NAJPIERW

Mam wrażenie, że był to rok odliczania. Bo liczyliśmy od samego początku – najpierw tygodnie dzielące nas od przeprowadzki na Bali;  potem dni, które zostały nam na Filipinach; jeszcze później czas mijający na . Dziś też odliczamy – tygodnie do przeprowadzki do nowego domu. Ale to już temat na osobny wpis.

IMG_7860

Wczoraj siedzieliśmy sobie na tarasie domku w balijskim Munduk i wspominaliśmy te wszystkie tegoroczne dobre i złe chwile, zaskakujące wzruszenia, smutne pożegnania, najmilsze spotkania, nowe miłości, plany, które udało się zrealizować i marzenia, którym dane było się spełnić. Dobry to był rok! Chyba lepszy, niż mogliśmy przypuszczać.

IMG_7867

NAJWIĘKSZE MARZENIA

Zacznę od marzeń. Bo przecież spełniło się jedno z naszych największych – to o przeprowadzce na Bali. Mogę tu znowu pisać o tym, jak nam tu dobrze i znowu usłyszeć, że to zapewne nadal pierwsza faza szoku kulturowego, więc powtarzać się nie będę. Niezaprzeczalnym faktem jest, że jakość naszego życia zmieniła się diametralnie i bynajmniej nie mam tu na myśli przeprowadzki do domu z basenem (chyba zresztą z niego zrezygnujemy w tym nowym domu), ale o takie zwykłe ludzkie czynności, pozwalające wreszcie poczuć, że żyje się naprawdę, a nie tak jak wcześniej – w plastikowym świecie metromanilskiego Makati.

IMG_7870

NAJSMUTNIEJSZE POŻEGNANIE

Wiele takich było. Bo choć Filipiny nigdy nie były, ani nie będą, naszym ulubionym miejscem na ziemi, to jednak zostawiliśmy tam kawałek życia. Trzy lata to w końcu niemało. I nigdy nie jest łatwo, kiedy trzeba pożegnać ludzi z pełną świadomością, że możliwość kolejnego spotkania jest mało prawdopodobna. Albo, że jeśli nawet wróci się do tych swoich kilku ulubionych miejsc i spotka tych samych ludzi, to nigdy już nie będzie tak samo, bo mijający czas zmieni zarówno nas, jak i ich. Ale w katergorii najsmutniejszych pożegnań i tak najbardziej będę pamiętać te kilka ostatnich wieczorów w pewnym domu w Alabang i masę wspomnień przy jeszcze większej masie butelek czerwonego wina. Bardziej smutno być nie mogło, ale zawsze tak jest, kiedy żegnasz dobrych przyjaciół.

IMG_3238

NAJBARDZIEJ ZASKAKUJACY MOMENT

Czy potraficie sobie wyobrazić mnie zalewającą się rzewnymi łzami i to w miejscach publicznych? I to w dodatku na Filipinach? Ja nie potrafiłabym. Myślałam, że ta nasza kolejna przeprowadzka to będzie zwykła formalność. Że, ot tak, spakujemy się, pozałatwiamy wszystkie potrzebne papiery i szczepienia dla kotów, załatwimy wszystko z firmą przeprowadzkową, a potem spokojnie wsiądziemy do samolotu, aby wieść życie na naszej wymarzonej Bali. I sama nie wiem, kiedy cały ten plan zwyczajnie dał w łeb. Kiedy odwlekałam pakowanie i przeciągałam wszystko w nieskończoność udając sama przed sobą, że niczego w swoim życiu nie zmieniam, a potem, no właśnie, płakałam przy każdym (no prawie każdym) z kolejnych niełatwych pożegnań. Zaskoczyło mnie to nawet bardziej, niż zaskoczyły mnie nasze koty, które obecnie w ogóle nie przypominają kanapowych zwierzaków z Poznania czy Manili.

IMG_3464

NAJBARDZIEJ SPONTANICZNA CHWILA

Chcę mieć tego psa! – pomyślałam sobie pewnego pięknego dnia, kiedy zobaczyłam zdjęcie Carliego (wtedy jeszcze Charliego) na Fejsbuku. Do młodej Australijki napisałam w trybie natychmiastowym, a odebrałam go później tylko dlatego, że w tym czasie byliśmy akurat w… Singapurze.

IMG_3794

NAJPIĘKNIEJSZA MIŁOŚĆ

Zakochałam się i to z wzajemnością. Krzych chyba też, bo choć jest zwykle bardziej stonowany w uczuciach, to sam przyznaje, że Carliego po prostu się uwielbia. I już. Ja oficjalnie stwierdzam, że z moim ukochanym psem nie rozstawałabym się najchętniej w ogóle i źle znoszę nawet kilkugodzinne rozłąki. Nie mówiąc o kilkudniowych. Kilkutygodniowych obecnie sobie nawet nie wyobrażam.

Koty oczywiście też kocham, ale dokładnie tak, jak one mnie, czyli po kociemu.

IMG_7370

NAJMNIEJ PRZEMYŚLANA DECYZJA

Tatuaż u leciwej Fang-od, dzięki któremu odkryłam różne poziomy bólu i który nie zagoił się aż do dziś. Ale zrobię następny. Choć pewnie już nie w wiosce łowców głów i nie za pomocą kolca z drzewa pomarańczowego.

IMG_3434

NAJCIEKAWSZA PODRÓŻ

Pewnie zauważyliście (a może nie zauważyliście), że podróżować zaczęliśmy zdecydowanie rzadziej. Na Filipinach pomimo nieśmiałych planów powrotów do kilku miejsc, odwiedziliśmy jedynie raz jeszcze moją ukochaną Kalingę, a z Bali, no cóż, nie wyjeżdżamy zbyt chętnie. Ciągle nam jej za mało. Nieustannie odkrywamy nowe miejsca. Wciąż cieszymy się tymi już znanymi. Ale byliśmy dwa razy na Jawie (Jogja i okolice, a potem wulkany Bromo i Kawah Iljen), a potem jeszcze na Sumbie, której z pewnością dam jeszcze jedną szansę. Ale choć to miejsca bez wątpienia ciekawe, to nie mogą równać się z moim największym tegorocznym odkryciem, czyli Timorem Zachodnim, którego mam potężny niedosyt. Ach, i były jeszcze wyjazdy do Signapuru podczas których cieszymy się mniej więcej tak jak przyjeżdżający do Poznania mieszkańcy, dajmy na to, takiej Piły.

IMG_7010

NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIE

Och, tego jest całkiem sporo. Zacznę od Balijczyków, którzy bezwiednie i, co najgorsze, bezmyślnie, rozrzucają śmieci, gdzie popadnie. Albo ekspatów, którzy kochają żyć pozorami. I dodam jeszcze mieszkańców Sumby, którzy w tych swoich pięknych, “autentycznych” wioskach w trybie natychmiastowym organizują sklepiki z pamiątkami dla turystów, aby potem, w przypadkach braku zakupu, z fochem je zamykać. Bo o właścicielce naszego obecnego domu już chyba wspominałam…

IMG_7097

NAJPRZYJEMNIEJSZY WIECZÓR

Do Boti jechaliśmy na ojekach tak długo, że na zmianę żałowałam całej tej wyprawy; bałam się, że spadniemy zjeżdżając po kamieniach w dół; bałam się, że nie damy rady wjechać pod górę; zmieniałam pozycję z niewygodnej na jeszcze bardziej niewygodną. A potem już obmyci z grubej warstwy kurzu usiedliśmy na kolacji w domu lokalnego króla. A jeszcze później piliśmy razem kawę w świetle księżyca i gwiazd.

I te spotkania przy winie z przyjaciółmi z Polski. I wszystkie inne spotkania przy winie i nie tylko winie z przyjaciółmi z Bali.

IMG_6776

NAJMILSZE SPOTKANIE

O spotkaniach przy winie z przyjaciółmi z Polski chyba właśnie wspomniałam? O spotkaniach z przyjaciółmi z Bali chyba też? Bo z  Bali tak już jest, że odwiedzają nas zarówno starzy, jak i nowi znajomi i naprawdę niełatwo wymienić  to jedno jedyne spotkanie. Może z Agą, z którą zobaczyłam się po latach, a która przyleciała na Bali, aby pobiec w maratonie ( zająć 3. miejsce!)? Albo z Patrycją, za którą tęskniłam miesiącami, a która decyzję o przylocie na Bali podjęła chyba w ciągu jednego dnia? Ale był przecież jeszcze Krzyś, który zapewne będzie całkiem częstym gościem, bo nierzadko bywa w Azji. I zapewne o kimś zapomniałam.

A wszystkie inne spotkania przy winie, i nie tylko winie, z przyjaciółmi z Bali. Bez wyjątku najmilsze.

IMG_5589-1

I NA KONIEC

I miałam sporo jeszcze napisać, ale i tak obawiam się, że nawet tego mogliście nie doczytać do końca. Dodam więc tylko, że na przyszły rok mamy standardowo już więcej planów niż możliwości ich realizacji i więcej marzeń, niż możliwości ich spełnienia. A Wam życzymy, żeby spełniło się i zrealizowało dokładnie wszystko, o czym zamarzycie i co zaplanujecie. To ma być dobry rok!

IMG_7882