Filipiny_Manika_taxi, L1020392Poruszanie się taksówką po Manili nie jest specjalnie kosztowne, ale może wymagać nieco więcej ostrożności i uwagi niż zwykle. Pierwszym miejscem, w którym turysta ‚łapie’ taksówkę jest oczywiście lotnisko. Niemal wszystkie międzynarodowe loty niefilipińskich linii lotniczych korzystają z terminala 1, Philippines Airlines korzystają na wyłączność z terminala 2, a tanie linie (które obsługują także loty do Singapuru, Hong Kongu, Kuala Lumpur, czy Bangkoku) korzystają z najnowocześniejszego terminala 3.

Na wszystkich terminalach do wyboru jest przedpłacone (tzw. coupon ), które jest najdroższe, ale ma sens, jeśli ktoś ma dużo bagażu, bo jeżdżące w tym systemie samochody to najczęściej vany. Kurs do Pasig City, gdzie mieszkamy to wydatek ok. 700 Peso (do Makati czy Ermity powinno być taniej). Drugą opcją jest tzw. ‚metered ’, czyli lotniskowe z licznikiem. Łatwo je poznać, bo mają kolor żółty. Liczniki w tych taksówkach pracują z nieco większą częstotliwością niż zwykle, bowiem co 300 metrów naliczają 7 Peso. Opłata początkowa to 70 Peso, a kurs do Pasig City to bez stania w korkach ok. 350 Peso.

Najtańszą opcją są oczywiście zwykłe taksówki, najczęściej w kolorze białym. Można je złapać przechodząc do strefy odlotów. Na terminalu 3 wystarczy skierować się w lewo i wjechać ruchomymi schodami na górę, a następnie wyjść z budynku lotniska środkową bramą. Nie wiemy, czy manewr ten da się zrobić na terminalu 1, gdyż przejście do strefy odlotów jest na zewnątrz budynku, w związku z tym czasem strażnicy mogą zapytać o bilet. Trzeba jednak uważać, bo czasem taksówkarze nie chcą włączać licznika, albo domagają się dodatkowej opłaty.

Zwykła (biała) taksówka to koszt 40 Peso opłaty początkowej i 3,50 za każde 300 metrów. Licznik mierzy także czas, więc kiedy stoimy w korku jednostką pomiaru są 2 minuty bezruchu. Oczywiście liczniki naliczają na różne sposoby, ale ostateczny rachunek wychodzi mniej więcej podobny.

Taksówkarze starannie ukrywają licznik i jest on zazwyczaj zamontowany przy drążku zmiany biegów tak, że z tylnej kanapy najczęściej licznika nie widać. Trzeba się zatem trochę nagimnastykować żeby upewnić się czy licznik działa.

Kierowcy taksówek dość często zapominają, jak mówi się po angielsku lub nie znają drogi do miejsca, w które chcesz jechać. Dzieje się tak, gdyż:
a) faktycznie nie mówią po angielsku (mało prawdopodobne, bo każdy kto chodził do szkoły podstawowej zna minimum angielskiego);
b) naprawdę nie widzą, gdzie to jest (znajomość topografii miasta zwykle nie jest ich najmocniejszą stroną);
c) nie chcą tam jechać, bo daleko i .

Nie muszę chyba dodawać, że zazwyczaj mamy do czynienia z tą trzecią sytuacją. Zresztą korki (które w Manili są zawsze i wszędzie) to doskonały pretekst, żeby domagać się dodatkowej opłaty (oprócz tego co wskazuje licznik). Jeśli kierowca rozpoczyna taką gadkę na początku, ale licznik włączył, wystarczy zdawkowe ‚OK, OK’ i na koniec oczywiście nie jesteśmy do niczego zobowiązani. Lepiej nie dyskutować na ten temat, bo daleko nie zajedziecie. Jeśli kierowca domaga się dodatkowej zapłaty po wszystkim, ABSOLUTNIE NIE PŁACIĆ, zignorować i nie rozmawiać z nim po angielsku. Sztuczka z nieznajomością angielskiego to miecz obusieczny i Filipińczycy raczej odpuszczają słysząc język polski.

Planując podróż, która nie kończy się w centrum handlowym lepiej orientować się w trasie i zapamiętać jakieś punkty orientacyjne (np. najbliższe centrum handlowe). Można też użyć GPS w telefonie, jak ktoś ma.

Łapanie taksówki na ulicy jest ‚zrabialne’, ale w pewnych okolicznościach lepiej nawet nie próbować. Do okoliczności tych należą godziny szczytu (rano 8-10, wieczorem 18-20), dni deszczowe oraz piątki ‚Matki Boskiej Pieniężnej’ (w połowie i na koniec miesiąca). Wówczas złapanie taksówki graniczy z cudem i lepiej pójść do najbliższego centrum handlowego i grzecznie ustawić się w kolejce z innymi oczekującymi.