Podczas gdy wiele krajów na świecie powoli luzuje wszelkie obostrzenia i bez problemu można się poruszać nie tylko na miejscu, ale również wjechać turystom z zewnątrz, w wielu krajach Azji nie jest to takie oczywiste. Zapraszam na kolejną część cyklu o koronawirusie w Azji. Autorom gorąco dziękuję za współpracę (z wielką nadzieją, że to już nasze ostatnie tego typu podsumowanie).

CHINY

Chiny to kraj, w którym wszystko się zaczęło i mimo początkowego chaosu organizacyjnego Chińczycy szybko się zorganizowali i opanowali rozprzestrzenianie w kilka miesięcy. Od niemal ponad roku sytuacja w Chinach wygląda w miarę normalnie, chodzą do pracy, dzieci do szkoły, wszyscy swobodnie podróżują wewnątrz granic kraju.

Granice Chin są zamknięte dla turystów czy studentów od marca 2020 roku, a dostanie się obecnie do tego kraju graniczy z cudem, wielu obcokrajowców (ale i Chińczyków) utknęło po obu stronach granicy. Jest to dość istotne ponieważ według Chińskiej Władzy wszystkie przypadki wirusa na terenie Chin są przypadkami importowanymi, co powoduje to, że czasem na widok obcokrajowca uciekają na drugą stronę ulicy:)

Według oficjalnych informacji wirus wewnątrz kraju praktycznie nie istnieje, a co jakiś czas wybuchają nowe „ogniska” właśnie w miejscach na granicach lub w dużych miastach, gdzie funkcjonują międzynarodowe lotniska. Obecnie sytuacja na południu Chin – w miastach Guangzhou oraz Shenzhen nie wygląda za dobrze, wprowadzono dodatkowe restrykcje. Jednak na prowincji wszystko wygląda po staremu, choć widać drobne zmiany. Z powrotem wprowadzono sprawdzanie temperatury i kodów QR na wejściach do centrów handlowych, zdecydowanie więcej osób zaczęło z powrotem nosić maseczki.

Maseczki to też jest ciekawy temat, w zależności od miasta można zauważyć różne natężenie noszenia maseczek. Na przykład w Wuhan większość ludzi zapewne nauczona doświadczeniem nosi maseczki wychodząc na zewnątrz, podobna sytuacja ma miejsce w Xi’an, jednak w moim mieście znajdującym sie około 300km od Wuhan, noszenie maseczek w „najlepszych czasach” zazwyczaj ograniczało się do metra. Obecnie około połowa ludzi na ulicy nosi maseczki, mimo że nie ma takiego oficjalnego nakazu. Z kolei w jeszcze mniejszych miastach i wsiach raczej nikt nie nosi maseczek.

Bezpieczeństwo i normalność zapewnia kontrowersyjne śledzenie ludzi poprzez ich telefony komórkowe, dzięki temu możemy uzyskać zielony kod QR dzięki któremu można podróżować i korzystać z publicznych przestrzeni. System sprawdza, czy nie przebywaliśmy w miejscach, w któych akurat mógł przebywać ktoś potencjalnie zarażony.

Jeszcze na szybko na temat szczepień – obecnie w Chinach mogą się szczepić wszyscy chętni powyżej 18 roku życia, dotyczy to również obcokrajowców, cena jednej dawki to około 100 yuanów (60zł), jedyny problem to być szybszym w rejestracji od innych chętnych, których nie brakuje :)

Justyna Sulisz | Instagram: XD.SULA

FILIPINY

Od samego początku Filipiny wprowadziły bardzo rygorystyczne obostrzenia, szczególnie w dużych miastach. Wyglądało to w ten sposób, że obowiązywały tam hardkorowe lockdowny, czyli np.ludzie dostali przepustki, na podstawie których tylko jedna osoba z rodziny mogła wychodzić z domu i tylko i wyłącznie po zakupy lub innych ważnych sytuacjach. A cała reszta osób w danym gospodarstwie domowym (czyli na przykład pozostałe 10 osób, co często jest spotykane na Filipinach), musiała pozostawać w domu.

Mowa tu przede wszystkim o i Manili, czyli dwóch największych miastach na Filipinach, bo właśnie tam obowiązywały najbardziej szalone restrykcje. Poza tym Filipiny to kraj, na który składa się 7 tysięcy wysp, więc nierzadko podchodzono do pandemii w różny sposób w zależności od konkretnego miejsca. Największy luz był na małych rajskich wyspach, gdzie ludzie praktycznie niemalże nie odczuwali, że jest jakakolwiek pandemia.

Po jakimś czasie do obowiązkowego noszenia maseczek poza domem doszła konieczność noszenia przyłbicy – na przykład wybierając się do dużych sklepów, ale często również w drodze pomiędzy domem a sklepem.

Bardzo dużo biznesów turystycznych poupadało, bardzo dużo biznesów ledwo zipie. Jedynie te, które nastawiły się na lokalnych turystów, jeszcze w jakiś sposób funkcjonują, choć do dziś nawet podróżowanie pomiędzy wyspami jest nadal utrudnione. Jeśli planuje się popłynąć na inną wyspę, trzeba przechodzić przez skomplikowaną biurokratyczną procedurę, na którą składają się wizyty w urzędach i na policji. I dopiero po przejściu tej procedury, która zwykle trwa od kilku dni aż do dwóch tygodni, można popłynąć, ale po dotarciu na miejsce, trzeba tam przejść kwarantannę. Ostatnio bywa, że kwarantanna nie jest już przymusowa, ale wtedy konieczne jest wykonanie testu PCR.

W moim przypadku wyglądało to tak, że na kilka dni przed pandemią wyjechałem do City i nie było szansy, żebym mógł wrócić do siebie na wyspę przez całe pół roku. Musiałem mieszkać przez wiele miesięcy w pokoju hotelowym, a na ulicach były ustawione check pointy i wojsko regularnie kontrolowało wszystkich, którzy znaleźli się na ulicy. Dopiero po pół roku poluzowanoi na tyle restrykcje, że można było wrócić na wyspę. Oczywiście wszystko pod warunkiem przejścia wcześniej opisanych procedur.

Wygląda więc to bardzo nieciekawie. Nadal obowiązują spore restrykcje, w szczególności w dużych miastach w i szczególności w tamtejszych bogatych dzielnicach. Nadal obowiązuje godzina policyjna, choć na każdej wyspie wygląda to nieco inaczej. U mnie na Boholu na przykład od godz. 22.00 do 5.00 rano.

Niedawno pojawiło info, prezydent Duterte chce przymuszać do szczepień i grozi więzieniem każdemu, kto się nie zaszczepi. Filipińczycy boją się szczepić, bo mają negatywne doświadczenia w związku z masowymi szczepieniami na dengę kilka lat temu. Dodatkowo jedyną dostępną szczepionka w tym kraju jest wersja chińska. Szczepienia idą wiec bardzo powoli.

Otwarcie dla turystów stoi pod jednym wielkim znakiem zapytania. Przez długi okres pandemii nawet Filipińczycy nie mogli wrócić do kraju ani go opuścić.

DAMIAN DRĄŻEK | Instagram: UCIECZKA DO RAJU

https://www.instagram.com/p/B7nBSTHhRjx/?utm_source=ig_web_copy_link

HONGKONG

W Hongkongu sytuacja jest bardzo stabilna. Od kilku tygodni nie było żadnego lokalnego przypadku i mogłoby się wydawać, że zapomnieliśmy o wirusie. Ale to tylko złudzenie.

Wirusa nie ma, jednak pozostały niemal wszystkie restrykcje. Nadal nosimy maski w przestrzeni publicznej. Granice Hongkongu są zamknięte, wlecieć mogą tylko rezydenci, a po przylocie czeka ich kwarantanna (nawet 21 dni, zależy od kraju przylotu). Kwarantannę spędza się w dedykowanych hotelach i są to koszty od 10 tys PLN wzwyż.

Dodatkowo Hongkong ma na tyle restrykcyjne podejście do wirusa, że osoby zaszczepione nie mają żadnych profitów. To podejście rządu wzmaga nieufność do szczepień, która jest w tu bardzo niska (poziom wyszczepienia na koniec czerwca 2021 to około 20%). Budzi to wiele frustracji zwłaszcza wśród ekspatów (którzy są w większości zaszczepieni), bo mają oni porównanie do tego, co się dzieje w Europie, gdzie można swobodnie podróżować, a osoby po szczepieniach nie podlegają żadnym ograniczeniom.

Wiele osób planuje wyprowadzkę z miasta, spodziewany jest duży odpływ ekspatów po zakończeniu bieżącego roku szkolnego. Rząd chcąc ich zatrzymać przedstawił projekt „łagodzenia” obostrzeń dla zaszczepionych, który obejmuje miedzy innymi test na przeciwciała przed wylotem z Hongkongu i „tylko” 7- dniową kwarantannę po przylocie. Jest tylko jeden problem. Nie obejmuje to dzieci (tych do 12-go roku życia), które muszą odbyć pełną kwarantannę. Dlatego program rzadu nie rozwiązuje problemów większości rodzin ekspackich.

Większość mieszkańców Hongkongu nie opuściła swojego miasta od 18 miesięcy i wygląda na to, że minie jeszcze dużo czasu zanim życie tutaj wróci do normy.

Ania Pyszkov, Instagram: ANIAPYSZKOV

INDIE

Od połowy kwietnia do prawie końca maja przez Indie przeszło tsunami zarażeń. Tak źle nie było nigdy wcześniej, brakowało miejsc we wszystkich szpitalach, również w tych najdroższych. Brakowało tlenu i wiele krajów zaferowało pomoc dla Indii. Z Polski również dostarczono koncentratory tlenu. Najbardziej bolesna jest myśl, że mnóstwo ofiar najprawdopodobniej udałoby się uratować, gdyby było wystarczająco dużo miejsc i tlenu.

Niesamowite jest też, jak ludzie pomagali sobie nawzajem przez media społecznościowe. Twitter i Instagram był pełen aktualizowanych danych o dostępnych butlach z tlenem, miejscach w szpitalach, numerach do lekarzy czy osób dostarczających posiłki.

Pamiętam, że jeszcze w marcu wszystko jakby wracało do normalności, restauracje i sklepy działały normalnie, zezwolono też na organizację kulturalnych wydarzeń. Udało mi się wtedy być na koncercie na powietrzu i zupełnie się nie spodziewałam, że następne dwa miesiące spędzę w domu bez wychodzenia w ogóle. W najbardziej krytycznym momencie wskaźnik zarażeń utrzymywał się na poziomie 30%. Według oficjalnych danych, w drugiej połowie kwietnia i w maju, liczba nowych dziennych zarażeń wynosiła ponad 400,000 osób. Praktycznie każda osoba w Delhi, z którą rozmawiałam przez telefon w czasie lockdownu, straciła kogoś bliskiego, znajomego, miała kontakt z osobą zarażoną.

Niektóre stany jeszcze do teraz mają wprowadzony częściowy lockdown lub godzinowe obostrzenia, np. wszystko zamyka się o 17:00, łącznie ze sklepami spożywczymi. Z drugiej strony, inne stany zezwoliły na krajową turystykę, niektóre z obowiązkowym testem, inne bez. Górskie miejscowości na północy kraju są teraz wypełnione turystami. Po dwóch miesiącach ponownie otworzyły się zabytki, wznowiono też część pociągów. Maski trzeba nosić wszędzie, ale jak widać na zdjęciu, w wakacyjnych miejscowościach różnie z tym bywa. Natomiast w miastach, z tego, co zaobserwowałam na północy, wszyscy mają założone maski. Mówi się również o przygotowaniach na kolejną falę zarażeń na jesień. Według oficjalnych danych na ten moment (koniec czerwca) 3,8% populacji Indii, czyli około 51,6 milionów ludzi, jest zaszczepionych dwoma dawkami a 17% otrzymało jedną dawkę szczepionki. Jeśli chodzi o otwarcie się Indii na międzynarodowych turystów, to ciężko cokolwiek przewidzieć. Wydaje mi się, że bardziej prawdopodobny jest przyszły rok. Wszystko też zależy od kolejnej fali zarażeń. Na ten moment dla osób spoza Indii są wydawane wizy medyczne, biznesowe, rodzinne.

MARGITA, instagram: MARGITA.IN

INDONEZJA

„Indonezyjska” pandemia sarscov2 w ostatnich trzech miesiącach zdawała się pomału wytracać swoje tempo. Nawet pobieżna analiza głównych statystyk covid’owych napawała lekkim optymizmem, co też przejawiało się coraz odważniejszym podejmowaniem w mediach „tematów tabu” ostatnich kilkunastu miesięcy, takich jak powrót dzieci do szkół, czy też otwarcie granic dla międzynarodowego ruchu turystycznego.
W marcu zanotowano 200 tysięcy nowych zakażeń, w kwietniu było ich już tylko 160 tys. by w maju osiągnąć poziom 150 tysięcy. Całkowita liczba ofiar śmiertelnych koronowirusa na początku bieżącego miesiąca wyniosła na całym archipelagu 50 000, przy czym w miesiącu maju walkę z chorobą przegrało nieco ponad 5000 Indonezyjczyków. Wszystko zatem jak to się kolokwialnie w dobie pandemii utarło mówić, zaczęło się wypłaszczać a nawet cofać.
Jedyną funkcją napawającą niepokojem był nikły w stosunku do oczekiwań, przyrost zaszczepień. Mimo skoordynowanej akcji we wszystkich 34 prowincjach, na początku kwietnia tylko nieco ponad 10 milionów Osób mieszkających w Republice Indonezja, zaliczyło obowiązkowe dwie dawki. Biorąc pod uwagę, iż do szczepień zaklasyfikowano 180 milinów osób, oraz iż nabycie odporności zbiorowej, czyli zaszczepienie +/- 60 % tej liczby, wyznaczono na marzec 2022, można zrozumieć duży niepokój Dżakarty.
Prezydent Joko Widodo wpadł jednak na pomysł, by w oparciu o starą jawajską maksymę „Gotong Royong”, zaprząc do programu szczepień prywatne Firmy i duże Przedsiębiorstwa. GR oznacza wspólną pracę danej społeczności na rzecz osiągnięcia określonego celu, co w przełożeniu na program szczepień oznacza pomoc Państwu i samofinansowanie przez Podmioty Gospodarcze szczepień pracowniczych. Koszt dwóch dawek to równowartość ok 70$. Program Gotong Royong szybko wystartował i jak do tej pory nabiera tempa i rumieńców.
Niesiony optymizmem, prezydent Joko Widodo wystąpił nawet w TV w balijskim stroju regionalnym i w wyspiarskim dialekcie zapowiedział plan otwarcia dla zagranicznych turystów tej najbardziej popularnej indonezyjskiej wyspy … pod warunkiem utrzymania się do lipca covid’owej tendencji cofającej.
Jednak życie po raz kolejny pokazało, że w kontekście pandemii plany to plany, a realia bywają bolesne i rozczarowujące. Od początku drugiej dekady czerwca Indonezja stanęła w obliczu kolejnej fali zachorowań. Na dzień dzisiejszy liczba zakażeń od początku pandemii przekroczyła 2 miliony, co oznacza ponad nowych 200 tysięcy przypadków w ciągu trzech tygodni miesiąca czerwca. W tym samym okresie w Indonezji zmarło 5000 osób, czyli tyle, ile w całym miesiącu maju.
Najgorsza sytuacja jest na stołecznej wyspie Jawie, na której między innymi Dżakarta, Yogyakarta, Kudus czy Madura, obwołano „strefami czerwonymi”. Gubernatorzy w. w. Prowincji opowiadają się za wprowadzeniem ponownego, nawet całkowitego lockdown’u, na co zgodę musi jednak wyrazić stolica.
Do najbardziej drastycznych sytuacji dochodzi w ostatnich dniach na najdłuższym indonezyjskim moście Suramadu, łączącym Javę z „czerwoną” wyspą Madurą. Władze wprowadziły na nim obowiązkowe testy PCR dla wszystkich podróżujących. Znani w całej Indonezji z bardzo krewkiego charakteru Madurczycy, wypowiedzieli kontrolom PCR prawdziwą wojnę, przebijając się bezkarnie dużymi grupami z wyspy i na wyspę. Władze prowincji ostrzegły jednak, iż od końca bieżącego tygodnia zastosują dodatkowe środki kontroli i przymusu.
Również Bali, wciąż jeszcze liczące na coraz bardziej mgliste otwarcie, zapowiedziało we wtorek (22 czerwca), lotne brygady, przeprowadzające łapankowe testy PCR w parkach, centrach handlowych czy też na plażach, by w ten sposób wyeliminować jednostki, podlegające kwarantannie lub samoizolacji.

Piotr Śmieszek, Instagram: WAKACJE W INDONEZJI

JAPONIA

Większość roku 2020 w Japonii była dość spokojna w porównaniu do tego, co działo się w Europie (poprzednie części tej serii).

A potem przyszła zima i wszystko się zmieniło.
Wzrosła liczba zakażeń, a szpitale zapełniły się pacjentami z korona wirusem. Zapowiedziano kolejny stan wyjątkowy, proszono ludzi o zostawanie w domach, nie odwiedzanie innych prefektur, nie podawanie alkoholu w restauracjach.

Wszyscy liczyli już tylko na szczepionki, ale niestety idzie to bardzo powoli. Jedynym z problemów jest bardzo długi proces wydania pozwolenia na nowy lek/szczepionkę. Szczepienia dla medyków rozpoczęły się w lutym, a dla osób powyżej 65 roku życia – w połowie kwietnia. Na dzień dzisiejszy (20/6) zaszczepionych 1 dawką jest 16% społeczeństwa, 2 dawkami – jedynie 6%. Niedawno w Tokio i Osace przygotowano obiekty, gdzie jednego dnia może się zaszczepić kilka tysięcy osób, a od 21 czerwca zaczynaja się „grupowe szczepienia” na uczelniach i w miejscach pracy (dla firm powyżej 1000 pracowników).

Nie mogę nie wspomnieć też o olimpiadzie. Najpierw nie było wiadomo, czy będzie zorganizowana. Ostatecznie olimpiada się odbędzie, bo zrezygnowanie z niej liczy się z zapłaceniem gigantycznej kary. Potem toczyły się rozmowy, czy wpuścić widzów, a jeśli tak, to ilu. Z nowych informacji wynika, ze do obiektu będzie mogło wejść do 10,000 osób. Wszyscy sa zgodni, że decyzje w sprawie olimpiady zapadają za późno.

Obecne restrykcje
(trochę inne w zależności od prefektury)

Restauracje otwarte do godziny 20, a alkohol podawany do 19 (grupy do 2 osób, max 90 min).
Centra handlowe, kina, obiekty sportowe – również do 20-21.
Eventy typu koncerty – do 50% liczby miejsc, ale max 5,000 osób.
70% pracy zdalnej i maseczki w miejscach publicznych.

Wjazd do Japonii

Wydawanie nowych wiz krótkoterminowych jest nadal wstrzymane i nie wiadomo, kiedy to się zmieni.
Dla posiadaczy wiz wjazd jest możliwy pod poniższymi warunkami:
Obowiązkowy test PCR 72h przed przylotem.
3 dni izolacji po przylocie i 14 dni kwarantanny.

KASIA | Instagram: JAPONIA OD KUCHNI

JORDANIA

Wszystkie osoby podróżujące do Jordanii muszą wykonać test PCR na 72 h przed wylotem. Osoby zaszczepione dwoma dawkami szczepionki zwolnione są z kolejnego testu PCR, który musi być wykonany przez osoby niezaszczepione tuż po przylocie (koszt 28 JD). Wszyscy, zarówno zaszczepieni jak i niezaszczepieni muszą przed przylotem zarejestrować się na platformie gateway2jordan.gov.jo aby otrzymać indywidualny kod QR potrzebny do wejścia na pokład samolotu oraz mieć wykupione ubezpieczenie turystyczne. Więcej informacji na bieżąco: http://international.visitjordan.com/page/31/Covid-19Update
Godzina policyjna obowiązuje od 23.00, wszystkie sklepy oraz restauracje zamykają się o 22.00, jednak po tej godzinie możliwe jest zamówienie jedzenia online z aplikacji takich jak Talabat. Osoby zaszczepione dwoma dawkami mogą swobodnie poruszać się podczas godziny policyjnej.
Od 15 czerwca otworzono kafejki, które serwują sziszę, jednak przy wejściu należy zawsze pokazywać certyfikat COVID.
Od 1 lipca aby dostać się na teren Petry należy mieć za sobą przynajmniej 1 dawkę szczepionki. Od tego samego dnia wstęp na teren Aqaby tylko dla osób, które drugą dawkę szczepionki miały przynajmniej 21 dni wstecz. Dodatkowo należy mieć negatywny test PCR wykonany maksymalnie na 72 h przed przyjazdem.

CIOTKA Z JORDANII | Instagram: CIOTKA Z JORDANII

KAMBODŻA

Do lutego 2021 roku w Kambodży można było robić co dusza zapragnie: wychodzić do restauracji, spotykać się w dużej grupie, a nawet pójść na koncert. Sytuacja drastycznie zmieniła się z dnia na dzień. Wskazano winnych: chińscy uciekinierzy z kwarantanny, którzy przekupili ochronę 5 gwiazdkowego hotelu. Wszelkie zdiagnozowane przypadki Covida od tej pory były związane z „incydentem z 20 lutego”.
Phnom Penh zostało podzielone na 3 strefy: żółta, pomarańczowa i czerwona. W każdej z nich obowiązywały inne zasady. W czerwonej strefie nie można było wychodzić z domu. W żółtej można było się przemieszczać. Jedna strona ulicy mogła być czerwona, zagrodzona rogatkami z policją i armią pilnującą przestrzegania nowych reguł, druga strona ulicy mogła być żółta.


Od 20:00 – 5:00 obowiązywała godzina policyjna, ograniczono przemieszczanie się między prowincjami, zamknięto szkoły i zredukowano liczbę urzędników w instytucjach publicznych.
Z czasem zniesiono strefy i godzinę policyjną. Nie spada jednak liczba zachorowań. Trwa akcja szczepień. Rząd chce zaszczepić całe Phnom Penh. Aktualnie szczepieni są pracownicy fabryk ubrań, dostępne szczepionki to Sinovax i Sinopharm. Do tej pory Kambodża odnotowała ponad 44 000 zakażeń i 459 zgonów [75% populacji Kambodży ma mniej niż 35 lat*].


Do Kambodży można wjechać jedynie z ważną wizą. Wiza turystyczna, on-arrival, została zawieszona. Po przylocie do Kambodży jest się kierowanym na obowiązkową 2-tygodniową kwarantannę w hotelu. Wcześniej trzeba wpłacić 2000$ depozytu na pokrycie kosztów hotelowych i testów Covid (w dniu przylotu i po 14 dniach kwarantanny). Jeżeli cały samolot otrzyma wynik negatywny można opuścić hotel. Jeżeli choć jeden pasażer będzie pozytywny kwarantannę przedłuża się wszystkim pasażerom o kolejne 2 tygodnie.

  • W wyniku ludobójstwa Czerwonych Khmerów na przełomie lat 1975-1979 zginęło około 2 mln ludzi.

W SINĄ DHAL | Instagram: W SINA DHAL

KATAR

Podobnie jak duża cześć świata, Katar powoli znosi restrykcje związane z koronawirusem. Od około miesiąca dzieci mogą chodzić do szkoły (rodzice dostali wybór pomiędzy kontynuacją edukacji online w tym roku akademickim, a edukacją twarzą w twarz). Otwarto również restauracje i kawiarnie. Co ciekawe, usiąść i zjeść w restauracji mogą obecnie tylko osoby zaszczepione, albo takie które przeszły chorobę w ciągu ostatnich 6 miesięcy (udokumentowane specjalnym certyfikatem). Nie dotyczy to ogródków restauracyjnych gdzie mogą siedzieć wszyscy, ale mało kto się na to decyduje biorąc pod uwagę temperatury powyżej 40 stopni.

Nadal zamknięte pozostają np. place zabaw w parkach (chociaż sale zabaw w centrach handlowych już otwarto). Nie funkcjonuje również ruch turystyczny. Obecnie wydawane są obcokrajowcom jedynie wizy pracownicze, a i te dość ciężko jest zdobyć. Nie mówi się oficjalnie o tym, kiedy Katar zacznie wpuszczać turystów, mieszkańcy spekulują, że może to nastąpić pod koniec tego roku, jeśli liczba przypadków (obecnie 100-200 dziennie) nie wzrośnie. W 2022 r. w Katarze odbędą się Mistrzostwa Świata w piłce nożnej. Ciekawostką jest to, że wstęp na stadiony mają mieć jedynie osoby zaszczepione, a fanom, którzy przyjadą z krajów, gdzie nie mieli możliwości zaszczepienia się, Katar ma taką opcję zaoferować. Jest to informacja bardzo świeża, więc wiele się jeszcze może w tej kwestii zmienić.

W wywiadzie udzielonym w połowie czerwca, katarska minister zdrowia podkreśliła, że kolejna fala zachorowań jest mało prawdopodobna, a w okolicach października spodziewane jest uzyskanie w Katarze odporności zbiorowej.

JOANNA REKIK | Instagram: MAMAINTRANSIT

LAOS

Już zaczynaliśmy wierzyć, że naprawdę trafiliśmy do raju. Jesteśmy co prawda w nim zamknięci, ale chociaż spokojni i bezpieczni. Granice są zamknięte od ponad roku, ale wydaje się to być małą ceną za spokój. Laos na tle innych państw do tej pory przechodził pandemię bezboleśnie – żadnych restrykcji, garstka przypadków, żadnego zgonu. To niestety uśpiło czujność Laotańczyków. W raz z nadejściem buddyjskiego Nowego Roku w połowie kwietnia, kraj ogarnęło imprezowe szaleństwo. Festiwal trwał bez żadnych ograniczeń, więc całe masy ludności przemieszczały się po kraju odwiedzając krewnych. Wielu Laotańczyków, którzy pracują w sąsiednich krajach potraktowało swoją obecność na święta w domu jako obowiązek… I nielegalnie przekraczali granice. Domyślacie się już pewnie co się stało dalej. Z ogarniętej falą przypadków Tajlandii, wirus przedostał się do Laosu i bez przeszkód wziął udział w zabawie świętujących mieszkańców. Na efekty nie trzeba było długo czekać – po Nowym Roku ilość przypadków zaczęła rosnąć lawinowo, a wraz z nią restrykcje.

Od kwietnia trwa lockdown. Najpierw wprowadzono ścisłą kwarantannę, wróciły maseczki, checkpointy z policją i wojskiem na ulicach, zakaz przemieszczania się między prowincjami. Myśleliśmy, że już nas to nie spotka. Ciężko się jednak dziwić, skoro z 45 przypadków, które były tu przez rok, skoczyliśmy na ponad 2000 w miesiąc! Noworoczna zabawa kosztowała też życie trzech osób… pierwszych ofiar śmiertelnych wirusa w Laosie. W porównaniu z resztą świata, to i tak łagodny przebieg epidemii. Lao są jednak przerażeni i po tym doświadczeniu nie odpuszczą łatwo obostrzeń. Życie codzienne powoli wraca do normy, ale nadal nie wolno podróżować po kraju, a stolica jest całkowicie odcięta.

Sytuacja raczej w najbliższym czasie się nie poprawi, chociaż Laos dzielnie wprowadza szczepienia mimo swoich małych zasobów. Kraj stracił status enklawy, a my straciliśmy nadzieję – będziemy próbowali się stąd wydostać, a innym podróżnikom zalecamy cierpliwość i podróże do krajów lepiej przygotowanych na pandemie.

ANIA I RADEK | Instagram: ORIENTUJEMYSIE

MALEDIWY

Pod koniec kwietnia na Malediwach wszystko wskazywało na to, że sytuacja idzie w dobrym kierunku i powoli zmierzamy ku normalności. Szczepienia szły sprawnie (na Malediwach brak koronasceptyków i antyszczepionkowców). Z tygodnia na tydzień luzowane były kolejne obostrzenia, nawet te najbardziej rygorystyczne dla mieszkańców, czyli 14 dniowa kwarantanna po powrocie ze stolicy oraz z wysp, gdzie istniało potencjalne ryzyko zarażenia się wirusem (głównie wyspy turystyczne). Jednak w ciągu jednego tygodnia wszystko zmieniło się po tym, jak indyjska odmiana dotarła i tu. Malediwy przeszły 4 falę, która okazała się być najgorszą. W porównaniu do poprzednich, gdzie liczba zachorowań w najgorszym momencie sięgnęła 250 osób jednego dnia, w maju dochodziło do 1500, a nawet raz 2100 zakażonych osób. Skutki 4 fali odbiły się również w liczbie zgonów. Od początku pandemii na Malediwach, czyli od kwietnia 20 do kwietnia 21 zmarły łącznie 74 osoby. Stan na dzień 25.06 to 208 osób. Wirus rozprzestrzenił się na lokalne wyspy, czego wcześniej udało nam się uniknąć. Powrócił lockdown i godzina policyjna na wyspach z największą liczbą zakażeń.

Wszystkich turystów obowiązuje posiadanie negatywnego testu PCR, wykonanego nie wcześniej, niż 96h przed odlotem. Aktualnie dotyczy to także osób zaszczepionych. Przemieszczanie się między wyspami jest utrudnione. Nie zawsze istnieje możliwość zmiany wyspy podczas wypoczynku – tutaj trzeba śledzić na bieżąco, bo wszystko zależy od tego, jaka jest aktualnie sytuacja na danej wyspie. Nie ma problemów z podróżami do resortów, gdzie nie mieszka lokalna społeczność. Turyści prosto z lotniska przetransportowani są na wyspy docelowe bez zahaczania o stolicę (lotnisko jest na osobnej wyspie).

Aktualnie liczba zachorowań spadła do 150-200 na dzień (z czego w tolicy tylko 50, a reszta na lokalnych wyspach i w resortach), prawie 6- wysp jest pod tzw. monitoringiem. Wykonywane są wyrywkowe testy wśród mieszkańców i jeśli kilka dni pod rząd nie będzie żadnego poytywnego wyniku na konkretnej wyspie, zostanie zdjęty monitoring i godzina policyjna.

MAGDALENA TYPEL | Instagram: DZIENNIKI TYPELKA MALEDIWY

https://www.instagram.com/p/CJz2X_BsMnw/?utm_source=ig_web_copy_link

MALEZJA

Malezja, 26.06.2021 – 1 rok, 3 miesiące i 1 dzień w lockdown-ie ….
Niestety … Malezja wciąż pozostaje zamknięta (od 18 marca 2020 r.).

W tym roku swobodnie mogliśmy podróżować wewnątrz kraju tylko przez 2 pierwsze tygodnie stycznia. 11 stycznia 2021 w różnym stopniu i w różnych stanach zostały wprowadzone podwyższone statusy Movement Control Order, co w praktyce oznacza lockdown i koniec z podróżowaniem. Do 01.06 większość sektorów ekonomicznych działało względnie normalnie. Podróże pomiędzy stanami dozwolone były po uzyskaniu zgody od policji i dotyczyło to wyjazdów służbowy bądź w nagłych sytuacjach.

01.06 w całej Malezji został wprowadzony TOTAL Lockdown i trwa do dziś…
Pozostajemy więc wciąż modnym w Malezji hasztagu #stayhome
Co to oznacza:

  • możesz wyjść z domu na zakupy spożywcze bądź w innej bardzo ważnej sprawie, ale… maksymalnie w obrębie 10 km od twojego miejsca zamieszkania
  • możesz pojechać do pracy, ale … w biurze może pracować maksymalnie 30% zatrudnionych osób
  • możesz pójść do restauracji, ale…. jedzenie serwowane jest tylko na wynos
  • możesz uprawiać sport, ale …. dozwolone jest tylko bieganie

To na tyle… jeżeli chodzi o dozwolone SOP, czyli Standard Operating Procedures

Zakazów jest znacznie, znacznie więcej. Podam tylko kilka – tak dla przykładu:

  • w sklepach spożywczych można zakupić produkty tylko ‘pierwszej potrzeby’, np. regały z artykułami kuchennymi czy gospodarczymi są wyodrębnione i zamknięte
  • nie można jeździć na rowerze, pójść na trekking, wyskoczyć na plaże, wykąpać się w morzu czy w basenie.
  • na drogach można spotkać kontrole policji – (w samochodzie mogą przebywać maksymalnie 2 osoby)
  • kary za nienoszenie maseczki to ok 1500 RM (ok 1400 zł)

Z informacji, które pojawiają się w prasie można wnioskować, że Malezja nie otworzy granic do końca 2021. Napotkać można również pogłoski, że jeżeli Langkawi (wyspa, na której mieszkam) osiągnie 80% zaszczepionej populacji, może uda się ją wyodrębnić jako ZIELONĄ strefę i otworzyć przeloty turystyczne z Singapurem i ZEA. Naprawdę bardzo bym chciała żeby to się udało, ale po 1,5 roku w lockdown-ie oraz patrząc na statystyki szczepień (na ponad 32 miliony populacji , 1 966 358 osób jest zaszczepionych pełną dawką) ciężko mi jest być optymistką.

BLONDISLANDGIRL | Instagram: BLONDISLANDGIRL

Cejlon, „Wyspa Klejnotów” , ”Łza Indii”, „Perła Oceanu Indyjskiego” tyle pięknych nazw dla jednego kraju – Sri Lanki.
Niestety ostatnie lata nie są dla Lankijczyków łaskawe. 2019 rok ataki terrorystyczne,
a co za tym idzie, załamanie turystyki. Kolejny rok epidemia koronowirusa, która spowodowała zamknięcie kraju na okres ponad 9 miesięcy. To bardzo trudny czas dla mieszkańców wyspy, którzy w dużej mierze utrzymują się z turystyki.
Ja osobiście doświadczyłam skutków koronowirusa i poznałam, co to znaczy w dobie pandemii przemieszczać się pomiędzy kontynentami. Na początku marca 2020 roku wróciłam do Polski, by zakończyć wszystkie formalności związane z przeprowadzką na Sri Lankę. Pamiętam jak dzisiaj, jak mój szef w pracy zażartował, czy przypadkiem nie przywiozłam ze sobą koronowirusa, bo 10 marca 2020 odnotowano pierwszy przypadek zarażenia na Sri Lance. Wszyscy wówczas myśleliśmy, że nas to nie będzie dotyczyć. Mąż miał przylecieć po mnie w kwietniu i razem milimy wrócić do domu – ja z biletem w jedną stronę…


Udało mi się tego dokonać, ale dopiero 31.12.2020 r. Marzec i kolejne miesiące na zawsze pozostaną w mojej pamięci. Stres, nerwy, tęsknota – tak je zapamiętam. Prawie siedem miesięcy starania się o zgodę rządu Sri Lanki na przyjazd lotem repatriacyjnym. Dzięki zaangażowaniu pracowników ambasady Sri Lanki w Warszawie (Panie Piotrze dziękuję za wyrozumiałość), nieocenionej pomoc ambasady Polski w New Delhi i wytrwałości mojego męża, udało się uzyskać wizę wjazdową. Liniami lotniczymi Emirates, które między innymi organizowały loty repatriacyjne udało mi się rozpocząć rok 2021 na Sri Lance – dokładnie
o północy wyszłam z lotniska witana sztucznymi ogniami. Niestety czekały mnie jeszcze dwa tygodnie ścisłej kwarantanny. W związku z tym, że tysiące Lankijczyków chciało wrócić do swojego kraju nie miałam szans na bezpłatną kwarantannę rządową. Zgodziłam się na odpłatną kwarantannę. Kwoty były ustalone odgórnie przez rząd i takie same zarówno dla obywateli, jak i dla cudzoziemców. Testy 96 godzin przed przylotem, kolejny po przylocie i jeszcze jeden w połowie pobytu. Piękny hotel nad morzem – ale niestety dwa tygodnie
w zamknięciu. Dwa tygodnie tak blisko domu – i zarazem tak daleko. Uzyskałam pięknie wydrukowany certyfikat i od tej pory mogę bez przeszkód przemieszczać się po Sri Lance.


Na przełomie grudnia 2020 i stycznia 2021 kraj zdecydował się na pilotażowe wakacje zapraszając turystów z Ukrainy w celu sprawdzenia skuteczności zasad bezpieczeństwa związanych z ochroną przed COVID-19, a od 21 stycznia 2021 roku turyści mogą odwiedzać Sri Lankę, która otworzyła swoje granice. Konieczne jest uzyskanie wizy i należy wykupić polisę ubezpieczeniową, która gwarantuje pokrycie kosztów do 50 tys. dolarów w przypadku choroby.
Nie ma ograniczeń w podróżowaniu, ale niestety jest pewne „ale”. Pobyt zagranicznych gości może odbywać się tylko w wyznaczonych hotelach, które uzyskały certyfikat „Safe and Secure” informujący, że spełnią wszelkie zasady bezpieczeństwa i wymogi sanitarne. Nadal przed podróżą na Sri Lankę obowiązuje wykonanie testu PCR 96 godzin przed wylotem. Kolejny test wykonywany jest zaraz po przybyciu do hotelu,a kolejny przed samym opuszczeniem hotelu. Po 14 dniach pobytu w hotelu można bez przeszkód podróżować po całej Sir Lance bez ograniczeń. Turyści przebywający z wyznaczonych hotelach mogą korzystać z całej infrastruktury znajdującej się na terenie obiektu czyli np. baseny, siłownie, restauracje. Wycieczki fakultatywne odbywają się tylko z wyznaczonym biurem. Większość atrakcji pozostaje otwarta dla turystów, lecz są to jednak wakacje bardziej stacjonarne i nie ma możliwości poruszania się na „własną rękę”.


Powyższe obostrzeni powodują, że turyści rezygnują z przyjazdu na Sri Lankę. Koszty wakacji są znacznie wyższe. Nie ma również możliwości zorganizowania sobie urlopu według własnego planu lub pasji. Wszyscy z niecierpliwości czekamy na zniesienie możliwości przebywania tylko w wyznaczonych obiektach.
W czasie kiedy w Polsce szalała „trzecia fala”, u nas na Sri Lance prawie nie czuliśmy, że wirus jest z nami. Tylko maseczki na twarzach przypominały nam o pandemii. Niestety koniec kwietnia 2021 pokazał nam, że to bezpieczeństwo jest złudne. Nagły wzrost zachorowań – ponad 3000 osób dziennie oraz zbliżające się kolejne długie weekendy ( króluje w dniach wolnych od pracy) spowodowały, że rząd podjął decyzję o zamknięciu wewnętrznym kraju. I tak od maja nie ma możliwości przemieszczania się pomiędzy prowincjami – można tylko w uzasadnionych przypadkach np. praca. Następnie na kolejne tygodnie zamknięto wszystkie sklepy i urzędy, z możliwością zakupów tylko przez zamówienie telefoniczne lub online. Co jakiś czas na dwa lub trzy dni łagodzono ograniczenia i była możliwość wykonania zakupów lub płatności osobiście.


Przyjęte zasady spowodowały spadek zachorowań. Obecnie jednak wykryto obecność wariantu Delta i dlatego wstrzymano się z luzowaniem obostrzeń.
Cały czas prowadzone są szczepienia. Obecnie pierwszą dawkę przyjęło ponad 11 % mieszkańców – to wciąż bardzo mało.
Czekamy na dalszy rozwój sytuacji i cały czas mamy nadzieję, że nadejdą czasy gdy wrócimy do normalności a Państwo wrócicie do nas.
to piękny kraj i cudowni ludzie dlatego zapraszamy odwiedzajcie nas!!!

WANDA | Instagram: SAPPHIRE ISLAND SRILANKA

SINGAPUR

Pierwszy przypadek koronawirusa odnotowano w Singapurze już pod koniec stycznia 2020 roku. Sytuacja zdawała się być pod kontrolą aż do Chińskiego Nowego Roku, a już w kwietniu zdecydowano się na lockdown tzw. circuit breaker. W efekcie zamknięto większość zakładów pracy i sklepów, a szkoły rozpoczęły zajęcia online. Decyzja o wprowadzeniu tak drastycznych środków zapadła po przekroczeniu łącznej liczby 1,000 zakażonych i obowiązywała do 4 maja. W tym czasie zakazano wszelkich zgromadzeń, a wychodzenie z domu możliwe było tylko w celu dojazdu do pracy w niezbędnych sektorach, zakupu jedzenia oraz uprawiania sportu. Mimo wprowadzonych obostrzeń na wyspie wybucha fala zakażeń koronawirusem wśród zagranicznych pracowników fizycznych tzw. work permit holders, którzy pracują przede wszystkim w branży budowlanej i to właśnie ta grupa stanowi przeważającą większość przypadków Covid-19 po dziś dzień.
Od czerwca 2020 roku, Singapur powoli wracał do normalności. Zdejmowane obostrzenia i względnie normalne życie na wyspie można zawdzięczać przede wszystkim sprawnemu systemowi śledzenia kontaktów (wchodząc do każdego sklepu, biura czy restauracji należy się zalogować używając aplikacji TraceTogether), podporządkowaniu obywateli i przestrzeganiu obowiązujących restrykcji oraz noszeniu maseczek – przez wszystkich i wszędzie. Kolejnym czynnikiem niskiej liczby zachorowań było oczywiście szczelne zamknięcie granic… Aktualnie (czerwiec 2021) wjechać do Singapuru mogą jedynie obywatele i Permanent Residents oraz – po otrzymaniu uprzedniej zgody odpowiedniego organu – członkowie ich rodzin, obcokrajowcy posiadający wizy długoterminowe, osoby objęte tzw. green line for business oraz paru szczęśliwców z „bezpiecznych krajów” jak m.in. Australia czy Nowa Zelandia. Podróżni powracający z krajów wysokiego ryzyka (według władz Singapuru obecnie większość krajów świata) zobowiązani są do odbycia tzw. Stay Home Notice czyli 21-dniowej kwarantanny w hotelu o koszcie 3,000 SGD za osobę, przejścia 4 testów na covid-19 i pokrycia kosztów leczenia (mogą być niebotycznie wysokie) w razie otrzymania wyniku pozytywnego.
Niestety od początku maja tego roku z uwagi na przedostanie się do Singapuru wariantu indyjskiego po raz drugi wstrzymano powroty na wyspę obcokrajowców posiadających wizy długoterminowe co spotkało się z ogromną krytyką ze strony ekspatów i Ambasad. Przez ostatni miesiąc dodatkowo postanowiono zamknąć restauracje, przywrócić pracę z domu oraz rozpoczęto masowe testowanie. Jedynym światłem w tunelu są na dzień dzisiejszy szczepienia – już ponad 50% mieszkańców otrzymała jedną dawkę szczepionki Pfitzer lub Moderna a ponad 35% została w pełni zaszczepione. Niestety z ostatnich wypowiedzi władz nie zapowiada się na prędkie otwarcie granic ani luzowanie zasad kwarantanny dla osób zaszczepionych – analizowane jest za to stworzenie tzw. travel bubbles z bezpiecznymi krajami, w których liczba przypadków jest bliska 0. Więcej szczegółów możemy spodziewać się koło października 2021, kiedy to Singapur chciałby osiągnąć pułap odporności zbiorowej na poziomie 75%. Na dzień dzisiejszy (19 czerwca) w Singapurze na covid-19 zachorowało 62,400 osób a zmarło 34.

MAGDALENA | Instagram: ŻYCIE W SINGAPURZE

TAJLANDIA

Mam wrażenie, że czas się zatrzymał, mniej więcej rok temu po trzymiesięcznym lockdown-ie wróciłam do pracy do biura. Od lipca do grudnia 2020 Tajlandia była niemal covid-free. Nigdy tyle nie podróżowaliśmy i nie zwiedzaliśmy Tajlandii, jak wtedy. Wspaniały czas poznawania Bangkoku i Tajlandii bez tłumu turystów. Jednocześnie bardzo trudny czas dla wielu ludzi utrzymujących się z turystyki.


Pamiętam nawet, gdy pisząc poprzedni artykuł o sytucji w Tajlandii, wspominałam o tym, że żyjemy praktycznie normalnie, choć bardzo są przestrzegane wszelkie środki ostrożności.Pierwsze kłopoty przyszły w styczniu, kiedy pojawił się duży klaster wśród migrantów z Birmy. Jak się okazało, doszły potem nowe ogniska głównie związane z marketami. W tym czasie zarządzono krótki lockdown, ale po tym czasie sytuacja wróciła do normy. Aż do kwietnia. Wtedy z każdym dniem zaczęło przybywać chorych.
Jeszcze w kwietniu bardzo dużo ludzi podróżowało z okazji tajskiego święta, Songkran. My w tym czasie wyjechaliśmy na wakacje i dosłownie dzień po naszym wyjeździe wiele prowincji wprowadziło ograniczenia dla mieszkańców Bangkoku, który trafił do czerwonej strefy. Zależnie od prowincji wprowadzono obowiązek testów, kwarantanny albo całkowicie zabroniono wjazdu. Dla wielu Tajów była to przykra niespodzianka, ponieważ Songkran to rodzinne święto, w czasie którego ludzie masowo wyjeżdżają do swoich prowincji.
Obecnie sytuacja nadal jest dość trudna, dzienna liczba zachorowań to około 3000-4000. Przy czym szczepienia idą powoli. Obcokrajowcy mają utrudniony dostęp do szczepień, uruchomiono stronę do rejestracji, jednak albo nie działa, albo nie ma dostępych terminów.


Oczywiście w dalszym ciągu jest obowiązek noszenia masek w miejscach publicznych. Za brak maski są kary pieniężne, nawet do 20000 THB (około 2400 złotych). Szkoły zostały zamknięte i trwa nauczanie zdalne. Pracownicy biurowi w miarę możliwości pracują z domu. Przez te dwa miesiace w Bangkoku zamknięto między innymi parki oraz publiczne baseny. Czasowo zamknięte były restauracje i salony masażu. Działały za to centra handlowe. Powoli się wszystko odmraża i dosłownie tydzień temu otwarto w końcu parki w Bangkoku.


Od powrotu z wakacji, zarówno my, jak i nasze dzieci, siedzimy w domu. To już równo dwa miesiące. Basen w naszym bloku też był zamknięty. Jedyną formą ruchu dla dzieci, było wieczorne bieganie pod blokiem. Skorzystaliśmy za to z ogromnych promocji w hotelach i zrobiliśmy sobie dwa weekendowe wypady w obrębie Bangkoku, żeby choć na chwilę wyrwać się z domu.


Pomimo tej sytuacji, Tajlandia szykuje się do projektu Sandbox, czyli otwarcia Phuket, a za kilka miesięcy również otwarcia kolejnych wysp, Chiang Mai oraz Bangkoku. Ten projekt pozwala na wjazd tylko dla zaszczepionych turystów (należy sprawdzić wykaz dopuszczonych szczepionek) z określonych krajów . Lista krajów, z których można przyjechać jest aktualizowana cały czas, najepiej sprawdzać na bieżąco stronę ambasady oraz TAT. Dodatkowo premier Tajlandi, Prayut Chan-O-cha, ogłosił w czerwcu otwarcie Tajlandii za 120 dni. Czas pokaże, czy uda się zrealizować te ambitne plany.

ELA | Instagram: MAMA W TROPIKACH

W Wietnamie minął już ponad rok od zamknięcia granic.
Mniej więcej na początku maja pojawiła się czwarta fala covidu – tym razem wariant hinduski. Powtórka z 2020 – najpierw zamknięte szkoły, potem siłownie i centra fitness, nastęnie fryzjerzy, bary i restauracje.
Obostrzenia są wprowadzane w różnym stopniu, w zależności od części kraju. W tym momencie Sajgon ma najgorszą sytuację, niemalże totalny lockdown. W Hanoi powoli otwierają się restauracje i bary (z ograniczeniami do 20 osób w lokalu), szkoły i siłownie nadal pozostają zamknięte.

W tym momencie, turystyczny wjazd do Wietnamu nie jest możliwy. Żeby wjechać do kraju należy być ekspertem w konkretnym zawodzie, zatrudnionym przez firmę działającą w WIetnanmie i wpisanym na specjalną rządową listę specjalistów.
Nawet po spełnieniu tych wymagów, nadal obowiązuje obecnie 21-dniowa kwarantanna w specjalnym hotelu (z tego co mi wiadomo, gdy kwarantanna trwała 14 dni, to koszt wynosił około 4 tys USD… także podejrzewam, że obecnie to koszt $6k).

Dopiero niedawno zaczął szczepić obywateli. Wciąż jest za mało szczepionek – na prawie 100 milionów ludzi zaszczepiono około 17% społeczeństwa.
jest w ostatniej fazie opracowywania własnej szczepionki, którą planuje zaszcepić 80% społeczeństwa do pierwszego kwartały 2022.
Mówi się o zmniejszczeniu czasu kwarantanny dla osób w pełni zaszczepionych do 7 dni.

KASIA | Instagram: MUSZIMUSZISZI

*****