[wywiad]: Raport z podróży: Ewa Świderska

Jako nastolatka krążyła na komunijnym rowerze marki Jubilat w okolicach rodzinnego domu na mazowieckich obrzeżach puszczy Kampinoskiej, a kiedy podróżowanie rowerem stało się nałogiem, zamieniła wysłużonego Jubilata na lepszy model i ruszyła w drogę. Od 2012 roku żyje głównie na rowerze i odwiedziła w tym czasie Koreę Południową, Laos, Chiny, Filipiny, Birmę, Tajlandię, Japonię i Stany Zjednoczone.

Uważa, że życie na rowerze jest proste. “Nigdy nie wiem gdzie dojadę, kogo spotkam i co się wydarzy. Nie planuję zbyt dużo ani zbyt często, życie i tak pisze swój scenariusz.” – opowiada Ewa Świderska, którą mamy przyjemność dziś gościć na blogu.

Ewa podróżuje najczęściej sama, bo korzyści, jakie daje podróż w pojedynkę są dla niej nie do przecenienia. Co wcale nie oznacza, że stroni od ludzi, bo jest wręcz przeciwnie – spotkania w drodze są dla niej zawsze dużą radością. Ewie można towarzyszyć również wirtualnie na blogu ewcyna.com, bo jak sama pisze “czasem troszkę smutno samej i wtedy internetowe towarzystwo pomaga.”

W Azji spędziłam…

…do teraz łącznie około 14 miesięcy

to dla mnie…

Początek dłuższej rowerowej przygody ze światem; egzotyka, która z każdym dniem i każdym przejechanym kilometrem normalnieje.

Tajlandia 1

Przygotowując podróż najchętniej zaglądałam..

Bardzo lubię proces przygotowań do podróży i zazwyczaj robiłam to dość skrupulatnie, czytając przewodniki, blogi, fora podróżnicze. W podróży jest to raczej niemożliwe, zatem dokształcam się i doczytuję dużo na bieżąco (kupuję elektroniczne wersje przewodników Lonely Planet), odwiedzam biura informacji turystycznej, jeśli tylko są no i rozmawiam z napotkanymi ludźmi, pytając o godne polecenia miejsca i atrakcje – im mniej znane i oczywiste, tym lepiej. Dość rozważnie jednak obecnie podchodzę do zwiedzania atrakcji turystycznych – nie lubię być częścią tłumu odwiedzających pstrykających foty.

Niezwykle pomocne w przygotowaniach są też grupy na Fejsbuku – w moim przypadku są to grupy podróżujących rowerem.

Z Azją najbardziej kojarzy mi się

Chyba standardowo – pola ryżowe, egzotyczne owoce i wszechobecny harmider (co nie jest standardem dla wszystkich azjatyckich krajów jednakże) i niezliczone możliwości zaspokajania głodu na ulicach

Ale też niestandardowo – sterylnie czyste toalety „in the middle of nowhere” czyli na totalnym pustkowiu w Japonii i Korei, z bieżąca wodą i papierem toaletowym! I dodatkowo często jest też oczywiście automat z piciem i przekąskami.

040-1

W Azji zachwyciło mnie…

Nieustająco zachwyca mnie niski poziom agresji a nawet wręcz jej brak, przynajmniej takiej widocznej i odczuwalnej na co dzień. Uprzejmość i uśmiech. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że często niekoniecznie jest szczery – szczególnie w miejscach turystycznych, ale i tak żyje mi się z tym lepiej.

Zachwyciły mnie tez japońskie onseny, czyli łaźnie publiczne zasilane wodą z gorących źródeł. Japończycy je uwielbiają, ja też! To w zasadzie takie małe SPA, nałogowo korzystałam z nich podczas rowerowej podróży – mycie i relaks w jednym. Zazwyczaj jest to kilka basenów różniących się temperaturą wody o wspólnym mianowniku – jest okropnie gorąca, część z nich położona na zewnątrz. Podoba mi się japońskie naturalne podejście do nagości – z łaźni tych można korzystać jedynie nago i choć nie są to (na szczęście) miejsca koedukacyjne, to na przykład mali chłopcy przebywają w łaźni w części damskiej i jest to normalne. Mam w głowie obrazek, kiedy to weszłam do onsenu w jakiejś małej miejscowości, na fotelu w przebieralni siedziała w fotelu naga starsza kobieta, która ucieszona moim widokiem zagadywała mnie nie przestając intensywnie się wachlować.

No i ostatnio zachwycił mnie system ścieżek rowerowych wzdłuż rzek w Korei Południowej. To nie ścieżki a istne autostrady! Ten kraj to raj dla cyklistów.

P1080023

Najbardziej zaskoczyło mnie…

Hmmm.. wiele rzeczy, ale ostatnio zwaliła mnie z nóg informacja, że podczas koreańskiego odpowiednika egzaminu maturalnego, który odbywał się w Korei w połowie listopada i do którego przystępowało ponad 640 000 uczniów na czas trwania części egzaminu z języka angielskiego tj. testu ze słuchu na ok. 30 minut ZATRZYMANO RUCH LOTNICZY nad krajem, żeby hałas nie przeszkadzał w słuchaniu zadania.

Egzamin ten jest „być albo nie być” w życiu młodego człowieka w Korei.. Panuje tu kult nauki i pracy, dzieci i młodzież zazwyczaj po skończeniu lekcji w szkole idą do drugiej – prywatnej, popołudniowo-wieczornej i kontynuują naukę. Gorszy wynik egzaminu to tragedia – po ogłoszeniu wyników zdarza się niestety wiele samobójstw.

Ale żeby od razu samoloty zatrzymywać??

Największe rozczarowanie przeżyłam…

Widząc zachowanie niektórych turystów demonstrujące brak szacunku dla miejscowych ludzi i miejsc (głośne zachowanie, nieodpowiedni ubiór świętych miejscach).

Najprzyjemniejszy wieczór spędziłam…

Było ich wiele. Są to najczęściej noclegi w hotelu wielogwiazkowym, czyli moim namiocie, który jeśli tylko mogę pozostawiam otwarty (tak, wiem – komary, pająki, inne bestie.. ), żeby podziwiać niebo i posłuchać szumu morza czy po prostu ciszy. Cisza w Azji? – tak, to też możliwe, polecam chociażby japońską wyspę Hokkaido.

Birma 3

Najlepsza azjatycka kuchnia to…

Póki co chińska – o yeah! W szczególności zaś dodawany do potraw świeży korzeń imbiru daje im niezapomniany smak, w którym się od razu zakochałam. Zaraz za chińską plasuje się kuchnia tajska, ale nie byłam jeszcze w Indiach, Malezji i Indonezji, coś czuję ze tam może znaleźć się mój „number 1”.

Najlepszą kolację zjadłam w…

W knajpie tajskiej w ….Rangunie. Nie wiem dlaczego nie mogłam odnaleźć tych smaków w Tajlandii – na prowincji wcale nie można dostać chociażby tajskiego curry, jest jedynie smażony ryż.

Chiny 1

Najtańsze piwo wypiłam w…

Chinach. Kosztowało jakieś 1,5 PLN. Generalnie jedzenie jest tam tanie.

Najbardziej szalony dzień przeżyłam w..

Czasem sobie myślę, że ta podróż to jedno wielkie szaleństwo.

Filipny 1

Najfajniejsze azjatyckie miasto to…

Z reguły jeśli tylko mogę, a zazwyczaj mogę, omijam duże miasta. Jeśli już miałabym wybrać to Rangun w Birmie – ma swoisty klimat, nie ma tam sieciówek i McDonalda.

W Azji najbardziej męczy mnie…

Hałas i brud – to dotyczy szczególnie Filipin i Chin. Wszystkie pojazdy jadą na klaksonie ciągłym o trudnej do wyobrażenia wysokości dźwięku. Po jakimś czasie w Chinach zaczęłam jechać w… zatyczkach do uszu. Nie stosowanie się do niemal żadnych reguł ruchu drogowego jak np. brak sygnalizowania manewru skrętu doprowadzało mnie często do czarnej rozpaczy. W Chinach dochodziło jeszcze nagminne palenie papierosów przez mężczyzn. Palą chyba wszyscy panowie i pety non stop tkwią w kącikach ust.. brr!

W wielu miejscach męczył mnie jeszcze bardzo upał, ale co zrobić, taki urok Azji.

Z pewnością jednak więcej rzeczy mnie ciekawi i fascynuje niż męczy, dlatego wciąż tu jestem.

BIRMA 1

Największa azjatycka przygoda…

Zdecydowanie Birma i perypetie z tajniakami jak nazwałam przedstawicieli tamtejszych służb bezpieczeństwa, którzy mi tam przez niemal połowę pobytu towarzyszyli. Oczywiście niejawnie. Po góra 3 minutach można było się jednak domyślić, ze ktoś za mną jedzie… powolna jazda motorem w tempie mojego roweru, wystająca spod ubrania krótkofalówka, częste rozmowy przez telefon, zatrzymywanie się w tych samych co ja miejscach, chyba też podpytywanie ludzi. Na początku mnie to bawiło, potem bardziej irytowało. Zatrzymywałam się niespodziewanie, machałam i zagadywałam do tajniaków dziękując im za pomoc – było ciekawie! Kilkakrotnie udało mi się ich zmylić i na trochę „urwać”. Ten problem nie występował w miejscach turystycznych, gdzie nikłam w tłumie.

Najlepiej wspominany odcinek podróży przebyłam…

Jestem monotematyczna – rowerem ☺

P1030081

Najbardziej niestandardowy nocleg zdarzył się…

Jeśli za standardowy nocleg uznamy nocleg w hostelu bądź guesthousie to w 80 procentach moje noclegi są niestandardowe. Często śpię na dziko i choć rozkładam namiot po zmroku i wydaje mi się, że miejsce jest odludne, to mogę mieć w 90% pewność, ze rano będą tam ludzie i mniej lub bardziej otwarcie będą mi się przyglądać. Zdążyłam się do tego przyzwyczaić.

W Japonii w miastach i miasteczkach często sypiałam na placach zabaw dla dzieci bądź obiektach sportowych, w Korei natomiast w chroniących przed słońcem w dzień wiatach, które są wszędzie.

W Birmie spałam u ludzi w domu, co jest o tyle nietypowe, że w tym wciąż policyjnym państwie jest to zabronione, obcokrajowiec musi spać w uprawnionym do tego hotelu. Rodzina, u której byłam tak jak prawo nakazuje zgłosiła ten fakt na policję, która po przyjeździe i wielu telefonach nie-wiadomo-gdzie, nie mając mnie gdzie odesłać (nie było hotelu w promieniu 60km ) pozwoliła mi zostać na noc pod przysięgą, że nikomu o tym nie powiem, bo mieliby kłopoty. Zatem proszę wszystkich – cicho sza!

W każdym z azjatyckich krajów, które odwiedziłam ludzie wielokrotnie otwierali przede mną swoje – często niezwykle skromne – domy i właśnie te noclegi zapamiętam najbardziej.

Tybet 4

Najbardziej fotogeniczne miejsce…

Tybet. Bielejące ośnieżone szczyty i ciągnące się po horyzont porośnięte trawą zbocza tzw. grasslands. Pasące się stada jaków, chorągwie modlitewne, masywne domy z kamienia z kolorowymi oknami. Kwintesencja wolności w tym zniewolonym jakby nie było regionie.

Najpiękniejszym uśmiechem obdarzono mnie w…

Birmie. Dla mnie to kraj wielu autentycznych i pięknych uśmiechów

Najciekawszą historię usłyszałem/am w…

Chyba słyszałam ich tak wiele, ze nie mogę sobie przypomnieć żadnej.. ;(

Najbardziej mrożący krew w żyłach moment zdarzył się..

Chyba już pierwszego dnia podróży w Manili, kiedy to uciekałam w poprzek czteropasmowej, zapełnionej autami arterii goniącemu nas (byłam wtedy z koleżanką) i smagającemu batem konia dorożkarzowi, który chciał nas naciągnąć za godzinną przejażdżkę na 20-krotnie wyższą kasę, niż było to ustalone. Zapewne to stały trik w tej okolicy, stwierdziłam jednak, że nie będzie mnie nikt robił w bambuko, a ucieczka wydawała się jedynym wyjściem. Wpadłyśmy wtedy zziajane do jakiegoś hotelu i dość długo bałyśmy się z niego wyjść.

Ulubionym azjatyckim środkiem transportu jest dla mnie…

Od wielu lat jestem „przyspawana” do roweru i nie lubię się z nim rozstawać na każdej szerokości geograficznej

Chiny 3

Najbardziej widowiskowy wschód słońca podziwiałam w..

Hmm.. nie jestem rannym ptaszkiem i częściej podziwiam zachody.

Najpiękniejszą plażę znalazłam…

Jeszcze nie znalazłam, ale też nie szukałam. Może to dziwić, ale oprócz Filipin, Japonii i Korei Południowej nie przebywałam nad morzem, więc moja najpiękniejsza plaża wciąż czeka na odkrycie. Póki co wygrywają Bałtyk i Międzyzdroje…

Z największą przyjemnością wróciłabym do…

Birmy i Japonii. To swoiste „kosmosy” na mapie nie tylko Azji, ale tez świata

Nigdy nie wrócę do…

Nie ma takiego miejsca póki co, ale są takie które odwiedziłabym mniej chętnie np. tzw. metro Manila czyli stolica Filipin z przyległymi miejscowościami.

Tybet 3-1

Osobom wybierającym się do Azji poradziłabym….

Zawsze radzę i sama staram się tego trzymać, aby dostosowywać czas wizyty w danym kraju do pory roku. Radziłabym zatem rozeznać się w tej kwestii wcześniej. W Azji kwestia pór roku jest odmienna dla regionu, mogą to być 4 pory jak u nas w krajach takich jak Japonia czy Korea Południowa, bądź pora sucha i deszczowa jak w Azji Środkowo-Wschodniej. Mnie na przykład marcowe około 40-stopniowe upały w Tajlandii niemal wykończyły i zmusiły do rewizji podróżniczych planów, wracam tam zatem teraz, w listopadzie, kiedy to powinno być nieco chłodniej.

Tak jak tez inni radziłabym nie wariować w kwestii malarii i leków antymalarycznych jeśli wybieramy się na przykład poleżeć na plaży w Tajlandii.

W szczególności też radziłabym kobietom, które „chciałyby, a boją się” podróżowania solo – nie ma czego się bać! Kobieta solo w podróży wzbudza głównie chęć pomocy. Oczywiście, trzeba zachować w tej materii zdrowy rozsądek, tak jak wszędzie.

No i jeszcze radziłabym.. pomimo gorącego klimatu nie epatować nadmiernie golizną poza plażami oczywiście. Miejscowi tego nie tego nie robią i jest to naprawdę niesmaczne.

Plany na najbliższe miesiące i dalszą przyszłość….

Nie planuję zbyt dużo, bo życie i tak robi to za mnie.
Na pewno pod koniec listopada opuszczam gościnną, aczkolwiek już wczesnozimową Koreę Południową i wracam na szlaki Azji Południowo-Wschodniej do Tajlandii i Kambodży, może południowego Laosu. Potem być może pojadę na południe, w stronę równika do Malezji. Zastanawiam się nad Indonezją i Australią. A tak w ogóle to cały czas rozkręcam się przed Ameryką Środkową i Południową! Dotarcie tam to moje główne marzenie. Czas pokaże. Oby!

Opowiadała i fotografowała:Ewa Świderska www.ewcyna.com

Jeśli podróżujesz bądź niedawno podróżowałeś po Azji i miałbyś ochotę podzielić się swoimi wrażeniami – napisz do nas.

O czyjej podróży chcielibyście poczytać w przyszłości? Czekamy na Wasze sugestie.