcokrajowców, wcale nie taki niski. Trzeba umieć wytłumaczyć, dlaczego pracodawca powinien wybrać ciebie, a nie dużo tańszego lokalnego pracownika.

A Ty jak trafiłaś do Kuala Lumpur?

Poprzez program stażowy AIESEC. Wcześniej pracowałam dzięki AIESEC w Indiach i Turcji, a Malezja była moim pierwszym doświadczeniem w Azji Południowo-Wschodniej. Zajęło mi parę dobrych miesięcy znalezienie ciekawej oferty, przejście rekrutacji, przejście przez proces wizowy. Ale z końcu się udało i przyjechałam do Kuala Lumpur w sierpniu 2012 roku. Pracowałam w dziale marketingu w lokalnej firmie oferującej zakupy z supermarkecie online, z dowozem do domu. Wtedy to była bardzo innowacyjna usługa, i możliwości rozwoju były ogromne – przynajmniej przez pierwsze kilka miesięcy.

1069345_10201524560345569_1082427367_nDziś, z tego co wiem, pracujesz w zupełnie innej firmie?

Tak, a uściślając, w przyszłym tygodniu zaczynam nową pracę, w mojej już 5-tej firmie w Malezji. Moja pierwsza praca to był staż, zaledwie półroczny. Pod koniec czułam już, że nie widzę swojej przyszłej kariery w tej branży, szukałam czegoś bardziej ekscytującego, czegoś, co popchnęłoby mnie do bardzo szybkiego rozwoju, nawet kosztem stresu czy pracujących weekendów. Znalezienie kolejnej pracy zajęło mi miesiąc, podczas którego, żeby się nie nudzić, pracowałam na pół etatu jako rekruter w lokalnym prywatnym college’u. W końcu dzięki znajomemu dostałam ofertę z lokalnego start-upu w branży finansowej, który akurat szukał kogoś do rozwoju w dziale marketingu online. I to właśnie tam przeżyłam najciekawszy i najbardziej ekscytujący rok w Malezji. Dołączyłam do firmy na samym początku, było nas 8 osób, wynajmowaliśmy mały box w coworking space w jednym z biurowców. To była świetna grupa młodych ludzi, szef miał 27 lat i bardzo partnerskie podejście do zespołu. Do teraz nie wiem, jak to zrobiliśmy, ale pracowaliśmy naprawdę ciężko, mając z tego jednocześnie ogromną frajdę – i po niecałym roku byliśmy już obecni w 6 krajach, w Malezji jesteśmy liderem w branży, a mały box zamieniliśmy na własne biuro w którym obecnie pracuje ponad 80 osób. Od tej pory staram się rozwijać karierę właśnie w start-upach – szybkie tempo pracy, energia i dużo zabawy to coś co mnie zdecydowanie motywuje do rozwoju!

Pamiętasz jeszcze swój pierwszy dzień w Malezji? Co Cię najbardziej zaskoczyło po przyjeździe?

Pamiętam że z lotniska odebrała mnie znajoma i pojechałyśmy pociągiem do miasta. Przez całą drogę siedziałam przyklejona do szyby, gapiąc się na lasy palmowe i zieleń, a koleżanka siedziała obok i zaśmiewała się z mojego (podobno kompletnie zachwyconego) wyrazu twarzy. Z rzeczy, o których nie miałam pojęcia, a które zauważyłam od razu: Malezyjczycy są naprawdę uzależnieni od smartfonów i tabletów, w metrze czy autobusie wszyscy patrzą na ekrany swoich telefonów i w przestrzeni publicznej nie ma praktycznie żadnej interakcji między nieznajomymi pasażerami. Do teraz tego nie rozumiem, wydaje mi się to bardzo niegrzeczne, gdy np. podczas wspólnego posiłku ktoś wpatruje się w smartfona, zamiast w towarzysza posiłku.

Nie mogłam się też powstrzymać przed porównywaniem Malezji i Indii, w których spędziłam 6 miesięcy i to zdecydowanie ukształtowało moje oczekiwania co do Malezji. Byłam przygotowania na głupie zaczepki, wgapianie się we mnie na ulicy itp. – a Kuala Lumpur bardzo mnie zaskoczyło – na lepsze! Tutaj „biali” są normalnym elementem społeczeństwa, dzięki sporej grupie ekspatów nie traktuje się tu wszystkich jak turystów, raczej nie ma próśb o wspólne zdjęcie, nie zdarzyło mi się też, żeby ktoś mnie zaczepiał czy chodził za mną krok w krok. Zdecydowanie jak na kraj azjatycki czuję się tu bezpiecznie.

Kiedy poczułaś, że chciałabyś tam zostać na dłużej?

Pierwszy raz przemyślałam swój pobyt na dłużej, kiedy kończyłam staż. Miałam w perspektywie powrót do Poznania, gdzie miała za chwilę zacząć się zima. To może zabrzmieć głupio, ale naprawdę przyzwyczaiłam się do całorocznego lata i bałam się że wpadnę w depresję zimową po powrocie. A decyzję o zostaniu na dłuższy czas podjęłam pracując w pierwszym startupie. Budziłam się codziennie rano naprawdę zadowolona z tego, gdzie jestem, uwielbiałam moją pracę, rozwijałam swoje hobby jeżdżąc na konferencje (jestem trenerem umiejętności menadżerskich dla młodzieży), a na weekendy jeździłam ze znajomymi na wyspy lub na wycieczki „jedzeniowe” do innych miast Malezji. A kiedy tylko otwierałam Facebooka, widziałam moich znajomych narzekających na brak pracy/nieciekawą pracę w Polsce, planujących wyjazd do Londynu albo po prostu generalnie narzekających na sytuację. Przyznam, że trochę to mną wstrząsnęło, liczyłam na to, że sytuacja gospodarcza powinna się już polepszać, zwłaszcza dla młodych ludzi. Po rozmowie z rodzicami, którzy w zasadzie zgodzili się, że Malezja póki co oferuje lepsze perspektywy, zaczęłam nazywać Kuala Lumpur domem i tak jest do dziś. Uwielbiam to miasto i póki co jestem bardzo zadowolona ze sposobu, w jaki ułożyłam sobie życie i karierę.

544945_4754955641505_99377003_nJakim miastem jest Kuala Lumpur? Czym imponuje w największym stopniu?

Kuala Lumpur to definicja azjatyckiego tygla kulturowego. Świątynie chińskie, meczety, świątynie indyjskie, kościoły, a to wszystko otoczone zielenią. W centrum KL można zobaczyć prawdziwe „city”, z mnóstwem wieżowców (obecnie 10-te miejsce na świecie pod względem ich ilości). Do tego bardzo mili ludzie i bardzo rzadko pojawiający się naciągacze czy nachalni sprzedawcy – to sprawia, że zarówno turystom jak i ekspatom żyje się tu bardzo przyjemnie. Najbardziej imponuje mi krajobraz – są tu i słynne Petronas Towers i mnóstwo biurowców, jak i wiele parków i miejsc, które są praktycznie puste, więc bez problemu można tam usiąść i odpocząć.

Jak poruszać się po stolicy Malezji?

Najłatwiej jedną z linii metra – LRT, monorail i KTM. Jeżdżą na czas (oprócz KTM, które notorycznie się spóźnia), bilety są tanie i łatwo dostępne w maszynach z biletami na każdej stacji. Bilety są ekologiczne, w formie plastikowych okrągłych tokenów, nie marnuje się więc papieru, tylko namagnesowuje tokeny. Polecam też taksówki – tanie, a kierowcy mówią po angielsku. W godzinach szczytu może być trudno je złapać, więc polecam aplikacje mobilne jak EasyTaxi czy MyTeksi.

550418_4639062144240_818651684_nA kwestie bezpieczeństwa?Jak na co dzień funkcjonuje się Tobie, blondynce?

Przed samotnym wyjazdem na dłuższy czas do Malezji miałam sporo obaw o bezpieczeństwo: bo to kraj azjatycki, muzułmański itp. Całe szczęście okazało się, że jest naprawdę komfortowo. Ludzie są mili. Bywają różni i czasem nie do końca rozumieją nasze (Europejczyków) zachowania, ale są tolerancyjni.

Kuala Lumpur to duże miasto-gąbka: w Malezji ląduje się na lotnisku, dojeżdża do dworca i.. „wsiąka” w miasto. Bez walizki i torebki-nerki, człowiek staje się typowym mieszkańcem miasta.
Malezja to kraj wg konstytucji muzułmański. Oprócz prawa stanowionego występuje też prawo szariatu. I teraz uwaga: prawo szariatu obowiązuje wyłącznie muzułmanów. Nie ma się co obawiać noszenia kusych spódniczek czy bikini na plaży :) Inna sprawa to bezpieczeństwo na ulicach. Tu już nie jest tak różowo, kradzieże torebek i rozboje w biały dzień zdarzają się całkiem często.
Śmiejemy się ze znajomymi, że nie jesteś prawdziwym lokalsem, jeśli choć raz nie zostałeś obrabowany w Malezji.

Narażone są na to szczególnie kobiety, w związku z noszeniem torebek na ramieniu. Według mnie ta ilość kradzieży spowodowana jest przede wszystkim dużą ilością bezrobotnych imigrantów, jak i popularnością motocykli jako środka transportu – jadąc na motorze bardzo łatwo chwycić za torebkę przechodzącej obok kobiety i zwyczajnie odjechać w siną dal. Czasem połączone jest to z grożeniem nożem lub nawet odcięciem torebki scyzorykiem, w trakcie jazdy na motorze – opcja bardzo niebezpieczna dla przechodnia.

Inni są bardziej kreatywni i na przykład wybijają szyby w samochodach, które mają w środku torebkę lub laptopa. Pamiętajcie więc, żeby zawsze schować rzeczy do bagażnika, zamiast trzymać ich na siedzeniu.

Ale generalnie, w porównaniu do Polski – powiedziałabym, że Malezja jest dość bezpieczna. Szanse na pobicie przez kiboli czy „dresów” są zerowe, politycznie jest spokojnie, nie ma wulkanów ani tsunami.

531783_10201611271713299_653118249_nCo w Kuala Lumpur jest super tanie, a co nieprawdopodobnie drogie?

Tanie jest jedzenie, transport publiczny, wynajem mieszkań (oczywiście zależy, czego się szuka, ale z mojej perspektywy można znaleźć naprawdę tanie miejsca). Jedzenie to chyba najlepsza sprawa – za 1RM (około 1zł) można dostać naleśnika roti channai z curry. Za 3RM dostaje się smażony ryż lub makaron, a świeżo wyciskany sok owocowy można kupić już za 2RM. Tak więc dla fanów jedzenia (jak ja) to raj!

No i tanie jest oczywiście paliwo – obecnie 2.10RM za litr. Rząd dopłaca do benzyny więc na samochód stać praktycznie każdego studenta.

Zdecydowanie drogie są alkohole – rząd nałożył podatek 100% na wszystkie produkty alkoholowe, więc w sklepie piwo można dostać za ok 9RM a w pubie za 25RM. Drinki czy shoty są jeszcze droższe, niestety.

Bardzo drogie i ciężko osiągalne są produkty nabiałowe, takie jak sery, ponieważ Malezyjczycy praktycznie ich nie jedzą ani nie produkują, wszystko trzeba sprowadzać z Australii i Nowej Zelandii. Małe mleko kosztuje przynajmniej 5RM, sery takie jak ricotta czy mascarpone to wydatek ok 20RM. Moim rekordem był serek wiejski za 30RM (produkcji niemieckiej).

Koszty ulicznego jedzenia są tak niskie, że pewnie zupełnie nie opłaca się gotować w domu… Ile kosztuje Cię przeciętnie posiłek w Kuala Lumpur?

Dokładnie! To jest jeden z największych plusów mieszkania w Malezji: nie trzeba tracić czasu w kuchni!

Można zjeść tani posiłek w mamaku, czyli ulicznej knajpce serwującej smażony ryż i makaron albo placki roti z curry. Za 5RM można spokojnie się najeść, a za dodatkowe 2RM napić się też świeżo wyciśniętego soku z mango lub arbuza.

Za 12-15RM można zjeść duży posiłek w chińskiej knajpie, z kurczakiem, z warzywami i ryżem i chińską herbatą do popicia.

Moim ulubionym posiłkiem jest banana leaf rice, czyli porcja ryżu i warzyw, polana curry, który tradycyjnie je się rękami z wielkiego liścia bananowca. Dokładki wszystkiego są darmowe, a całkowity koszt to 7RM.

Bardziej wybredni mogą wybrać się też na „zachodnie” jedzenie typu makaron czy hamburgery, wtedy trzeba przeznaczyć na posiłek ok 20-25RM.

Czym jest pasar malam? Warto się tam wybrać?

Pasar Malam to koncept wieczornego rynku, znany właściwie w całej Azji. W Malezji każda dzielnica ma swój pasar malam, który odbywa się raz w tygodniu. Można tam kupić wszystko – tanie ubrania, plastikowe kubeczki, pełen arsenał sztucznych rzęs, ale przede wszystkim – pyszne jedzenie! To jedyne miejsce gdzie można dostać wiele dziwnych potraw, jak smażony durian, śmierdzące tofu, kiełbasy na patyku czy kurczak pieczony w otulinie z soli. Do tego zawsze w okolicy pasar malam zaparkowanych jest kilka samochodów z przyczepkami w których zjeść można malezyjski hot pot – mięso lub ryby na patykach, które gotuje się w garnku lub smaży na patelni.

Gdybyś miała przygotować listę potraw, których koniecznie należy spróbować przy okazji pobytu w Malezji, co znalazłoby się na niej?

Malezyjski klasyk – nasi lemak, czyli ryż gotowany na mleczku kokosowym, z ostrym sosem sambal, okraszony świeżym ogórkiem, orzeszkami ziemnymi i anchovies. Lekko pikantne i mocno kokosowe!

Satay, czyli małe szaszłyczki z kurczaka i wołowiny, w słodkiej marynacie. Grillowane na złoty kolor na specjalnym grillu i serwowane ze słodko-pikantnym sosem z orzeszków ziemnych.

Zupa laksa – na bazie makreli, limonki, mleczka kokosowego, z ogórkiem, kluskami ryżowymi i curry. Jednocześnie ostra, kwaśna i odświeżająca!

Do tego oczywiście król owoców, czyli durian, a także wspomniany przeze mnie wcześniej banana leaf.

1012831_10202926037661626_1428188414_nA co warto zobaczyć w Kuala Lumpur? Stolica Malezji jest przecież zwykle pierwszym miejscem, w którym zatrzymują się turyści. 

W KL jest naprawdę mnóstwo miejsc do zobaczenia i nawet ja, po 2 latach pobytu, często odkrywam coś nowego. Polecam zatrzymać się w KL na 3 dni i podzielić zwiedzanie na dni związane z kulturami Malezji. Np. pierwszy dzień malajski – zwiedzanie meczetu narodowego, placu niepodległości (Merdeka Square) z największym masztem flagowym w Azji, do tego galeria miejska z wielką makietą całego miasta i muzeum narodowe, które jest dość niewielkie i naprawdę ciekawe. Kolejny dzień – indyjski, obejmujący Batu Caves, czyli kompleks hinduskich świątyni znajdujących się w jaskini na szczycie 200 kamiennych schodków. Po drodze można sobie zrobić zdjęcia z lokalnymi małpami. Potem można sobie zrobić spacer po Little India, czyli przepięknej dzielnicy indyjskiej, z kiczowanymi fontannami, kolorowymi łukami przy ulicach i dziesiątkami przepysznych restauracji. Dzień chiński to natomiast Chinatown, czyli stara chińska dzielnica z czerwonymi latarenkami i podróbkami znanych marek, ale też ultra-nowoczesne centrum miasta z wieżowcami, centrami handlowymi i świetnymi chińskimi knajpkami.
No i oczywiście wieczór pod wieżami Petronas, gdzie co godzinę odbywa się pokaz tańczących fontann. Pełen plan można zobaczyć na moim blogu.

KL można zwiedzić również wraz z Tobą. Co proponujesz najczęściej swoim gościom?

Jeśli ktoś odwiedza KL, to często zapraszam na kolację w jakieś ciekawe miejsce i pomagam w planowaniu dalszej podróży po Malezji. Od jakiegoś czasu zaczęłam też oferować możliwość wynajęcia mnie jako przewodnika po KL podczas weekendów, staram się wtedy dobrać trasę odpowiednio do zainteresowań grupy i przedstawiam Malezję z polskiej perspektywy. Uwielbiam to, bo Polaków w Malezji nie ma wielu i jest to jedna z niewielu okazji żeby porozmawiać po polsku i przekazać turystom odrobinę mojej fascynacji.

487072_4638938461148_687668622_nA jak funkcjonuje na co dzień malezyjski tygiel kulturowy?

Jak na tak różnorodne społeczeństwo, z przeróżnymi kulturami i tradycjami – zaskakująco dobrze. Nie jest idealnie, szczególnie rząd silnie preferuje Malajów w przestrzeni publicznej, i nadaje im dodatkowe przywileje w formie preferencyjnych pożyczek na dom czy samochód, większości miejsc na publicznych uniwersytetach itp. Do tego, mimo widocznej na pierwszy rzut oka symbiozy, zdarzają się sytuacje w których islam jest traktowany jako religia numer 1 – jakiś czas temu oficjalnie zakazano używania słowa „Allah” osobom innych religii niż muzułmańska. Ale to są raczej pojedyncze przypadki, i większość ludzi na ulicach słysząc o nich, puka się w głowę. Nagminne są za to preferencje rasowe przy wynajmie mieszkań. 80% wszystkich ogłoszeń o wynajmie pokoi czy mieszkań zawiera sformułowania „preferowana Chińska kobieta”, „Tylko dla Malajskiej studentki” itp.

Generalnie widać jednak zmiany w nastawieniu, zwłaszcza w przypadku młodych osób, które coraz silniej sprzeciwiają się tego typu sytuacjom.

222568_4754948241320_852557825_nSymbolem Malezji są charakterystyczne super-nowoczesne Twin Towers w Kuala Lumpur. Czy można powiedzieć, że Malezja jest krajem nowoczesnym?

Dokładnie, wieże Petronas są właśnie symbolem szybkiego rozwoju tego kraju – budzą respekt i zachwyt, a do tego są użytkowane jako biura głównej siedziby firmy Petronas, Microsoft i IBM. Z drugiej strony – z powodu narzuconej absurdalnie wysokiej ceny wynajmu, sporo biur do teraz stoi pustych….

Malezja w latach ’90-tych znajdowała się w grupie Azjatyckich Tygrysów, a obecnie realizuje ambitny plan dołączenia do grona państw wysoko rozwiniętych w roku 2020. Wszystko wygląda na to, że plan się uda – Kuala Lumpur jest już o wiele bardziej rozwinięte pod względem infrastruktury niż niektóre europejskie stolice, ale miasteczka i wsie wymagają pomocy w nadrobieniu różnic w rozwoju. W dżungli na Borneo wciąż można znaleźć ludzi mieszkających w lepiankach bez elektryczności czy bieżącej wody i to właśnie ta grupa jest obecnie (wg oficjalnych planów rządu) priorytetem.

62928_10200573018117608_1232121481_nJak bardzo tradycyjnym społeczeństwem są mieszkańcy Malezji?

Zdecydowanie są społeczeństwem różnorodnym, to na pewno. W Kuala Lumpur ludzie są oczywiście nieco bardziej „zachodni” pod względem kultury pracy czy zachowania w miejscach publicznych, jednak w domu czy podczas świąt zdecydowanie zachowują tradycję. Rodzina jest najważniejszą wartością dla większości osób, a na święta należy wrócić do „kampung” czyli wioski rodzinnej, choćby znajdowała się na drugim końcu kraju.

Opowiesz o najciekawszych Twoim zdaniem świętach w Malezji?
Świąt jest mnóstwo – dzięki różnorodności kulturowej, a dni wolnych pracy mamy chyba najwięcej w całej Azji. Wiąże się to z tym, że świętowane są zarówno święta muzułmańskie, chińskie, indyjskie i chrześcijańskie.
Bardzo kolorowy jest Chiński Nowy Rok – z mnóstwem czerwono-złotych dekoracji na ulicach, niekończącą się feerią fajerwerków co noc (przez 2 tygodnie!) i odbywających się w różnych miejscach miasta pokazach tańca lwa. Odbywają się tradycyjne rodzinne kolacje z mnóstwem pysznego jedzenia, zwłaszcza owocami morza w różnej postaci. Jeśli macie dobre kontakty, możecie zostać zaproszeni do domu znajomego – koniecznie skorzystajcie!

Świętuje się też Boże Narodzenie – Malezyjczycy uwielbiają atmosferę świąt i całe miasto zostaje zarzucone choinkami, sztucznym śniegiem i dekoracjami z „piernika” – wygląda to naprawdę ciekawie w połączeniu w gorącą pogodą, palmami i bananowcami.

thaipusamJednak najciekawszym świętem jest według mnie Thaipusam – wywodzący się z tradycji indyjskiej festiwal odbywający się co roku w Batu Caves. Miliony pielgrzymują z całej Azji, aby podziękować bogom za dary lub spełnienie konkretnej prośby. Dziękuje się poprzez prawie 10-kilometrowy marsz przez miasto z ciałem poprzekłuwanym hakami i szpikulcami, z przebitym językiem, nieczęsto niosąc na plecach wielki wizerunek boga, tzw. Kavadi. Można też nieść gliniany dzban z mlekiem, który ofiarowuje się bogom u celu wędrówki. Większość pielgrzymów twierdzi, że nie czuje żadnego bólu – znajdują się w religijnym transie. Widok na maszerujących pątników jest jednocześnie przerażający i fascynujący.

Czym jest tradycja „open house”, czyli otwartego domu?

Open house celebrowany jest przy okazji najważniejszych świąt: Hari Raya na zakończenie Ramadanu, Chińskiego Nowego Roku czy indyjskiego Deepavali. Oznacza dosłownie otwarcie drzwi domu dla wszystkich – nie tylko rodziny i przyjaciół, ale też ciekawskich przechodniów. Rodziny gotują wtedy mnóstwo tradycyjnego jedzenia i zostawiają szeroko otwartą bramę do domu. Każdy może wejść dosłownie z ulicy, porozmawiać, zjeść coś i razem cieszyć się świętem. Nieważna jest religia czy pochodzenie gościa – każdy jest mile widziany. Open house świętowany jest np. również przez znanych polityków i premiera – to jedyna okazja w ciągu roku, by wejść do ich domów i jeśli szczęście dopisze, nawet z nimi porozmawiać.

Jak wygląda kwestia cenzury? Może utrudniać codzienne życie?

Standardem jest cenzura w kinie. Pomimo ograniczeń wiekowych, filmy są okrawane z co bardziej soczystych „momentów”. Najbardziej odczułam to oglądając nowego Jamesa Bonda – miałam wrażenie, że film jest o jakieś 10 minut krótszy niż powinien z powodu wyciętych scen… W radiu, w piosenkach angielskojęzycznych, słowa takie jak „sex” „fuck” itp są zwykle kompletnie wymazywane albo wyciszane. W przypadku filmów indyjskich natomiast standardem jest dodawanie wielkiego napisu „Palenie zabija” na dole ekranu za każdym razem gdy któryś z bohaterów sięga po papierosa. Generalnie jednak nie jest to jakoś bardzo uciążliwe, przynajmniej z mojej perspektywy.

36544_4583155586611_657050440_nCzy jest w ogóle w Malezji coś, co Cię jednak irytuje?

Zdarza się! Najczęściej wolne tempo w jakim podchodzi się do życia – od pracy, przez ślimaczenie się po chodniku czy w centrum handlowym.

Ciągle nie potrafię też zrozumieć tego, jak Azjaci mogą być czasem dziecinni i naiwni. Wszędobylskie hello kitty, kolor różowy, szaleństwo gdy wprowadzane są nowe zabawki do zestawów Happy Meal…

Inna sprawa, która jest przeze mnie kompletnie nierozumiała – smartfony i sposób obchodzenia się z nimi. Smartfona wszyscy mają ze sobą zawsze. Piszą smsy, ale częściej czatują na Whatsapp albo Viber, sprawdzają Facebooka, lajkują tysiące zdjęć dziennie, wrzucają zdjęcia każdego zjedzonego posiłku na Instagram. Ok, rozumiem, są szurnięci na tym punkcie. Ale osobiście protestuję przeciwko spotkaniom przyjaciół w kawiarni, podczas którego wszyscy zamiast rozmawiać, ciągle coś klepią na ekranach telefonów. Nawet nie patrzą na siebie, po prostu siedzą razem, ale każdy zajęty jest własnym Facebookiem (czy cokolwiek tam ma). Zero interakcji!
Ostatnio zaczęło to przenikać też na imprezy – jest muzyka, są ludzie, ale nikt nawet nie rozmawia, każdy trylko bawi się swoim iPhonem. W metrze czy autobusie to kompletny standard, zwłaszcza rano – jest niesamowicie cicho, wszyscy wpatrzeni w dół, w swoje monitorki (stąd nazwa: „Syndrom patrzenia w dół”).

A za co kochasz Malezję najbardziej?

Zdecydowanie za wspaniałych ludzi których tu spotkałam, którzy inspirują mnie każdego dnia i motywują do rozwijania swoich umiejętności. Od samego początku czuję się tu jak w domu – nie ma znaczenia, że mam blond włosy i nazwisko którego nie potrafią wymówić nawet moi najlepsi przyjaciele. Jestem traktowana – zarówno w domu, jak i w pracy, zupełnie na równi z Malezyjczykami. No i oczywiście jedzenie – według mnie najbardziej zróżnicowane i najpyszniejsze na świecie!

1017538_10201524568145764_2146971916_nNa pewno masz swoje ulubione miejsca w tym kraju. Zdradzisz nam kilka?

Kuala Lumpur! Cudowne, zielone miasto, w którym można znaleźć wszystko – od parków przez wieżowce, aż do malajskich dzielnic, które wyglądają jakby zamknięto je w kapsule czasu i płynie on tam inaczej, jakby wolniej. Po 2 latach mieszkania tu co chwilę odkrywam nowe ciekawe miejsca.
Innym przepięknym miejscem są wyspy Perhentian – czyściutka, zupełnie przezroczysta woda, a w niej mnóstwo kolorowych ryb, żółwie, koralowce, a do tego piękne plaże. W nocy można iść na grilla i bawić się na imprezie na plaży do rana. A do tego wyspy te nie mają typowej cywilizacji – tzn. dróg i samochodów – jest tylko plaża i dżungla. I okazjonalne wielkie jaszczurki które można spotkać dosłownie wszędzie. Miejsce jak z pocztówki.
No i Cameron Highlands – zielone aż po horyzont pola herbaciane a obok nich dżungla licząca sobie ponad tysiąc lat. Można usiąść w herbaciarni przy plantacji i delektując się chłodnym powietrzem, relaksować się w słońcu. Cudnie!

Komu spodoba się w Malezji?
Myślę, że każdemu! Ale szczególnie polecam Malezję, jeśli ktoś podróżuje do Azji po raz pierwszy i nie jest do końca pewny swoich umiejętności i możliwości. Malezja dzięki swojej różnorodności oferuje szybki kurs różnych kultur azjatyckich. A do tego, w porównaniu z innymi krajami, jest dość bezpieczna, a turystów nie próbuje się oskubać czy oszukać na każdym kroku.

No i zdecydowanie polecam Malezję tym którzy lubią dobre azjatyckie jedzenie! W tym roku wyspa Penang została wybrana przez Lonely Planet najlepszym miejscem dla miłośników jedzenia (Best Foodie Place) na 2014 rok. Coś w tym jest!

O czym warto wiedzieć i jakie zwyczaje malezyjskie warto znać przed przeprowadzką?

Tak jak w całej Azji, przy wejściu do domu czy biura zdejmuje się buty. Zdarza się to czasem nawet w sklepach! Polecam więc buty wsuwane zamiast sznurowanych.

Inna sprawa – prawa ręka jest uważana za „czystą” a lewa „brudną”. Jedząc rękami, np, w knajpie indyjskiej, używamy wyłącznie prawej dłoni. Lewa tradycyjnie używana jest do podmywania się w toalecie, i nawet mimo, że kultura łazienkowa zmieniła się jakiś czas temu, tradycja nie dotykania jedzenia (a nawet talerza) lewą ręką jest wciąż żywa.

W Malezji nie praktykuje się napiwków. Zdarza się to bardzo rzadko, w droższych knajpach, serwujących „zachodnie” jedzenie. Zwykle do rachunku automatycznie naliczany jest „service charge” wynoszący 10% wartości zamówienia. Jest on zawsze dodany do ostatecznej ceny i wydrukowany na paragonie, i nie ma opcji żeby się o to targować, nawet jeśli kelner nie kiwnął palcem przy waszym zamówieniu.

Nie należy wskazywać nikogo i niczego palcem wskazyjącym. Zwyczaj ten pochodzi z kultury malajskiej. Zostałam kilka razy nieźle złajana za pokazanie kogoś palcem – jest to bardzo obraźliwe. Można oczywiście wskazywać – należy jednak użyć do tego całej dłoni lub kciuka.
No i nie należy głaskać czy klepać po głowie ludzi. Bardziej chodzi o Malajów (muzułmanów). Wierzą oni, że głowa to najbardziej „święta” część ciała, dlatego nie należy jej dotykać z szacunku. Tak więc nawet widząc małe, słodkie Malezyjskie dzieciaki, należy powstrzymać się od pogłaskania ich po główce, może to stworzyć niekomfortową sytuację dla rodziców.

427823_4754920360623_1103559203_nGdzie najlepiej zamieszkać w KL? Jak wygląda takie przeciętne mieszkanie w stolicy?

Dzielnica nie jest ważna – najważniejsza jest bliskość biura czy miejsca pracy. Korki w Kuala Lumpur bywają zabójcze, więc lepiej mieszkać niedaleko.

Najporęczniejszym miejscem do mieszkania w Kuala Lumpur i innych większych miastach Malezji są pokoje/mieszkania do wynajęcia w apartamentowcach, zwanych kondos. Standardem w kondo są: basen, siłownia i ochrona przy wejściu (czasem wejście wymaga zeskanowania karty magnetycznej, bywa że kartą uruchamia się też windę). Dodatkowe bonusy, czasem spotykane: sklep spożywczy w budynku, pralnia, restauracja w budynku, przedszkole w budynku.

Mieszkania są zwykle w miarę nowe i dobrze wykończone. Standardowo w mieszkaniu jest duża i mała sypialnia, pokój dzienny i 2 łazienki (1 przy dużej sypialni, jedna do której wchodzi się z korytarza).  Większe mieszkania mają dodatkowy pokój i czasem pokój dla sprzątaczki. Z ciekawostek: w mieszkaniach zwykle nie ma piekarnika ani pralki. W łazience prysznic nie ma brodzika ani zasłonki, po prostu woda skapuje na wszystko dookoła (w sumie to taki Azjatycki standard).

Mieszkanko można wynająć od mniej więcej 1800 RM / miesiąc + opłaty. Górnej granicy nie ma.
Pokój można znaleźć od 300-400 RM (zwykle bez mebli, ale zdarza się półka i materac). Za miejscówkę z klimatyzacją zapłacić trzeba co najmniej 700 RM. Łazienka – dzielona ze współlokatorami, chyba że wynajmuje się największą sypialnię – wtedy łazienka jest osobna.

Jak radzić sobie w tropikalnym klimacie?

Pić dużo wody w ciągu dnia, odwodnienie to największy problem. No i trzymać się blisko klimatyzatorów czy wiatraków. Malezyjczycy starają się projektować miasta w ten sposób, aby zapewnić przechodniom jak najwięcej cienia – jest sporo miejsc osłoniętych dachem, a w centrum można przemieszczać się szklanym tunelem, zawieszonym nad ziemią, który jest w całości klimatyzowany.

Czego brakuje Ci na co dzień?

Nie ma tego dużo, bo Kuala Lumpur jest na tyle kosmopolityczne, że produkty europejskie są dość dostępne. Ale zdecydowanie nie ma tu dobrego sera, dobrych alkoholi które nie zrujnowałyby portfela – i baaardzo tęsknię za dobrym polskim chlebem!

183482_4583152106524_799694289_nUważasz, że warto było wyjechać za granicę?

Oczywiście! Uważam że póki co była to najlepsza decyzja w moim życiu. Wiele się nauczyłam, spotkałam cudownych ludzi i rozwijam karierę w mojej wymarzonej branży. No i codziennie budzę się w słonecznym, ciepłym miejscu, z palmami za oknem!

A oprócz tego jakie widzisz zalety mieszkania i pracy w Azji?

Z mojego punktu widzenia mam wrażenie że młodym ludziom jest tu o wiele łatwiej zrobić karierę – nie ma problemów z dostaniem się na wartościowy, płatny staż, a mając doświadczenie zawodowe, porządny angielski i pewność siebie można spokojnie znaleźć pracę w zawodzie.
Z innej beczki – bardzo cenię pogodne nastawienie Azjatów. Generalnie dopiero będąc w Azji można zauważyć jak silnie pogoda wpływa na zachowanie ludzi. Tutaj się po prostu nie narzeka! Ludzie na ulicy się uśmiechają i nie jest to jakiś podejrzany uśmiech playboya, ale po prostu zupełnie naturalna sprawa. Rozmawia się o jedzeniu, planach na weekend i ostatnio o zaginionym samolocie – ale nie ma zwykle tematów politycznych i zrzucania winy za całe zło na rząd/premiera/Unię Europejską itp. Jest za to więcej rzeczowych rozmów o gospodarce.
Podróże są łatwe i tanie dzięki tanim liniom lotniczym, z których mnóstwo stacjonuje w Kuala Lumpur – z Air Asia na czele. Kambodża na weekend? Jak najbardziej możliwe.

Malezja to Twoje docelowe miejsce na ziemi?

Jeszcze nie wiem, ale na pewno jest to miejsce które zawsze będzie miało specjalne miejsce w moim sercu. Póki co jest to mój drugi dom, ale nie wykluczam przeprowadzki do innego pięknego miejsca na Ziemi.

1175071_10201754445172546_249610875_nZuzanna Chmielewska – blondynka z Poznania, od dwóch lat w Malezji. Marketer, bloger, trener młodzieży, pasjonatka życia i wszystkiego co pyszne. Hobbystycznie przewodnik po Kuala Lumpur. Blog: www.zuinasia.wordpress.com

Zdjęcia: Zuzanna Chmielewska
Rozmawiała: Ania Błażejewska

Jeśli i Ty masz ochotę opowiedzieć nam o swoim życiu w Azji, napisz do nas koniecznie!