Historia jednej fotografii: Ponowne spotkanie z Inaretą

Inaretę zapewne pamiętacie. Kiedy odwiedziłam ją ponownie, siedziała dokładnie w tym samym miejscu, co ostatnio – na werandzie swojego domu. Na prawo od drzwi. Dokładnie tak, jak poprzednio opierała się o starą drewnianą ścianę i z zapamiętaniem żuła starty na miazgę betel rozplątując nitki bawełny. Nawet w oczach miała ten sam błysk. Tak, jak gdyby zatrzymał się czas.

Wiadomość o tym, że mam dla niej zdjęcie, obiegła wioskę lotem błyskawicy wraz z piszczącą wniebogłosy zgrają wioskowych dzieciaków, więc kobieta nie była zaskoczona moim widokiem. Raczej cierpliwie czekała zaciekawiona. Nie certoląc się wzięła ode mnie fotografie, obejrzała je dokładnie i kiwnęła głową na znak zadowolenia. Po chwili oglądali je wszyscy zgromadzeni: wspomniane dzieciaki, kilka zaciekawionych sąsiadek i dumny ze swojej żony stary Yulianos. To chyba właśnie on zaprosił nas na kawę i zaczął opowiadać o życiu swoim, swoich trzech żon (tak, tak, Inareta była jedną z trzech małżonek Yulianosa) i trzynaściorga dzieci, które w międzyczasie rozjechały się po świecie. Dziś stary rodzinny dom świeci pustkami i obezwładnia ciszą, bo starsi państwo zostali w nim zupełnie sami. Może to dlatego Yulianos tak bardzo cieszył się z naszej wizyty.

Poprosiłam o jeszcze zdjęcie. Takie zdjęcie ze zdjęciem. Kobieta ponownie kiwnęła głową z aprobatą, co znowu musiało mi wystarczyć.

– Ubrałabyś się następnym razem, a nie ciągle tylko taka półnaga siedzisz. – skwitował sytuację Yulianos.

  • Pozytywna historia! Pozwolę sobie wrzucić zdjęcie dziewczynki, które zrobiłem na południu Kambodży. Mała diablica nie chciała pozować. Ostatecznie zgodziła się spojrzeć w obiektyw, jednak jej oczy zdradzają wewnętrzną walkę ;) Pozdrawiam ciepło! <3

    • Czarująca! I piękne zdjęcie:)

  • Dawanie sprawia wiecej przyjemnosci niz branie. Pomimo malo wylewnego przyjecia przez kobiete, mysle zeczujesz ogromna satysfakcje ze to zrobilas. A jesli nie czujesz to powinnas ;). Pozdrawiam

    • Czuję, czuję:) A nawet, gdybym nie czuła, to sąsiadka Inarety była wylewna z nawiązką;) Ale o niej przy innej okazji:)

  • Potrafisz budować napięcie, przyznaję :)
    A na żywo to ani słówka nie pisnęłaś ;)

    • Ale za to pisnęłam o innej focie i powiedziałeś wtedy, że mogłabym być reporterem wojennym;) Kiedyś i o tym napiszę:)
      A jak minęła podróż?

  • Taka cudowna pozytywna energia bije z oczu tej kobiety.
    Lubie takie historie.
    Bardzo podobaja mi sie imiona tych panstwa: Yulianos i Inareta – jak z jakiejs telenoweli.
    Podoba mi sie tez wyrazenie ‚nie certolac sie’.
    Pozdrawiam goraco z Chiang Mai.