Kiedy pierwszy raz przyjechał do Azji, spodobało mu się tak bardzo, że wyjechał dopiero po kilku miesiącach. Już wówczas wiedział, że chce tam zostać na dłużej, więc rok później przeprowadził się do Bangkoku, gdzie rozpoczął nie tylko pracę w tajskiej szkole, ale i zupełnie nowe życie. O tym, jak rzucić to wszystko i wyjechać w ciepłe kraje, opowiada .

 

Opowiedz, jakie okoliczności sprawiły, że zamieszkałeś w Bangkoku.

Do Azji wybierałem się dwa razy. I już za tym pierwszym, w 2009 roku chciałem, żeby był to wyjazd na dłużej mimo, że nie widziałem do końca, czego się tu spodziewać. Podróżowałem kilka miesięcy, odwiedziłem parę krajów i jakoś zabrakło  mi czasu na szukanie tu pracy, osiadanie – za bardzo ciągnęło mnie przed siebie. Wreszcie skończyły się pieniądze i trzeba było wracać. W Polsce wytrzymałem rok. Na miejscu tak mi się wszystko ułożyło, że perspektywa ponownego wyjazdu okazała się realna. Pewnego grudniowego poranka kupiłem bilet w jedną stronę, zarezerwowałem kurs nauczycielski w Bangkoku, a parę tygodni później siedziałem w samolocie.

Dlaczego akurat Tajlandia?

Zwiedziłem kilka krajów azjatyckich i uznałem, że Tajlandia to dla mnie najlepsze miejsce by zatrzymać się na dłużej. Powodów jest kilka. Łatwo tu o pracę, a i zarobki są rozsądne. Jest tu “azjatycko”, ale nie brakuje też zachodnich udogodnień, wygód. Bangkok to doskonały punkt wypadowy, międzynarodowy hub lotniczy, skrzyżowanie podróżniczych szlaków. O innych zaletach Tajlandii – kuchni, luźnej atmosferze itd. napisano już wiele.

Jak  z perspektywy czasu oceniasz swoją decyzję? Dziś też Twój wybór padłby na Bangkok?

W lutym minie rok od mojego przylotu do Tajlandii. Jestem w 100% zadowolony ze swojej decyzji i nie przychodzi mi do głowy nic, co zrobiłbym inaczej. Zresztą staram się nie tracić czasu na rozmyślania o przeszłości.

Pamiętasz swoje pierwsze dni po przeprowadzce? Co było najtrudniejsze, a co w ogóle Cię nie zaskoczyło?

Lądując w Tajlandii dobrze wiedziałem, czego się spodziewać, więc nie tyle byłem zaskoczony, co zachwycony – upałem, słońcem, przygodą czającą się za rogiem. Generalnie uważam, że podróżowanie jest proste, więc nie mam wiele do powiedzenia na temat trudów pierwszych dni. Może tak – po skończonym kursie nauczycielskim i znalezieniu pracy w szkole wyskoczyłem na miesięczne wakacje do Indonezji. Nigdy nie zapomnę powrotu z tych wakacji. W Bangkoku lądowałem w sobotę z trzydziestoma dolarami w kieszeni, a w poniedziałek miałem zacząć pracę. Nie miałem nic – mieszkania, ubrań, czasu. Dwa dni później kładłem się spać w świeżo wynajętej eleganckiej kawalerce, w mojej szafie wisiały dwie koszule do krawata… zaczynałem nowe życie. Jakoś dałem radę, więc nie mogło to być taż tak strasznie trudne!

Jest coś, czego Tobie w Tajlandii brakuje?

Prawdę mówiąc nie zdążyłem nawet stęsknić się na polskim jedzeniem. Co chwila przyjmuję gości z Polski, dzięki czemu w mojej lodówce nigdy nie brakuje kabanosa i żółtego sera. Zresztą w Bangkoku dostać można wszystko, choć zachodnie produkty – na przykład ser czy wino, są dość drogie. Czasami brakuje mi legendarnych wrocławskich imprez, choć prawdę mówiąc w domu wyhulałem się na tyle, że tutaj mogę bez tego żyć. Chyba najbardziej brakuje mi muzyki. W domu pakowałem się z kumpami do samochodu i jechaliśmy do Berlina na koncert albo do Gdyni na festiwal. Do Bangkoku zachodnie gwiazdy na razie się niestety nie pchają.

Czy utrzymujesz kontakty z innymi Polakami mieszkającymi w Bangkoku? Łatwo tam o nowe znajomości?

Znam tu paru Polaków, trzymam kontakt z jedną Polką – wspólna wigilia, czasami jakaś impreza. Kontakt z “lokalsami” mam ograniczony. Na przeszkodzie staje bariera językowa i…kulturowa. Z Tajami nie bardzo mam jak i o czym rozmawiać. Mówię o dłuższej, poważniejszej rozmowie – przelotne kontakty na ulicy czy w pociągu są bardzo sympatyczne. Nie wiem dlaczego, ale odkryłem u siebie niechętne nastawienie do innych ekspatów. Irytuje mnie widok podstarzałych “Farangów” (tak określa się w Tajlandii przybyszów z zachodu) obwieszonych Tajkami-lalami na szpilkach. Sam mam tu dziewczynę, hinduskę. I to ona stanowi rdzeń mojego życia towarzyskiego. Są wreszcie wspomniani już goście z Polski. Prawdę mówiąc jest ich tak wielu, że brakuje mi wolnego czasu w weekendy.

A jak wygląda Twoje codzienne życie?

Mieszkam w nowoczesnym budynku, jakieś dwa kilometry od szkoły. Do pracy dojeżdżam na Motocyklu. Mój dzień zaczyna się o 7-mej rano. W pracy siedzę od 7:30 do 15:30, choć uczę tylko jakieś 3-4 godziny dziennie. Obiad jem na ulicy. Po pracy mam czas, żeby wsiąść w kolejkę nadziemną i pojechać do kina, popływać w basenie na dachu mojego budynku, poczytać przewodnik po jakimś kraju, do którego chcę się wybrać. Wakacji mam sporo – miesiąc w kwietniu, 2-3 tygodnie w październiku plus wszystkie tajskie święta a jest ich bardzo dużo. Długie weekend to w Tajlandii standard – staram się je wykorzystywać na wypady za miasto, a czego jak czego ale miejsc do odwiedzenia w Tajlandii nie brakuje. Nie robię kariery, nie próbuję zbić fortuny, nie przepracowuję się i korzystam z życia.

Wiemy, że dobrze Tobie w Tajlandii i bardzo lubisz ten kraj. Potrafisz znaleźć w nim jakąkolwiek rysę?

Podoba mi się tutaj. Odpowiada mi klimat, kuchnia. Generalnie lubię też Tajów. To beztroscy, uśmiechnięci ludzie. Choć niestety słynny tajski uśmiech ma często drugie dno. To skrajnie nie konfrontacyjna kultura z bardzo mocno zakorzenionym poczuciem hierarchii. To momentami mocno utrudnia mi pracę – w szkole panuje nieopisany chaos informacyjny. Jednocześnie nie bardzo jest kogo zapytać o radę i niezmiernie łatwo kogoś urazić na przykład sugerując, że pewne kwestia dałoby się załatwić sprawniej. Denerwują mnie też przepisy utrudniające życie imigrantom. Obowiązek meldowania się co 90 dni w urzędzie na dalekiej północy miasta, płatne pozwolenie na każdorazowe opuszczenie kraj itd. Ale te wszystkie minusy nie są mi na razie w stanie przysłonić plusów.

Jak wyglądają tajskie formalności przeprowadzkowe i kwestie wizowe?

Do Tajlandii można wjechać za darmo na 30 dni (na 15 przekraczając granicę lądem), w ambasadzie zaś można dostać wizę na dwa miesiące. Wizę z pozwoleniem na pracę załatwia pracodawca – przeważnie na okres jednego roku. Jednak wielu ekspatów mieszka i pracuje tu półlegalnie wybierając się raz na jakiś czas na tzw. Visa Run do jednego z sąsiadów Tajlandii, gdzie odnawiają swoje wizy turystyczne.

Jakie rady miałbyś dla osób chcących przeprowadzić się do Tajlandii?

To nie jest kraj dla choleryków, ludzi nerwowych. Spokój i uśmiech niezależnie od sytuacji to absolutna postawa egzystencji w tajskim społeczeństwie – jakiekolwiek inne podeście skończy się wrzodami żołądka. Jeśli nie uzbroisz się w cierpliwość i w sporą dozę obojętności, twoje życie tu może zmienić się w koszmar. Tajowie na wszystkie problem mają jedną odpowiedź “Mai pen lai” – nie ma sprawy, no problem. Dla konkretnych pragmatycznych przybyszów z zachodu może to być postawa nie do przełknięcia.

Gdzie najlepiej mieszkać w Tajlandii?

Moim zdaniem w Bangkoku – ale to dlatego, że lubię wielkomiejski klimat a Bangkok to największe miasto, jakie udało mi się odwiedzić. Niektórzy wolą chłodniejszy klimat północnej Tajlandii, romantyczne miasteczko Chiang Mai. Są tacy, którzy postawią na okolice wyspiarskie. Nie ma więc jednej odpowiedzi – każdemu według potrzeb. W samym Bangkoku warto mieszkać w pobliżu jednej z linii transport miejskiego – kolejki nadziemnej BTS lub metra. Miasto jest bardzo zakorkowane i tylko transport publiczny gwarantuje dotarcie do celu na czas. Wygodne przemieszczanie się po mieście umożliwia też rzeka z kursującymi po niej tramwajami wodnymi, więc mieszkanie w okolicy jednej z licznych nadrzecznych przystani też brzmi jak dobry pomysł. Generalnie jednak zasada jest prosta – najpierw znajdujemy pracę, potem mieszkanie. Wszystko żeby uniknąć codziennej walki w bangkockim ruchem.

Czy łatwo o pracę w Tajlandii? Czym najczęściej zajmują się ekspaci?

Najłatwiej o pracę nauczyciela. Czy jest łatwo – z białą skórą i płynnym angielskim – tak. Mi zajęło to łącznie 2 miesiące – miesiąc kursu nauczycielskiego i miesiąc rozsyłania CV. Ale można to zrobić o wiele szybciej.  Jak jest z pracą w innych zawodach? Do końca nie wiem. Z jednej strony Tanowie chronią swój rynek pracy I nie łatwo jest o wszelkiego rodzaju pozwolenia i pieczątki. Z drugiej – poznałem kilku przybyszów z zachodu pracujących w międzynarodowych korporacjach i organizacjach pozarządowych. Zarabiają, zwłaszcza jak na tutejsze standardy – krocie i stać ich na wszystko. Sam wciąż szukam sposobu by trafić na taką posadę.

Drogie jest ?

Czytałem opinie ludzi, dla których 100.000 bahtów miesięcznie to mało. Z drugiej strony wielu Tajów żyje za dziesiątą część tej sumy. Czynsz za mieszkanie może wahać się między trzema a kilkudziesięcioma tysiącami bahtów, obiad można zjeść za 30 baht na ulicy lub w 200 dolarów w eleganckiej restauracji. Generalnie jednak życie jest tu tanie – mówię o podstawowych potrzebach – jedzeniu, dachu nad głową. Wszystko ponad to – markowe ubrania, gadżety, rozrywki – kosztują mniej więcej tyle samo co na zachodzie. Mi moja pensja, odpowiadająca temu co zarabiałem w Polsce zaraz po studiach – wystarcza na życie o wiele wygodniejsze niż przed przeprowadzką. Po prostu stać mnie na więcej.

Czy planujesz kolejną przeprowadzkę? Jest jakieś miejsce, o którym marzysz?

Nie planuję…i nie wykluczam. Są miejsca, które mnie kuszą. Może spodoba mi się w Australii? Może na jakoś czas wyląduje w rodzinnej miejscowości mojej dziewczyny w Indiach? Na razie jednak znalazłem swoje miejsce na ziemi – Bangkok wciąż przyprawia mnie o szybsze bicie serca, a gdy wędruję jego ulicami uśmiech nie schodzi mi z twarzy, a oczy mam wciąż szeroko otwarte w zdziwieniu i podziwie. Cieszę się, że w każdej chwili mogę spakować plecak I przeprowadzić się na drugi koniec świata, ale na razie nie muszę.

Zdjęcia i tekst: Maciej Klimowicz
 
Maciej Klimowicz – ma 30 lat, od roku mieszka w Bangkoku i uczy angielskiego w tajskiej szkole.  Nie nazywa siebie jednak nauczycielem – raczej podróżnikiem, bloggerem, dziennikarzem. Praca w szkole to dla niego droga do celu jakim jest mieszkanie w Azji, a nie cel sam w sobie. O codziennym życiu Macieja w Bangkoku i jego podróżach po Azji poczytacie na blogu Skok w Bok.

p.s. Jeszcze przez tydzień można głosować na w konkursie na Blog Roku 2011. Wy też możecie go wspomóc wysyłając sms o treści D00057 na numer 7122 (koszt to 1,23zł)! Trzymamy kciuki!

Jeśli i Ty masz ochotę opowiedzieć nam o swoim życiu na obczyźnie (szczególnie, jeśli mieszkasz w Azji), napisz do nas koniecznie!