– Jak było w Singapurze? – zapytaliśmy niedawno znajomych z Bali, którzy właśnie mieli okazję spędzić tam parę dni.
– Ach, super! – zaczęli swoją opowieść – Najpierw, jeszcze w drodze z lotniska pojechaliśmy do… Ikei. Cieszyliśmy się jak dzieci! Przecież my w Ikei nie byliśmy całe lata!
I tak się zaczęło. W ciągu następnych kilkunastu minut zdążyliśmy wymienić się doświadczeniami w zakresie zakupów w singapurskiej Ikei. Która lepsza (bo są dwie), gdzie bliżej, gdzie łatwiej dojechać. Bo z Bali do Singapuru jeździ się między innymi właśnie na zakupy. Albo po wizę. Ale po kolei.

Dziwna sprawa z tym Singapurem. Choć byliśmy tam dobre kilka razy, to rzadko nadarzała się okazja, aby móc w pełni korzystać z uroków tego państwa-miasta w jego stricte turystycznym wydaniu. Bo przyjeżdżając z Manili przede wszystkim oddychaliśmy z ulgą. Z prawdziwą radością korzystaliśmy z metra. Z jeszcze większą chodziliśmy po szerokich i (w miarę) czystych chodnikach. I nie mogliśmy nadziwić się kompetencji ludzi napotykanych w sklepach i restauracjach. Spotykaliśmy się ze znajomymi, załatwialiśmy takie sprawy, jak choćby kupno sprzętu elektronicznego, który nagle okazywał się bez problemu dostępny i tak nam mijały te singapurskie dni.

A teraz, z perspektywy mieszkania na Bali, wyjazdy do Singapuru nabrały zupełnie nowego wymiaru. Bo latać tam musimy – podobnie jak wielu innych bule choćby wtedy, kiedy załatwiamy nowe wizy. Bo latać chcemy – choć zdecydowanie lubimy swoją balijską rzeczywistość wiejską, to nie ukrywamy że, jako stworzeniom przyzwyczajonym do życia w mieście, od czasu do czasu zdarza się nam za miastem tęsknić. A co tu dużo mówić, , nawet ze wszystkimi swoimi wadami, z balijskiego punktu widzenia jest w jakimś stopniu miastem idealnym, a w związku z licznymi połączeniami lotniczymi – łatwo osiągalnym. Ba! Z perspektywy balijskiego zaścianka wydaje się być oazą porządku, czystości, zorganizowania, przewidywalności, możliwości, spokoju i pewnie sporo można byłoby jeszcze dodać rozpływając się nad jego zaletami. Z Bali do Singapuru lata się więc często i to w sprawach mniej lub bardziej prozaicznych typu zakupy (nie tylko te w Ikei), wizyta u lekarza lub choćby czyszczenie matrycy w aparacie. Właśnie tak banalnie, moi drodzy. A zwiedza się niejako przy okazji.

Ach, i na koniec najlepsze – w związku z wysokimi cenami alkoholu w Indonezji, z Singapuru zwykle wraca się z zakupami tegoż. Proceder jest na tyle nagminny, że takich pasażerów można rozpoznać na pierwszy rzut oka – prawie każdy z nich trzyma w ręku butelkę z wysokoprocentowym trunkiem.

DSC_2346

sing

DSC_1782

sing1

DSC_1934

DSC_1744

DSC_2016

DSC_2283

DSC_2133

DSC_2116

DSC_2382

DSC_2027

DSC_2056

DSC_2251

DSC_1795

DSC_1770

DSC_2218

DSC_2134

DSC_2214

DSC_1762

DSC_2239

DSC_1840

DSC_5409

DSC_5385