Wszystko zaczęło się od marzenia. Marzenia o życiu na .

Dwanaście lat temu przyleciałam na tę indonezyjską wyspę wraz z mężem (aktualnie byłym) i zakochałam się w tym miejscu niemalże od pierwszego wejrzenia. Do dziś pamiętam ten zapach kadzidełek sprzed lat, błękit oceanu, soczystą zieleń pół ryżowych, dźwięk gamelanów i płacz, kiedy trzeba było wracać. Zapragnęłam przylatywać na Bali częściej, ale przede wszystkim zaczęłam marzyć, aby tu kiedyś zamieszkać. Kiedyś, czyli w odległej przyszłości. „To będzie perfekcyjne miejsce na emeryturę” – myślałam sobie wówczas.

polski przewodnik na bali
Zwiedzanie świątyni Tanah Lot. Bali 2008
polski przewodnik na bali
Pierwszy pobyt na Bali. Sanur, 2008

Tymczasem zaczęłam coraz częściej latać do Azji i spędzać tu najpierw całe tygodnie, a potem miesiące. Najpierw z mężem, potem sama, bo jemu już nie wystarczało urlopu na te wszystkie wyprawy. Bo bywało już tak, że w Azji spędzałam nawet kilka miesięcy w roku. Aż pewnego dnia, kiedy wróciłam do domu z długiej wyprawy do Wietnamu i Laosu, usłyszałam, że za kilka miesięcy możemy przeprowadzić się do Azji. Mąż może tam zacząć pracę. To wprawdzie nie Bali, ale Filipiny, ale to zawsze coś! To już całkiem blisko!

Podekscytowanie sięgnęło zenitu. Zaczęłam sprawdzać wszystko na temat Filipin, bo mgliście kojarzyły mi się tylko ukrzyżowania, dyktatura Marcosa i plaże (dokładnie w tej kolejności;) i pomyślałam, ok. Jedziemy. Kilka miesięcy później spakowaliśmy dom do kontenera dom (firma za wszystko płaciła) i zamieszkaliśmy w Manili. Tak, dobrze przeczytaliście – w Manili, czyli tym azjatyckim molochu, który nie mógł mieć mniej wspólnego z rajskimi tropikami.

polski przewodnik po filipinach
Relaks na Siargao, Filipiny 2011

Początki były trudne. W cholerę trudne. Pracownicy firmy, która zatrudniła męża, rzucali nam kolejne kłody pod nogi, bo nie byli zadowoleni z faktu, ze tam się pojawił. Życie w Manili okazało się dalekie od azjatyckich wyobrażeń. Albo można było żyć bardzo skromnie i w średnio bezpiecznym miejscu albo w lepszym, ale za lokalizację i bezpieczeństwo już słono płacić. A polscy znajomi kompletnie nie rozumieli naszych codziennych problemów uznając, że ich przecież nie mamy, bo mieszkamy w raju, gdzie codziennie świeci słońce i jest ciepło. Ostatecznie w kwestii zakwaterowania wybraliśmy opcję droższą, ale bezpieczną i zaczęliśmy wieść życie w szklanym wieżowcu Makati czując się czasem jak w szklanej klatce.

Paradoksalnie teraz to właśnie ten etap filipińskiego rozdziału w życiu wspominam najmilej, ale wówczas ta klatka mnie nieco uwierała, więc właśnie dlatego zaczęłam znowu często, jak najczęściej wyjeżdżać. Sama, z mężem, ze znajomymi z Polski i z tymi z Filipin. Zjechałam Filipiny od północy do południa – od ukochanego iddylicznego archipelagu Batanes do znajdującego się po przeciwnej stronie skali Tawi – Tawi, czyli południowych i muzułmańskich rubieży tego katolickiego kraju. W międzyczasie pisałam bloga, więc poznawałam całe mnóstwo nowych ludzi, a także zaczęłam planować klientom ich filipińskie wojaże. I tak minęły dwa lata.

polski przewodnik po filipinach
Krótki wypad na Boracay. Filipiny, 2013

Mniej więcej wtedy właśnie zadomowiliśmy się na Filipilinach na tyle, żeby zacząć myśleć o pozostaniu tam na dłużej. Planowaliśmy nawet kupić taki super apartament w nowo budowanym 50-piętrowym wieżowcu, ale los sprawił, ze tak się nie stało – jak tylko zaczęliśmy myśleć o tym poważniej, to wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły, żeby na Filipinach nie zostawać. A to nas oszukano na pieniądze, a to zawiedliśmy się na zaufanej osobie. I tak w kółko. W międzyczasie nasi najbliżsi znajomi podczas pamiętnej kolacji oznajmili nam, ze wyprowadzają się z Filipin w ciągu najbliższych miesięcy. A do tego ja znowu spędziłam trochę czasu w Singapurze i znowu wróciłam zachwycona. Pamietam, jak przyszła nam do głowy ta myśl: „A może by też się wyprowadzić. Może by zamieszkać w Singapurze….” (to było możliwe, bo firma, w której mąż wówczas pracował, oprócz biura w Manili miała także biura w Singapurze i na Bali), a potem kontynuacja tej myśli „….a potem docelowo przeprowadzić się na Bali”. I na koniec jeszcze jedna „ A może od razu na Bali???!!!”. I zaczęliśmy się o to starać.

polski przewodnik po bali
Z Charliem, moim pierwszym psem. Bali 2014
poslki przewodnik po bali
Przygotowania na ceremonię. Bali, 2014

Wyprowadziliśmy się szybciej niż wspomniani znajomi i już po 7 miesiącach staliśmy się rezydentami wymarzonego Bali. I przez jakiś czas żyliśmy jak w prawdziwej bajce. Mieliśmy mnóstwo znajomych i przyjaciół. W naszym życiu pojawiły się trzy psy. Nadal dużo podróżowałam po Indonezji i okolicy. I tak minęło kilka lat. W międzyczasie nasze drogi się rozeszły, mąż zaczął nowe życie, a ja spędzałam mnóstwo czasu w górach.

polski przewodnik po indonezji
Pierwsza wyprawa na Flores. Indonezja 2015
polski przewodnik po bali
W drodze na Mount Batur. Bali 2016
polski przewodnik po bali
Na szczycie Mount Agung, najwyższej góry Bali (3031m npm). Bali 2016

Ostatecznie postanowiłam zostać na Bali, więc wraz z indonezyjskim partnerem otworzyłam firmę turystyczną. Gdyby nie wirus, rok 2020 miał szansę być naprawdę świetny, ale cały czas mam nadzieje, ze jeszcze będzie. Oprócz wycieczek po Bali robimy też gotowe bądź szyte na miarę wyprawy do Indonezji, a także kilku innych krajów Azji (Filipin, Nepalu i Japonii, a w najbliższych planach również Laos;), a ja wróciłam do mojej pasji, czyli zaczęłam robić sesje foto na Bali!

poslki przewodnik po indonezji
Poranek w okolicach wulkanu Bromo. Jawa 2017
polka na bali polski przewodnik po bali
Na polach ryżowych w okolicy domu. Bali 2019
polski przewodnik po bali
Krótkie wakacje na Nusa Penida. Bali 2018

Najczęściej pytacie, czy ja tu już tak na stałe, czy do końca życia. To jedno z tych pytań, na które nie znam odpowiedzi, bo kto wie, jak ułoży się życie? Przecież gdyby te 12 lat temu ktoś mi powiedział, ze tu faktycznie zamieszkam i to niebawem, absolutnie bym mu nie uwierzyła. Ale na pewno będę na Bali tak długo, jak to będzie możliwe i tak długo, jak mi będzie tu dobrze. Teraz tu jest mój dom i moje życie.

Zatem przyjeżdżajcie!