Coron revisited

Coron revisited

To właśnie do Coron polecieliśmy, aby spędzić nasz pierwszy filipiński weekend poza Manilą. Polubiliśmy to miejsce prawie natychmiast i to do tego stopnia, że poziom naszej sympatii nie obniżył się nawet wtedy, kiedy długie godziny mokliśmy tam w tajfunowym deszczu. Nie obniżył się też długo potem. Do mieliśmy i nadal mamy sentyment.

Okazja kolejnego wyjazdu w tamte strony pojawiła się w kontekście wizyty dawno niewidzianych znajomych i w ten właśnie sposób ostatnią sobotę i niedzielę spędziliśmy w rajskim otoczeniu tropikalnych wysepek. Godziny upływały na pływaniu z rybkami w turkusowej wodzie i błogim odpoczynku na kolejnych plażach i lagunach, a wszystko to w towarzystwie przyjaciół.

Pięknie było. Tak pięknie, że lepiej być nie mogło. Tak wspaniale, że żal było wracać. Tak rajsko, że nie oddadzą tego żadne słowa, zatem na deser jedynie garść widoczków.

By |2014-11-24T15:43:51+00:00Grudzień 11th, 2013|Filipiny, Filipiny - podróże, z|13 komentarzy

About the Author:

Fotografka i podróżniczka. Od wielu lat eksploruje Azję, a kilka lat temu swój nowy dom znalazła na indonezyjskiej wyspie Bali. Lubi życie z domieszką adrenaliny, śnieg i świeże sushi. Uwielbia swoje trzy balijskie psy. Nie lubi: nudy, braku szczerości i pomidorowej z ryżem. Na co dzień zajmuje się między innymi organizacją wyjazdów do Indonezji. I nie tylko tam.