15 powodów, dla których nie pisaliśmy bloga przez ponad pół roku [Dużo zdjęć]

/, Indonezja, Tymczasem w Azji.../15 powodów, dla których nie pisaliśmy bloga przez ponad pół roku [Dużo zdjęć]

15 powodów, dla których nie pisaliśmy bloga przez ponad pół roku [Dużo zdjęć]

Życie na rozleniwia. Nie dziwcie się więc, że i bloga zaniedbaliśmy, tym bardziej, że było ku temu wiele powodów. Dziś w skrócie:

1. Bo powiększyła nam się rodzinka. W maju zdecydowaliśmy się zaadoptować Sashę, piękną suczkę, która okazała się rewelacyjnym towarzystwem dla naszego zwariowanego Charliego. A potem, na początku września, znalazłam na ulicy szczeniaczka. Maleństwu nadaliśmy imię Maya i szukaliśmy dla niej domu na tyle nieskutecznie, że w międzyczasie zdążyłam się do niej przywiązać i ostatecznie i ona została. Aktualnie mamy więc w domu małe zoo: dwa koty + trzy psy. I sporo sierści.

2. Bo Singapuru nigdy nie mamy dosyć. Bo to zawsze pewna odmiana od naszego wiejskiego życia na Bali w odległości zaledwie 2,5 godziny lotu. W ciągu ostatnich miesięcy byliśmy dwa razy. Odwiedzalibyśmy częściej, gdyby każda wizyta niepostrzeżenie nie kończyła się niespodziewanym nadwyrężeniem budżetu.

3. Bo całkiem często biegamy po balijskich bezrożach, dżunglach i polach ryżowych. Świetna sprawa, bo mamy szansę być w okolicach, o istnieniu których do niedawna nie mieliśmy pojęcia. Wszystko to w ramach Hash House Harriers. Określanego czasem jako „drinking club with running problem”.

4. Bo Flores i Komodo są uzależniające. Pojechaliśmy tam po raz pierwszy w lipcu, żeby niemal natychmiastowo zaplanować powrót w sierpniu. Nadal czujemy pewien niedosyt, więc niewykluczone, że trafimy tam raz jeszcze (albo dwa) w przyszłym roku.

5. Bo Bali zdecydowanie sprzyja odwiedzinom znajomych. Na brak gości nie możemy więc narzekać. Ale żeby aż 4 najbliższym przyjaciółkom udało się przyjechać na Bali w ciągu jednego roku, to rzecz niesłychana. Oby takich lat było więcej.

6. Bo dobrze mieszka się nam w Pererenan. Tak dobrze, że nie wyobrażamy sobie przeprowadzki nawet do pobliskiego Canggu. Na wyciągnięcie ręki mamy tradycyjną wioskę, plażę i pola ryżowe. Dzień zaczynam (w weekendy zaczynamy) zwykle od spaceru nad morze. Jest idealnie. Czego chcieć więcej?

7. Bo jeśli Bali, to balijskie ceremonie. O Nyepi zdążyliśmy jeszcze napisać, ale o Galunganie nie wspomnieliśmy ani słowa. Zdjęcia z ceremonii w Tenganan też leżą odłogiem i czekają na lepszy moment. Jest więc co nadrabiać.

8. Bo warto czasem zajrzeć do Jogji. Choćby po to, aby poprawić zdjęcia wschodu słońca z Borobudur. Jogję i okolicę udało mi się ponownie odwiedzić w maju. Do wschodu słońca nie miałam szczęścia, więc mam przynajmniej jeden dobry powód, aby jeszcze tam wrócić.

9. Bo bieganie wciąga. Nie tylko znaleźliśmy fajne trasy w naszej wiosce, ale przede wszystkim zaczęliśmy pakować buty sportowe niemalże na każdy wyjazd. To ostatnie to nowość. I uprzedzę pytanie – tak, upał męczy nas niemiłosiernie.

10. Bo jedne z najładniejszych indonezyjskich plaż znajdują się na Lomboku. Na południe Lomboku wybraliśmy się na początku maja i to był strzał w dziesiątkę. Udało się wszystko z wyjątkiem pogody. Udało mi się nawet wreszcie stanąć na desce.

11. Bo Nusa Lembongan jest tak blisko. To świetne miejsce na mały weekendowy wypad z Bali. Uskuteczniliśmy go w czerwcu i choć Lembongan bardzo zmieniła się w ciągu tych czterech lat, które minęły od czasu, kiedy byłam tam po raz pierwszy, to nadal fajnie jest odwiedzić tę małą wysepkę.

12. Bo od czasu do czasu lubimy po prostu posiedzieć w domu. Co nie znaczy, że samego domu nie zmienimy, bo w związku z budowami w najbliższej okolicy możemy niebawem spodziewać się efektu dolby surround. To z pewnością temat na osobną opowieść.

13. Bo zawsze chciałam pojechać na Alor. Już sama nazwa budziła we mnie przyjemne skojarzenia, a oglądane zdjęcia budziły zazdrość. Marzenie udało mi się spełnić pod koniec lipca.

14. Bo lubię czasem wejść na jakiś wulkan. W tym roku były tylko dwa zamiast planowanych czterech: balijski Batur na rozgrzewkę przed trudniejszym Agungiem. Na Agunga z pewnością wejdę raz jeszcze, bo na szczycie stanęłam z przeświadczeniem, że po drodze zgubiłam aparat, więc jedyne zdjęcia, jakie mam to te z telefonu. A planowany Rinjani na Lomboku i Tamborę na Sumbawie trzeba było odłożyć na rok przyszły. Zapomniałabym o Kelimutu na Flores. Odhaczone więc zostały trzy wulkany, nie dwa.

15. Bo nadal nie mamy dosyć Bali. Bywamy w znanych miejscach, odkrywamy nowe zakątki i odhaczamy kolejne punkty z naszej balijskiej bucket list.

 
 
 

To o czym mielibyście największą ochotę poczytać najpierw???

By |2017-02-07T19:27:52+00:00Listopad 29th, 2015|Bali, Indonezja, Tymczasem w Azji...|9 komentarzy

About the Author:

Fotografka i podróżniczka. Od wielu lat eksploruje Azję, a kilka lat temu swój nowy dom znalazła na indonezyjskiej wyspie Bali. Lubi życie z domieszką adrenaliny, śnieg i świeże sushi. Uwielbia swoje trzy balijskie psy. Nie lubi: nudy, braku szczerości i pomidorowej z ryżem. Na co dzień zajmuje się między innymi organizacją wyjazdów do Indonezji. I nie tylko tam.