• Vietnam_Saigon, DSC_6724

Pada deszcz w Cần Thơ

Zabiorę cię dzisiaj na najlepszą phở w Sajgonie. – oznajmił mi Qui wczoraj.
Jak to? Przecież ja najlepszą phở już jadłam…
Nie znasz się. Byli wczoraj ludzie w knajpce, gdzie jadłaś?
No niewielu…
No właśnie! Więc teraz zabiorę Cię do takiej knajpki, w której phở jest tak dobre, że wieczorem zwykle nie ma gdzie usiąść.
Qui dotrzymał obietnicy i choć wydawało mi się to zupełnie nieprawdopodobne, wczorajsza zupa phở była jeszcze lepsza niż ta przedwczorajsza. Jeszcze bardziej aromatyczna, ze szczypiorkiem, kiełkami i świeżą miętą. Po prostu pychota.

A potem w sumie nic się nie działo. Zrobiliśmy sobie tylko długą wycieczkę po mieście.
Patrz tam jest kino. – Qui pokazywał mi różne miejsca w Sajgonie. – Puste jak zwykle.
Puste?
– Mhm… Wietnamczycy nie chodzą do kina, bo prawie każdy ma w domu dvd.
– A macie tak dużo dobrych filmów.
– No niby mamy…
– To gdzie wychodzicie wieczorem?
– Różnie, najczęściej zjeść. Na przykład phở!

Mijaliśmy piękne kolonialne budynki i takie, które bardziej przypominały slumsy, aż w końcu trafiliśmy na targ. Taki zwykły, lokalny („Tu chyba nie było żadnego turysty” – reklamował miejsce Qui), na którym sprzedawano wszystko, włącznie z żywymi żabami powiązanymi w pary w ramach sekcji „wet marketu”. I właśnie, obok tych żab zeskakujących w popłochu przede mną z miski, złapał mnie ulewny , który zatrzymał mnie przed jednym ze straganów na dobrą godzinę i pozwolił przejrzeć się, jak życie wokół najpierw zwolniło, a potem zupełnie zamarło. Przygotowano hamaki, wyjęto gry planszowe i tylko kilkuletnia dziewczynka w kwiecistej niebieskiej sukience miała tę nadwyżkę energii, która pozwoliła jej skakać po coraz liczniejszych kałużach.

Ostatecznie ten sam deszcz zmusił do zakupu deszczowej pelerynki i zweryfikowania planów na popołudnie.

To może jednak pojedziemy do muzeum? Wyschniesz trochę. – zaproponował Qui, kiedy już woda chlupotała mi w butach. – No i jest tam naprawdę dużo zdjęć.

Tym ostatnim argumentem mnie przekonał i tej nieplanowanej wizyty w Muzeum Pamiatek Wojennych (War Remnants Museum) bynajmniej nie żałuję, bo zobaczyć można tam było m.in. takie rarytasy, jak ostatnie zdjęcia wielkiego Roberta Capy, zrobione na krótko przed jego śmiercią od miny przeciwpiechotnej.

Deszcz padał do późnego popołudnia, a dziś… znowu pada, na szczęście z przerwami. Padało, kiedy na dworcu autobusowym kupowałam chrupiącą bagietkę na drogę. Padało, kiedy luksusowym wietnamskim autobusem w cenie 5 dolarów wyruszyłam z Sajgonu do Cần Thơ, największego miasta Delty Mekongu. Padało, kiedy w autobusowym telewizorze puścili jakiś amerykański film z wietnamskim dubbingiem. Padało, kiedy podziwiałam rzeczne rozlewiska podczas przekraczania kolejnych mostów. Na chwilę przestało padać, kiedy na motorku jechałam do hotelu, ale potem znowu zaczęło. Przestało wieczorem, więc mogłam przejść się po nabrzeżu, zjeść kolację w klimatycznej restauracji nad rzeką i zakupić kolejne pelerynki przeciwdeszczowe. Bo co do tego, że jutro znowu będzie padać, nie mam żadnych wątpliwości. W końcu to wietnamska pora deszczowa.

  • Michał

    Zdjęcia zgromadzone w muzeum, o którym wspominasz mam w pamięci do dzisiaj.Kiedy myślę o wielu z nich mam gęsią skórkę.
    Pozdrowienia i nie przemoknij na dobre Aniu.

    • Ja też miałam wczoraj gęsią skórkę, kiedy oglądałam niektóre z wystaw. Mam wrażenie, że u nas w Polsce nie mówiło się nigdy tak bardzo dokładnie o skutkach wojny, w taki sposób, w jaki to zostało pokazane na wystawach. Osobiście nie natknęłam się nigdy dotąd na widoki osób, które ucierpiały w wyniku tych wszystkich środków chemicznych, ale być może mówiono i ja to po prostu przeoczyłam, mogło się tak zdarzyć.

      Podziwiałam z kolei wystawę zestawiającą stare fotografie miejsc walk lub miejsca zniszczeń z fotografiami aktualnymi. Robi to wrażenie!

      pozdrawiam cieplutko!

  • Wstrzasajace przezycie – deszcz w Wietnamie, jest o czym pisac?

    • Dlaczego uważasz, że deszcz w Wietnamie jest wstrząsającym przeżyciem?
      Jeśli dobrze zrozumiałam i nie podoba Ci się, to co napisałam, to zwykle mam na takie bolączki jedną radę – nie trać czasu na czytanie, a zamiast tego wykorzystaj go tak, jak potrafisz najlepiej.
      miłego dnia.

    • Po prostu zadałem pytanie.Jesli boli brak like to sorry.

  • Magda

    Dla mnie wpis mimo deszczu super! Fajnie czyta się o czymś tak prostym jak deszcz napisane tak lekko :). W lutym ląduję w Hanoi i dzięki Twoim wpisom trochę czuję już ten klimat. Mam nadzieję, że będę tak samo cieszyć się prostymi rzeczami jak wietnamska niepogoda. Wszystko w podróży jest ważne.
    Czekam na więcej!

    • Dziękuję za odwiedziny i komentarz Magdo:)
      Życzę samych przyjemności w Wietnamie!