• Filipiny_Boracay_plaze, DSC_2314

Czy Boracay to raj?

Zamknij oczy. Zrelaksuj się. Wyobraź sobie spokojne turkusowe morze, o nieskazitelnie białym piasku, pokaźnych rozmiarów palmy i łódki leniwie kołyszące się na wodzie. Poczuj promienie przygrzewającego cały dzień słońca. Wyobraź sobie tłumy turystów wylegające późnym popołudniem na plażę. Jeszcze większe tłumy spacerujące wieczorem nadmorską promenadą. Setki najczęściej wielkich hoteli i restauracji wybudowanych nad brzegiem morza. Kakofonię, na którą składają się przemieszane dźwięki dobiegające z kilku restauracji, knajp i imprezowni. To wszystko , ulubiona wyspa Filipińczyków i wielu obcokrajowców, wielokrotnie zbierająca laury jako „jedna z najładniejszych plaż świata” czy przynajmniej „jedna z najładniejszych plaż Azji”.

Boracay nie ciągnęło nas przez długi czas, bo podskórnie czuliśmy, że to niekoniecznie miejsce dla nas i zamiast tego woleliśmy eksplorować mniej popularne wysepki. Nie przypominam sobie jednak żadnego spotkania z Filipińczykami, podczas którego prędzej czy później nie zapytano by nas z pełnym przekonaniem, że odpowiedź będzie pozytywna:

A na Boracay już byliście?
Nie… – odpowiadaliśmy, poprawiając się chwile później – JESZCZE nie byliśmy.
To koniecznie musicie to nadrobić!

Nadrobiliśmy na początku listopada korzystając z faktu, że każdemu z nas marzyło się po prostu zalegnięcie na plaży z książką (bądź Kindlem), bez komputera, internetu, tym samym bez pracy. Było pięknie. Słońce przyjemnie przygrzewało, turkus wody pięknie kontrastował z bielą piasku, a drinki wypijane w plażowej knajpce pod palmą smakowały wyśmienicie. Dopiero wieczorem przypomniały nam się najbardziej koszmarne chwile z pewnego wyjazdu nad polskie morze w samym szczycie sezonu, bo choć trudno w to uwierzyć, na Boracay zrobiło całkiem podobnie. Tłum na plaży zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do siły promieni słonecznych tak, że po zachodzie słońca ciężko było iść promenadą nadmorską swoim własnym tempem. Tłum okupował okoliczne knajpy, bary, lepsze i gorsze restauracje. Tłum był wszędzie wokół, a hałas utrudniał życie tak skutecznie, że gdyby istniała możliwość powrotu do Manili samochodem, skorzystałabym z niej w trybie natychmiastowym. Następnego ranka zaświeciło słońce, wylegliśmy na plażę z kolejnymi książkami i drinkami i znowu było całkiem przyjemnie.

Ciężko jednoznacznie ocenić, czy na Boracay warto się wybrać, czy raczej sobie to miejsce odpuścić, bo:

– Boracay jest faktycznie oblegane i znam takich, którzy z nostalgią wspominają czasy sprzed lat, kiedy na plażach nie dominowały jeszcze wielkie hotele. Nie znaczy to jednak, że nie ma możliwości znalezienia cichego zakątka. Najbardziej popularną plażą jest White Beach i to tam koncentrują się hotele, restauracje i największy tłum, ale na wyspie są również inne plaże, gdzie można poszukać spokojniejszych miejsc. Poza tym problem tłumu występuje głównie w godzinach późnopopołudniowych i wieczornych, bo dominujący wśród turystów Filipińczycy, Koreańczycy i Japończycy nie są największymi amatorami słońca. W ciągu dnia plaże są niemalże puste;

– hotele na Boracay należą raczej do tych z wyższej lub górnej półki i rzadko kiedy nastawiają się na turystów „budżetowych”, ale to nie znaczy, że przy odrobinie zaangażowania i szczęścia nie znajdziesz czegoś innego;

– na Boracay relatywnie łatwo dotrzeć – wystarczy lot do Caticlan i kilkunastominutowa przeprawa łódką, a potem kolejne kilkanaście minut w samochodzie lub trycyklu, aby znaleźć się na jednej z rajskich plaż. Można rozważyć też lot do Kalibo, ale wydłuży to podróż o kolejne 2 godziny spędzone w autobusie, choć czasem również znacząco obniży koszty, szczególnie w przypadku lotu powrotnego;

– choć wszystko jest kwestią gustu, potwierdzam, że na Boracay faktycznie są najładniejsze filipińskie plaże. Równie ładne widziałam jedynie w okolicach Siargao i w Pagudpud na północy Luzonu, ale niestety tam w porównaniu do Boracay, jest trudniej dojechać.

Czy zatem Boracay to raj? Wszystko zależy od Ciebie i tego, jakiego raju szukasz.

  • My też myśleliśmy o Boracay ale znajomi nas tymi tłumami nastraszyli/odstraszyli bo w końcu teraz tutaj jest lato więc wszyscy się tam wybierają :P na szczęście tutaj też są białe plaże i ludzi jakby mniej… chociaż właścicielka naszego pensjonatu twierdzi inaczej i z przerażeniem obserwuje powolny ‚zalew’ turystami. ps spróbowaliśmy polecanego również u Was na blogu jeśli dobrze pamiętam KaLui w Puerto i jesteśmy zachwyceni :) trzeba się było naczekać trochę na miejsce ale było warto.Pozdrawiamy!

  • przyjemności na Palawanie Asiu!!!
    p.s. zawitacie jeszcze do Manili?

  • dziękuję! :) w Manili będziemy w piątek rano ale tylko na lotnisku w ramach przesiadki z Cebu Pacific na popoludniowy samolot do Wawy…

  • :( to niedobrze:(

  • Paulina Kwaśniewska via Facebook

    Boracay to NIE raj!!! Mialam okazje byc zaraz za hotelami :-

  • Ula Fiedorowicz via Facebook

    Byłam na Boracay tylko dlatego, że trafiłam na bilet za kilka dolarów. Nie wróciłabym, bo rzeczywiście jest nudno, turystycznie i wiem, ze Filipiny maja znacznie wiecej do zaoferowania, ale to był jedyny moment w podróży, kiedy mogłam przeleżeć dzień na plaży i to się udało ;)

  • Paulina Kwaśniewska – nie trzeba nawet być za hotelami, żeby zobaczyć choćby żebrających Aeta:(
    Ula Fiedorowicz – no my trafiliśmy z podobnych przyczyn i z podobnym nastawieniem i zgadzam się w 100% a tym, że Filipiny mają znacznie więcej do zaoferowania:) Ale z drugiej strony mam świadomość, że oprócz zatłoczonej White Beach ja Boracay właściwie nie znam, bo nastawiając się na plażowe lenistwo, faktycznie spędziłam większość czasu na plaży i nie mam pojęcia, czy Boracay oferuje cokolwiek poza tym… Jeśli ktoś ma jakąś wiedzę w tym zakresie, wskazówki mile widziane:)

  • Mietek

    Chyba jednak nie jest raj, chociaż na Twoich zdjęciach tak wygląda.
    Właśnie sobie skojarzyłem że nigdzie na Filipinach nie widziałem żaglówek.
    Na Alona Beach rozmawiałem z jednym ekspatą i powiedział że ma zamiar sprowadzić sobie katamaran i będzie to pierwsza łodż z żaglem na tej wyspie. Ciekawe czemu tak jest bo warunki do żeglowanie wyglądają znakomicie.

    • Ciekawa sprawa z tymi żaglówkami… bo też faktycznie nie widziałam nigdzie poza Boracay…

  • wiem, wiem! mam nadzieję, że się uda gdzieś, jakoś, następnym razem spotkać :)! świat jest jednak mały :) Nam też ogromnie szkoda, że nie damy rady dolecieć na Bohol… ale i tak Palawan okazał się na tyle ciekawy, że w sumie się cieszymy, że tu zostaliśmy ;) nawet ładno/brzydkie Puerto nam się podobało. Na Boracay często wybywają ludzie ode mnie z pracy ale tylko na weekend więc w sumie nic więcej o wyspie nie wiedzą i chyba tak traktuje ją większość.

  • Jezu, odkąd tutaj zawitałem, to moje marzenia o Azji są czterdzieści razy większe. Serio. Zostaję :)

    • Trzymam kciuki za realizację marzeń:)))
      Rozumiem, że od czasu do czasu mam wrzucac plażowe zdjęcia;)
      pozdrawiam!

  • Na Boracay byłam bodajże w 2004 roku i już wtedy wiedziałam, że ta jedna noc tam wystarczy, uciekliśmy na Coron Island. Dla mnie za dużo ludzi!

    • Sama jestem ciekawa, czy da się tam znaleźć spokojniejsze zakątki….?
      p.s. jeśli ktoś coś wie na ten temat, proszę o info:)

  • Ja też mam nadzieję i jak znam życie, to wiem, że wszystko jest możliwe! Jeszcze raz życzę przyjemności i do zobaczenia gdzieś tam kiedyś….

  • i jeszcze podzielę się dzisiejszą przygodą… bardzo podobną zresztą do tej z taksówkarzem z Makati. Dzisiaj płynęliśmy na plażę Natnat i w najlepsze rozkoszowaliśmy widokami… a tu nagle widzimy, że nasz pan łódkowy przybija do brzegu prywatnej wyspy i zagaduje do mieszkającego tam samotnika i pyta o drogę (!!!). Dobrze, że nie zapytał nas :P jak się już dopytał to zawrócił i dopłynęliśmy do właściwej wyspy. Miał nas odebrać popołudniu i przetransportować do El Nido ale w razie czego mieliśmy już awaryjny plan gdyby się nie zjawił. O dziwo, nie tylko przypłynął ale też był na czas! Na początku był w ogóle problem, żeby go oderwać od sjestowania i namówić, żeby nas zabrał :P no cóż, jak to mówią: it’s more fun in the Philippines :)!

  • hahaha;) hasło „it’s more fun in the Philippines” nie bez powodu zrobiło tutaj zawrotna karierę;))))

  • Na Boracay nie byłam (wybraliśmy inny kierunek właśnie ze względu na powtarzające się informacje o tamtejszych tłumach) za to na Palawanie, w pobliżu El Nido byliśmy na plaży, która według Filipińczyków i mojego oka porównującego do powyższych zdjęć, jest bardzo podobna do tej na Boracay :-) Baaardzo długa, palmy piękne i majestatyczne, piasek biały, tylko… ludzi prawie nie ma! To samo tyczy się prowadzącej do plaży drogi- też jakby jej nie było (pewnie stąd przyjemne pustki na plaży). Polecam bardzo Nacpan Beach.

    • Jak tylko będzie okazja:) Dzięki:)
      Takie ładne plaże się zdarzają, tylko w przeciwieństwie do Boracay, nie ma tam zwykle takiej „infrastruktury turystycznej”, a to jest właśnie jeden z powodów przyciagających dzikie tłumy. Jestem ciekawa, jak bedzie za tydzień, bo co 2. Filipińczyk, z którym mam okazję rozmawiać nt. sposobu spędzenia Wielkanocy, wspomina o Boracay. Sprawdzać osobiście nie będę;)

  • Witam Pani Aniu
    super blekit ze zdjec, szczegolnie powalilo mnie zdjecie ostatnie, z woda turkusowa.
    tej plazy nie widzialem, ale Pani opowiesc przypomina mi plaze Grecji z czasu gdy bylem maly i podrozowalem z rodzicami. Wtedy miasteczko w ktorym mieszkalismy bylo swietne pod katem praktycznie wszelkich aspektow zabawy. Super plaza, zero turystow, super slonce, jedzenie, gaje pomaranczowe, czysta woda, czysty piasek, knajpki nad woda z lokalnym jedzeniem, lody.
    bedac tam kilka lat temu… bylem zdruzgotany. wielkie hotele, brudna woda, glosno i po prostu zniszczono urok miejsca

    ( przepraszam za brak Polskich znakow, nie wiem jak je tu poprawiac na Pani blogu, nie dziala ta funkcja)
    pozdrawiam, czekam na kolejne newsy

  • Agnieszka

    doczekałam się :)
    mnie się Boracay niezmiennie podoba :)
    Diniwid Beach jest podobno zaciszna/kameralna, a blisko do stacji 1.

    • Aga, czy to znaczy, że Ty w tej chwili jesteś na Filipinach???:)))
      Przyjemności!
      Pozdrawiam!

      • Agnieszka

        hej Aniu :)
        doczekałam się, ale Twojej relacji z Boracay :) Filipiny niestety nadal w kolejce :(
        Nadrabiam zaległości, ale już wylookałam, że ponownie Boracay się pojawiło :)
        dla mnie jest przecudowne :) :)

        • A bo my tam niedawno wróciliśmy:)
          Za pierwszym razem trafiliśmy nieciekawie – do Stacji 1, więc zamiast zrelaksować się i odpocząć, wróciliśmy jeszcze bardziej zmęczeni z powodu hałasu i dzikich tłumów;)
          A tym razem było prawie że idealnie i w tej sytuacji zamierzam tam jeszcze wrócić, tym bardziej, że trudno o podobne miejsca w innych częściach Filipin;)
          Trzymam kciuki, aby i Tobie udał się wyjazd:)))

          • Agnieszka

            Aniu, zazdroszczę :) od powrotu na Boracay zaczęłam nadrabiać zaległości na blogu :) cudne foty :) pozdrawiam serdecznie!

  • Jasiu

    Dobrze napisane-wszystko zalezy jaki sie ma budzet,co sie lubi i czy probuje sie w 3 tygodnie zobaczyc cale Filipiny czy sie szuka miejsca zeby 3 tyg nic nie robic – ja uwielbiam Boracay i np Waikiki bo czuje sie tam bezpiecznie i nigdy mi sie nie nudzi gdy podrozuje sam- latwo spotkac ludzi i wszedzie jest blisko,nie trzeba sie meczyc – resorts sa dla rodzin ,hostele dla backpackers a jak sie nie ma kasy to sie siedzi w domu :-)

  • TAKA PRACA SIĘ OPŁACA..:-d

  • ;) a przynajmniej daje nieco przyjemności;)

  • Pawel Usarek via Facebook

    Zależy kto czego szuka :) dla mnie zdecydowanie raj :)

  • Mietek

    @ „jak sie nie ma kasy to sie siedzi w domu” – i przegląda blogi takie jak ten :)
    dobrze że są!

  • Lądowanie w Caticlan ;) przyjemność ;) na Borracay byłem 3 lata temu ;) warto ;)

  • Adrian

    Będziemy od 22 kwietnia przez 4 …5 dni. Mam nadzieję na raj ;)

  • Łasica

    A mi się i tak podobało. Warto zwiedzić też drugą stronę wyspy, o której turyści całkiem zapomnieli. Tam jest prawdziwe Boracay…

    • „Prawdziwe” Boracay to tych kilku Aeta, których spotkać można wzdłuż promenady. A druga część wyspy bynajmniej nie jest zapomniana przez turystów. Poza kilkoma resortami, postrzegana jest przez Filipińczyków jako część „budżetowa”, przeznaczona dla turystów z mniej zasobnym portfelem. Stąd mniejsze zainteresowanie i gorsza infrastruktura.

  • Karolina

    Czesc ! :)))) mieszkam w Singapurze , I wlasnie za tydzien Dokladnie 8 sierpnia lecimy z mezem na Boracay :)
    Czy jest ktos tam z ” Naszych ” !? Super bylo by sie spotkac :))) pozdrawiam serdecznie :)) karolina