• Kiedyś na nie było programów planowania rodziny, więc mieli dużo dzieci. Wierzyli, że to właśnie one przyniosą im bogactwo. Dziś utrzymanie i wykształcenie dzieci jest do wiele droższe, więc rząd wprowadził specjalny program z hasłem “dwoje dzieci wystarczy”. Ale Balijczycy i tak mają więcej. – śmieje się Ketut. – Ja mam siedmioro dzieci, 14 wnuków i 2 prawnuków, więc bywa i tak, że kiedy zbierzemy się wszyscy wraz z moim rodzeństwem i ich potomkami, zupełnie nie jestem w stanie zapamiętać ich imion!

Ketuta poznaję kilka lat temu, kiedy eksploruję północne zakątki Bali. Ta niezwykle pogodna osoba opiekuje się jedną z tamtejszych świątyń, Pura Dalem Jagaraga, czyli lokalną świątynią śmierci. Nie jest to świątynia najbardziej okazała, ale za to z charakterem. Kiedyś w jej miejscu funkcjonowała inna, która ucierpiała podczas podczas trzęsienia ziemi w XVII wieku, a potem została zniszczona w wyniku wojen z Holendrami. Mieszkańcy wioski postanowili świątynię odbudować, ale w zupełnie innym, unikalnym wręcz, stylu – w niewielu innych miejscach znajdzie się takie świątynne rzeźby i płaskorzeźby.
Mamy na przykład Holendrów, którzy przybyli samochodem; tych, którzy przybyli statkiem, jak również samolotem. A w środku można zobaczyć sceny z codziennego balijskiego życia: mężczyznę wspinającego się na drzewo, łowiącego ryby i dzieci bawiące się latawcem. – opowiada Ketut i pyta, czy widziałam gdzieś podobne płaskorzeźby. Faktycznie nie widziałam.

Ketut jest pemangku, czyli takim zwykłym balijskim kapłanem. Może nim zostać osoba z każdej kasty, ale trzeba się do tego przyuczyć i wziąć udział w odpowiednich ceremoniach, a zanim to nastąpi – trzeba zostać wybranym przez duchów przodków za pośrednictwem medium, którym może być na przykład inny . Taki pemangku prowadzi potem wszelkie ceremonie, z wyjątkiem tych najważniejszych, za które odpowiedzialny jest pedanda, czyli kapłan z najwyższej kasty. To właśnie pemangku spotkać można na ceremoniach oczyszczających (np. wtedy, kiedy ktoś wybuduje sobie dom), ślubach, pogrzebach zwykłych ludzi (nie tych z najwyższych kast) oraz wszelkich ceremoniach związanych z rytuałami przejścia.

Ketut zaczął się przygotowywać do zostania kapłanem zaraz po ślubie.
Kapłan może, a nawet powinien mieć żonę i dzieci, bo wierzy się, że dzięki małżeństwu może się pozbyć wielu negatywnych cech charakteru – wyjaśnia.

Zaczął studiować święte księgi i uczyć się na pamięć wszystkich mantr. Dziś może odprawić każdą z ceremonii, więc często bywa zajęty, szczególnie wtedy, kiedy jest sezon na przykład na śluby. Planował jeszcze nauczyć się białej magii, aby móc zostać balianem – balijskim uzdrowicielem, ale okazało się, że nie tak łatwo zdobyć informacje. – Inni baliani niekoniecznie chcą się nimi dzielić, najczęściej przekazują swoje umiejętności i wiedzę jedynie najbliższym. Być może dlatego, że biała magia nierozerwalnie związana jest z czarną. Aby móc walczyć z urokami, trzeba najpierw poznać to, z czym się walczy – zastanawia się pemangku – A niektórzy potem wykorzystują te umiejętności do złych celów.

Na co dzień, od ponad 20 lat, Ketut zajmuje się przede wszystkim świątynią Dalam Jagaraga. To w niej odbywają się specjalne ceremonie dla ducha zmarłej osoby, zanim trafi ona do małej świątyni przydomowej.
Przede wszystkim sprzątam i udzielam błogosławieństw. Wstaję rano, wypijam kawę, jem śniadanie i najpóźniej o godzinie ósmej rano jestem na miejscu. Mieszkam blisko, więc to nie problem. Czasem przychodzi ze mną syn lub wnukowie i razem usuwamy zeschnięte ofiarki z poprzedniego dnia, zamiatamy i doprowadzamy miejsce do porządku. Wracam dopiero wieczorem.

Tą świątynią od niepamiętnych czas zajmuje się właśnie ród Ketuta, a opieka nad nią przechodzi z pokolenia na pokolenie. Kiedy spotykamy się w 2019 roku, opowiada mi, że teraz do tej roli przyucza się jego młodszy kuzyn, a on sam najpewniej zakończy pracę w świątyni już pod koniec roku.

  • 73 lata to już słuszny wiek – śmieje się swoim bezzębnym uśmiechem. – Pora na następne pokolenia. Choć i tak będę tu pewnie od czasu do czasu zaglądać.