FILIPINY: El Nido – raj czy nie raj?

/, Filipiny - podróże, Podróże po Azji, z/FILIPINY: El Nido – raj czy nie raj?

FILIPINY: El Nido – raj czy nie raj?

W południe jest jak wymarłe miasteczko. Nie działa wiele restauracji i barów; zamknięte są niektóre ze sklepów, na ulicach pustki. Jest cicho i spokojnie, ale wieczorem, kiedy już wrócą turyści, którzy popłynęli łodziami zwiedzać laguny i plaże archipelagu Bacuit, z całą pewnością będzie tętnić życiem.



Ta nieprzerwanie rozrastająca się miejscowość na północy wyspy jest idealną bazą wypadową do urokliwych wysepek oddalonych czasem jedynie o niewiele więcej niż pół godziny rejsu łódką. Przyciąga rzesze turystów, zarówno tych miejscowych, jak i tych spoza Filipin, bo słynie z raf koralowych i pięknych plaż, które niejednokrotnie znajdują się w czołówkach światowych rankingów (tych plaż i raf bynajmniej nie szukajcie ani w mieście ani w jego najbliższym otoczeniu, bo możecie się srodze rozczarować). Samo miasteczko usadowiło się w spokojnej zatoce na brzegu morza. Wzdłuż “miejskiej” plaży wyrosły dziesiątki niewielkich restauracji, hoteli, guesthouse’ów, barów i firm oferujących wycieczki po okolicy, w tym po okolicznych wyspach. Jest tego całe mnóstwo. Można więc sobie bez trudu wyobrazić, że w El Nido bywa tłoczno i głośno (a nawet bardzo głośno), ale wierzcie bądź nie – od zgiełku i tłumów można bez trudu uciec. Wystarczy chcieć.

El Nido w samo południe


W bliskiej odległości od miasteczka znajdziecie imponujące krasowe skały i urokliwe laguny.


Piña colada i takie owoce. Czasem nie potrzeba nic więcej.


Podczas rejsu wśród krasowych wysepek.


Te kilka dni w El Nido spędziłam głównie w wodzie lub nad wodą.


Jeśli takie zachody słońca, to tylko w El Nido.

To mój trzeci raz w tej okolicy, więc chodzę po znajomych ścieżkach i odwiedzam stare kąty. Niektóre nie zmieniły się w ogóle, inne przebudowały (czasem z powodu rozporządzeń rządowych zakazujących funkcjonowania w zbyt bliskiej odległości od linii brzegowej), inne już nie istnieją. Miasto zmienia się każdego roku, mimo nowych rządowych przepisów rozrasta niekontrolowanie, jest coraz bardziej tłumnie, ale lubię El Nido pomimo jego wad. Znowu delektuję się widokami z plaży; zaglądam do ulubionej greckiej restauracji; zastanawiam, na który island hopping wybrać się następnego dnia (ostatecznie wybór pada na wersję dłuższą, mieszaną, czyli tzw. A + C). Znowu sprawdzam, czy moja wymarzona do wejścia skała Taraw, z której rozpościerają się zapierające dech w piersiach widoki na El Nido, jest może ponownie dostępna ( w ubiegłym roku okazało się, że w związku z wypadkami, które miały tam miejsce, zamknięto do niej dostęp), ale okazuje się, że tylko częściowo – do mniej więcej połowy drogi wybudowano platformy zabezpieczające, ale sama góra jest nadal poza zasięgiem. Ostatecznie wynajmuję skuter i zaopatrzona w kask do raftingu (bo innego nie było) wyruszam na północ – na jedną z niezaprzeczalnie imponujących plaż, czyli Nacpan Beach. To około 20 kilometrów od miasta. Ich pokonanie zajmuje mniej więcej 40 minut, bo szeroka i gładka szosa stanowiąca znakomitą część trasy, po skręcie na plażę zmienia się w wyboisto-kamienistą drogę lokalną, która sprawia, że prędkość zostaje ograniczona do minimum, a cała uwaga skoncentrowana na pokonywaniu kolejnych przeszkód. Ale warto. Woda jest idealnie turkusowa, piasek idealnie biały, plaża długa i szeroka jak marzenie, a na plaży serwują drinki i zimne piwo. Jest cicho. Jest spokojnie. Jest relaksująco. Czego chcieć więcej? Żeby było ciekawiej, napiszę Wam, że Nacpan to właściwie dwie łączące się plaże. Wokół tej drugiej usadowiła się wioska rybacka, w której bez trudu można znaleźć zakwaterowanie i mieć tym samym plażę na wyciągnięcie przysłowiowej ręki.

Nacpan Beach – plaża prawie idealna.


Niedaleko, tuż za tymi palmami, kryje się wioska rybacka i kolejna plaża.


Po lewej: zachód słońca w Las Cabañas. Po prawej: w okolicy Big Lagoon.


Okolice Big Lagoon.


Widoki z balkonu podczas śniadania!


Zachód słońca w Las Cabañas.

Wieczór planuję spędzić na Las Cabanas podziwiając zachód słońca, ale zanim tam dojeżdżam, z drogi na wysokości Corong-Corong widzę imponujące kolorystycznie widoki, więc skręcam i nie żałuję. Zasiadam na poduchach w plażowej knajpce i delektuję się wieczorem. A widok jest faktycznie nie do pogardzenia. Słońce kryje się już za horyzontem, niebo zmienia kolory z ognistych na jeszcze bardziej ogniste, chmury dodają uroku, a sylwetki krasowych skał sprawiają, że ten zachód słońca to prawdziwy spektakl.

I jeszcze jedno z cyklu: wśród krasowych skał.


Po lewej: El Nido – widok klasyczny. Po prawej: Na plaży Seven Commando.


Corong-Corong, czyli zachód słońca wprost idealny.

Rano przeżywam małe rozczarowanie. Mój planowany island hopping A + C nie dochodzi do skutku. Oficjalnie dlatego, że łódź, którą mam płynąć, ma awarię. Nieoficjalnie, jeśli dobrze rozumiem choć trochę z rozmowy, którą w tagalogu prowadzi kobieta z biura organizującego wycieczkę, nie mogą dojść do porozumienia w sprawie kwoty do zapłaty. Ostatecznie sugeruje mi opcję A, a ja się zgadzam, bo po pierwsze nie mam zbyt dużego wyboru, bo wszystkie łodzie już odpłynęły albo właśnie odpływają; a po drugie, co tu dużo mówić, lubię tę trasę – w jej programie są plaże, jest snorkeling, ale przede wszystkim są urokliwe laguny. Na dużej łodzi dołączam do zebranej już grupy jedenastu osób i ruszamy. Trasę robimy “odwrotnie”, tj. zaczynamy od Seven Commando, czyli plaży, na które zwykle kończy się wycieczkę. Prawdopodobnie to właśnie powoduje, że nie możemy narzekać na tłumy. Laguny jak zwykle nie rozczarowują, choć przy falach, które są na morzu tego dnia, powrót kajakiem z laguny do łodzi jest dosyć mozolny, a samo przedostanie się z kajaka na łódź wybitnie karkołomne. Przynajmniej dla mnie. Poza tym z żalem wracam do hotelu, choć obiektywnie nie mam powodów – z balkonu mam wspaniałe widoki, a oprócz tego wieczorem wracam do mojej ulubionej knajpki na plaży serwującej absolutnie rewelacyjne owoce morza. I znowu jem zdecydowanie za dużo! A dwa dni później znowu opuszczam El Nido i znowu mam niedosyt. Pewnie jeszcze tam wrócę.

Balkon w El Nido: widok o świcie


Kajakiem do Small Lagoon.


Ukryta plaża czy ukryta laguna?


I znowu pod wodą.


I na wodzie.


Pora na selfie z laguną.


W okolicy Shimizu Island.


Łodzie przy Small Lagoon.


Do Small Lagoon też można płynąć kajakiem.


Z cyklu: urokliwe miejsca w El Nido


Gdzieś na trasie island hoppingu A.


Wieczorem na plaży w El Nido.

WARTO WIEDZIEĆ

ISLAND HOPPING

W El Nido dostępnych jest kilka różnych opcji wycieczek łodzią. Najbardziej popularna to A, ale oprócz tego jest dostępnych jeszcze kilka innych, a wśród nich opcje mieszane (np. A + C, A + B). Dołączając do zorganizowanej grupy zwykle w programie jest również lunch przygotowywany przez załogę na miejscu (i zwykle pychota)

opcja A: Small Lagoon – Big Lagoon – Secret Lagoon – Shimizu Beach – Seven Commando Beach
opcja B: Snake Island – Pinagbuyutan Island – Entalula Beach – Cudugnon Cave – snorkeling
opcja C: Helicopter Island – Matinloc Shrine – Secret Beach – Star Beach – Hidden Beach
opcja D: Ipil Beach – Cadlao Lagoon – Paradise Beach – Pasandigan Beach – Natnat Beach – Bukal Beach

GDZIE MIESZKAĆ

Miasteczko i okolice poza nim oferują niezliczone wprost opcje zakwaterowania, od najprostszych guesthouse’ów po ekskluzywne hotele. W poszukiwaniu ciszy można udać się na przykład do Nacpan. W samym El Nido najlepsze widoki oferują hotele zlokalizowane bezpośrednio przy plaży, zwykle średnie cenowo. Zdecydowanie mogę polecić ten, w którym zatrzymałam się tym razem Rosanna’s Pension – bardzo dobrze zlokalizowany (w mieście, przy plaży, ale z dala od hałasu) i oferujący wspaniałe widoki z balkonu (zerknijcie wyżej na zdjęcia) i całkiem dobre śniadania (też na balkonie).

By |2018-11-18T18:30:10+00:00Listopad 18th, 2018|Filipiny, Filipiny - podróże, Podróże po Azji, z|0 komentarzy

About the Author:

Fotografka i podróżniczka. Od wielu lat eksploruje Azję, a kilka lat temu swój nowy dom znalazła na indonezyjskiej wyspie Bali. Lubi życie z domieszką adrenaliny, śnieg i świeże sushi. Uwielbia swoje trzy balijskie psy. Nie lubi: nudy, braku szczerości i pomidorowej z ryżem. Na co dzień zajmuje się między innymi organizacją wyjazdów do Indonezji. I nie tylko tam.