Leot, DSC_1705Od czasu do czasu pytacie o nie, więc dziś oddamy im głos.

Kota Misza (Miszkotka) i kot Leot (Mrukot) odpowiedzą na kluczowe pytanie – jak im jest na Filipinach.

Ma to wszystko swoje plusy i minusy… – wymruczała Misza. – Ale po kolei.

Podróż

Niefajna! – stwierdzają obydwa chórem. A potem zaczynają się przekrzykiwać.
Najpierw jechaliśmy samochodem do Amsterdamu (ach, kiedy to było…) i zamknęli nas w transporterze, rzekomo dla naszego bezpieczeństwa. Lubię jeździć autem, ale żeby w klatce? Co to, to nie.
Holenderski hotel był całkiem całkiem, a na kolację nawet udało się zjeść trochę Old Amsterdama.
– Potem było paskudnie. Pojechaliśmy na lotnisko, gdzie było głośno i każdy gdzieś się spieszył. My też musieliśmy się spieszyć, bo wszystko trwało o wiele dłużej niż miało trwać. I pamiętamy jeszcze, jak bardzo przestraszyliśmy się, kiedy zostaliśmy zostawieni pod opieką rosłego pana i ten nas zabrał do samolotu. Na szczęście byliśmy razem i to był jeden jedyny plus całej tej sytuacji.

Pierwsze chwile w Manili

Kamień spadł mi z serca, kiedy wreszcie zobaczyłam Anię i Krzycha na manilskim lotnisku. Choć stres był, nie powiem.
– W mieszkaniu wreszcie mogliśmy wyjść z klatki, ale nie bardzo było co robić, bo przecież zupełnie pusto było tam na samym początku.
– Baaardzo się stresowałam, tak bardzo, że mogłam spać całą noc przytulona do Ani. Później mówili mi, że wyglądało to wszystko bardzo źle.
– Nie podobało nam się. Za głośno wokół, cięgle ktoś kręcił się po korytarzu, krzyczał, płakały dzieci. Zupełnie mi to nie pasowało.
– Pomyślałam sobie, że jak się trochę pobuntuję i nie będę jeść, to wrócimy do domu, ale nic z tego. Minęło kilka dni i nadal byliśmy w tej cholernej MIaUnili, więc z końcu poszłam do tej mojej czerwonej miseczki i dziubnęłam co nieco Whiskasa.

Potem

Misza i Leot, L1010840Odkryliśmy balkon!!!! – koty znowu krzyczą chórem, a potem jeden przez drugiego.
Balkon jest super!
– Można łazić po murku!
– No co ty, nie można przecież łazić. Ciągle każą nam z niego zejść, bo się o nas boją. A przecież to tylko 4. piętro.
– I tak przecież łazimy.
– Wiem, że łazimy, ale robimy to półlegalnie.
– A ja najbardziej lubię uciekać im za roletą po tej wąskiej barierce, hahaha!
– A ja najbardziej lubię leżeć na tym rattanowym stoliku.
– To nie rattan, tylko abaca
– mądruje się Misza. – Nie czujesz tego pod pazurem?
Nie drapię tego tak często, jak ty. – odgryza się zazwyczaj pokorny Leot.
W każdym razie można byłoby na tym balkonie leżeć całymi dniami. Co też w sumie czynię.
– To ta pogoda chyba tak na nas wpływa.

Sprawy jedzeniowe

– Whiskas jest nie-do-bry. Nie wiem dlaczego, ale w ogóle mi tu nie smakuje, mimo że nie jest z Filipin, ale z Tajlandii.
– Apetyt dopisuje, moglibyśmy jeść całymi dniami.
– Albo spać. Tak, tak, mogliby nas tak budzić tylko na jedzenie.
– Raz upolowałem jaszczurkę! Mówili, że nie dam rady, więc pokazałem, co potrafię. Zjadłem w całości na surowo. Śmieszna taka była. Zjadłem jej łapki, a ona ciągle ruszała głową. W smaku taka sobie, więc potem spróbowałem jeszcze takiej zupełnie malutkiej. I chyba na tyle mi wystarczy.
– Jaszczurki i tak już nie przychodzą na nasz balkon.
– Tuńczyka dobrego mają. W kawałkach i muszę powiedzieć, że wygląda dobrze, a jeszcze lepiej smakuje.
– Tuńczyka mógłbym jeść i jeść. Tylko brzuch rośnie.
– Niedługo będziesz nim froterował podłogi.
– to Misza do Leota.

Teraz

Misza i Leot, DSC_2645Wkurza mnie, że ciągle gdzieś wyjeżdżają. Jak nie tu, to tam. A my jak te głupki siedzimy w domu i tylko na nich czekamy.
– Nawet nie zapytają, czy nie mielibyśmy ochoty wybrać się gdzieś z nimi.
– Ostatnio natknąłem się na fajną książkę o Angkorze. Pojechałbym, ale pewnie nic z tego.
– Komputer bym chciała. Oni mają dwa, a właściwie trzy, więc jeden mogliby odstąpić. Choćby tego najmniejszego laptopa. Lubię ocierać się o monitor.
– Od czasu do czasu mamy gości i fajnie, bo lubimy towarzystwo. A poza tym nudy takie.

Przyszłość

– A słyszałeś, że znowu planują przeprowadzkę?
– Nic mi nie mów:(