Poniedziałek, 7.00 rano.
W Manili jest przyjemnie chłodny poranek, kiedy budzą nas krople deszczu uderzające z impetem o balkonową balustradę. Podczas przeglądania filipińskich wiadomości okazuje się, że ten cały deszcz to sprawka czegoś, co określa się tutaj mianem „tropikalnej burzy”, czyli zjawiska, na które składa się porywisty wiatr, intensywne opady deszczu i niskie ciśnienie atmosferyczne. Ta konkretnie burza znana jest lokalnie jako „”, a międzynarodowo jako „Nesat” i zmierza w kierunku północy wyspy Luzon. Do Manili ma to przybyć jako i ogłasza się alert stopnia 1., co równoznaczne jest z wiatrem osiągającym prędkość 30 – 60 km na godzinę, możliwością połamania słabszych roślin i zerwania mniej solidnych dachów.

Poniedziałek, godziny okołopołudniowe.

Tajfun Nesat_motocykliści na ulicach Ortigas, Manila.

Chwilę po tym, jak zostało zrobione to zdjęcie, cała trójka motocyklistów została zmieciona z drogi przez silny podmuch wiatru.

Pada. Czasem jest to prawdziwa ulewa, czasem tylko zwyczajny deszcz, ale pada nieprzerwanie. Jest bardzo przyjemnie. Temperatura spada do znośnych 25 – 26 stopni, zatem uruchamiam balkonowe rolety i spędzam czas na balkonie korzystając ze świeżego powietrza. Tymczasem w Manili ogłaszają alert stopnia 2. tajfunu, co oznaczać może silniejszy wiatr (60 – 100 km/godz), który może wyrywać drzewa z korzeniami, zniszczyć wiele mniejszych roślin oraz upraw. Profilaktycznie zamknięte zostają szkoły i odwołana część lotów.

Poniedziałkowy wieczór.
Zapada cisza. Deszcz przestaje padać i ogólnie się przejaśnia. „I to by było na tyle w kwestii tajfunu?” – myślimy.

Wtorek, godzina 5.00 rano.
Budzi nas wiatr. Wieje tak silnie, że nie da się swobodnie poruszać.

Wtorek, godzina 8.00 rano.

Tajfun Nesat na ulicach Pasig city.

Połamane drzewa w Pasig City.

Krzych decyduje się pojechać do pracy. Mógłby zostać, bo jak się potem okazuje, w takich okolicznościach pogodowych nie ma problemu, żeby pracować z domu, ale akurat przyjeżdża szef z USA, więc jak trzeba, to trzeba. Po drodze ma zrobić kilka zdjęć. Do pracy dojeżdża mijając powalone drzewa. A w domu słychać wiatr. Budynek, w którym mieszkamy z solidnością ma niewiele wspólnego, więc wiatr próbuje sprawdzić każdą szczelinę. A takich szczelin jest wiele. Na dachu tymczasem coś się urwało czy obluzowało, więc to już niejaka kakofonia. I do tego to niskie ciśnienie… Wynoszę tylko z balkonu rzeczy, które mogłyby pofrunąć i… zasypiam jak dziecko.

Wtorek, godzina 15.00
Ciągle pada, ale wiatr jakby już nieco słabszy. Niepokoi nas trochę Marikina River, przy brzegu której mieszkamy, bo jej poziom podniósł się znacznie i woda zaczyna sięgać osiedlowego ogrodzenia. Znajomy mieszkający w górze rzeki ma o wiele większe powody do obaw, bo woda podchodzi do jego domu. Boi się, że powtórzy się sytuacja sprzed 2 lat, kiedy tajfun Ondoy był przyczyną poważnych powodzi w stolicy Filipin. W Manili cały czas obowiązuje tajfunowa ostrzeżeniowa „dwójka”, zdecydowanie poważniej sytuacja wygląda na północy wyspy. Tam to już alert stopnia 3. i tym samym wiatr osiagąjący w porywach prędkość do 185 km/godz., co stanowi już poważne zagrożenie dla mieszkańców północnych prowincji. Ewakuuje się dziesiątki tysięcy ludzi.

Wtorek, godzina 17.00

W Ortigas i Pasig City spokój. Samochodów zdecydowanie mniej i tylko mnóstwo połamanych gałęzi na drogach. Cały czas pada. Nie mamy telewizji, więc dopiero po wielu godzinach widzimy, co w tym czasie dzieje się w Manili, a szczególnie w jej nadmorskiej części.

Środa, godziny przedpołudniowe.

quiel_tajfun

Za kilka dni spodziewana jest Quiel, inna "burza tropikalna".

Nie pada, nie wieje, powoli opada poziom rzeki.Tajfun Nesat powoli odchodzi. Zaczyna się liczyć straty i ofiary. I czekać na Quiel (międzynarowoda nazwa: Nalgae), inną „burzę tropikalną”, której „trasa” podobna jest do trasy Nesata, a jej skutki najbardziej odczuwalne będą podczas najbliższego weekendu.