Powiedział mi ekspata: Dubaj, Zjednoczone Emiraty Arabskie

/, Powiedział mi ekspata, z/Powiedział mi ekspata: Dubaj, Zjednoczone Emiraty Arabskie

Powiedział mi ekspata: Dubaj, Zjednoczone Emiraty Arabskie

Codzienny chłód klimatyzacji i skwar pustyni. Przepych, bogactwo, szklane drapacze chmur, ekskluzywne centra handlowe, ociekające złotem hotele i baraki taniej siłej roboczej. O życiu w Dubaju, kiedyś niepozornym punkcie na mapie świata, dziś mieście bijącym wszelkie rekordy Guinessa, opowiada .

Asiu, byłaś już na Burj Khalifa? Jak wrażenia?

Świetnie trafiłaś Aniu, ponieważ ostatnio miałam przyjemność ponownego podziwiania widoków z 124 piętra Burj Khalify.

Przyznam Ci się, że tym razem, będąc świeżo po lekturze książki „Dubai. The story of the worlds fastest city”, spoglądałam na miasto z zupełnie innej perspektywy. Stałam tam, tuż obok tabliczki informującej o kolejnym pobitym rekordzie Guinessa i poczułam niespodziewany przypływ fascynacji. Fascynacji Dubajem – niepozornym, nic nieznaczącym niegdyś punktem na mapie, który z dnia na dzień zaistniał na planszy politycznej i ekonomicznej świata oraz w świadomości przeciętnego człowieka. Tak naprawdę znokautowała mnie wyobraźnia przywódców, bez których odważnych decyzji to miasto nie miałoby najmniejszych szans, aby udźwignąć się z piasku.

Uświadomiłam sobie wtedy, że inaczej jest stanąć „At The Top” bez większej znajomości miasta i jego historii, a inaczej kiedy znasz je już praktycznie od podszewki. Stałam tam i nie widziałam, tak jak za pierwszym razem, tylko zapierającego dech w piersiach widoku, kolejnych wieżowców, pobitych rekordów, szalonych pomysłów wprowadzanych w życie. Tym razem oczami wyobraźni widziałam sceny z przeszłości miasta. Epidemię głodu, zmagania mieszkańców z każdym kolejnym dniem, pierwszą zaświeconą żarówkę w czasach, kiedy Zachód podbijał już kosmos, połowiaczy pereł oraz marzenia pewnego człowieka, który zaryzykował wszystko, aby zmienić los mieszkańców.

1Skąd w ogóle pomysł przeprowadzki do Dubaju?

Pomysłu nie było. Był za to zwykły przypadek czy zbieg okoliczności, a prędkość wydarzeń nie pozwoliła mi na większe planowanie, czy stworzenie listy „za i przeciw”. Niecały miesiąc po wylądowaniu w Irlandii, trafiłam na interesującą ofertę pracy, jak się dopiero później okazało, w Dubaju. Poszłam więc na rozmowę kwalifikacyjną, którą udało mi się przejść. Po powrocie do domu sprawdziłam lokalizację miasta na mapie świata oraz czy firma, w której przyjdzie mi pracować rzeczywiście istnieje. Na moje szczęście istniała.

Pamiętasz jeszcze swoje pierwsze chwile w Emiratach?

Oczywiście. Są to piękne wspomnienia, choć otulone lekką mgiełką pędzącego czasu. Pamiętam towarzyszące mi uczucie ekscytacji, gdy po raz pierwszy podziwiałam miasto z lotu ptaka, pierwsze spojrzenia na architektoniczne wymysły i magiczne nawoływanie muezina, kiedy stałam na balkonie próbując zrozumieć przebieg ostatnich wydarzeń. Od wspomnianej rozmowy kwalifikacyjnej czas skurczył się niesamowicie i była to pierwsza chwila, kiedy mogłam złapać oddech.

5Wiesz, że kiedy zastanawialiśmy się nad sensem burzenia naszego życia w Polsce, zacytowano nam dokładnie to samo zdanie Marka Twaina, które usłyszałaś i Ty: „Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś.”? Były momenty, kiedy żałowałaś swojej decyzji?

Tęskniłam to fakt, nie raz chciałam też spakować walizkę i wracać do Polski, przechodziłam różne, nie zawsze przyjemne momenty, ale nawet podczas największego kryzysu nie żałowałam. Czasem tylko zastanawiam się, jak potoczyłyby się moje losy, gdybym tamtego dnia nie odwiedziła biura pracy. Czy wciąż przeznaczenie rzuciłoby mnie w te regiony, czy wyruszyłabym w podróż dookoła świata, która miała być kolejnym etapem po pracy w Irlandii? Teraz zawieje trochę tanim romansidłem, ale to właśnie tutaj też odnalazłam swoją drugą (aczkolwiek wciąż polską) połówkę, więc powtórzę jeszcze raz: nie żałowałam nawet przez moment.

3 może fascynować?

Może i myślę, że nawet powinien. Mnie fascynuje wciąż, mimo tego, że jestem tutaj już siedem lat. Myślę jednak, że granica pomiędzy fascynacją a osądem i kpiną jest w tym przypadku naprawdę bardzo cienka.

Wielu ludzi zbyt szybko ocenia miasto będąc tutaj zaledwie kilka dni, jeśli w ogóle. Jak często słyszy się opinie, że jest płytki, kiczowaty, bez duszy i historii, zachłyśnięty własnym bogactwem? Jeśli już tak bardzo generalizujemy, nie analizując poszczególnych czynników wpływających na daną ocenę, nie pozostaje mi nic innego, niż stanąć w jego obronie.

Myślę, że warto mieć na uwadze fakt, że jeszcze 50 lat temu to miasto praktycznie nie istniało. I mimo tego, że ze względu na ulotność pustyni, przeszłości nie można odczytać z murów miasta, to historia tego regionu sięga daleko wstecz. Wystarczy tylko troszkę chcieć, aby ją poznać. Poza tym, dwa ostatnie pokolenia mogły na własne oczy obserwować progres większy i szybszy niż jakikolwiek inny kraj arabski doświadczył przez 700 lat, dlatego też myślę, że każdy kolejny rok, każde przedsięwzięcie warte jest, jeśli nie popadania w zachwyt nad osiągnięciami, których niejedno miasto po cichu zazdrości, to przynajmniej chwili uwagi.

Z czym najtrudniej było się Tobie oswoić?

Wydaje mi się, że nie mam większych problemów z adaptacją w nowym miejscu, jednak rzeczywiście był taki moment, kiedy zatęskniłam za przyrodą oraz małomiasteczkową atmosferą. Wtedy też wszystko dookoła zaczęło mnie irytować: czternasto pasmowe autostrady, niezrozumiałe zakazy, nakazy, tradycje. Wieczne tłumy, centra handlowe czasem przypominające wybieg dla modelek, anonimowość i życie na pokaz.

Tyle, że z biegiem czasu myślę, że to wszystko było efektem dobrowolnego wrzucenia się na głeboką wodę i porzucenia wszystkiego, co znałam i uważałam za normalne. Teraz jestem przekonana, że nawet tutaj można być po prostu sobą. Niezależnie od tego, jakie przesłanie niosą za sobą te słowa.

7A pogoda? Jak znosi się tamtejsze upały? Jaką rekordową temperaturę zanotowano w Dubaju?

Klimatyzowane miasto. Z takim określeniem spotykam się dosyć często, ponieważ klimatyzacja jest nieodłącznym elementem codzienności. Bez niej życie w okresie letnim byłoby nie do zniesienia. Na początku było to dosyć ciekawym doświadczeniem, kiedy temperatury na zewnątrz przekraczały 40 stopni, a wewnątrz panował nie zawsze przyjemny chłód. Pewnie nie uwierzysz, ale chyba nigdzie tak nie zmarzłam, jak właśnie w Dubaju. Przez pierwsze dwa lata systematycznie chorowałam, ponieważ mój organizm nie radził sobie z takimi skokami temperatur.

Wbrew pozorom, poza sezonem letnim, temperatury na zewnątrz są bardzo przyjemne i rzadko kiedy spadają poniżej 20 stopni.
Natomiast, jeśli chodzi o rekordy: w mieście 47.5 stopni, na terenie kraju 51.4.

Przeczytałam kiedyś, że „Dubaj to chyba raj na ziemi… jest ciepło, są palmy i piękne budynki…” – zgodziłabyś się z tym stwierdzeniem?

Raczej nie. Ładne widoki to trochę za mało, nie uważasz? Poza tym ‘rajskie miasto’ jest dla mnie bardzo ciekawym oksymoronem, bo o ile raj powinien kojarzyć się z palmami, piękną pogodą, wyrwanymi morzu piaszczystymi plażami, tak już niekoniecznie z miejską urbanizacją. Nawet tak fantazyjną i futurystyczną, jaką spotkać można tutaj.

Pomijając nawet klimat i architekturę, wciąż nie jestem w stanie, bez wyrzutów sumienia, przypisać temu miastu rajskich atrybutów. Dubaj nie jest idealny i nigdy nie będzie. Wbrew pozorom nie wszystko tutaj jest czarne lub białe. Nie wszystkim żyje się beztrosko i nie każdy jest milionerem jeżdżącym lśniącym ferrari z tygrysem na przednim siedzeniu (sic!). Nie ma na świecie miasta idealnego, pozbawionego kontrowersji, sprzeczności czy ciemnych stron ukrytych z dala od głównej, błyszczącej arterii. Im szybszy rozwój, tym większe konsekwencje i wyzwania, z którymi zmierzyć musi się miasto, a pewnych spraw utrzymać pod kontrolą po prostu się nie da.

11-1Widziałam kiedyś zdjęcia z lat 90-tych XX wieku, na których Dubaj był przede wszystkim pustynią… To miasto faktycznie zmienia się w tak obłędnym tempie?

Dubaj przeżył swój boom rozwojowy kilka lat temu, kiedy budynki powstawały dosłownie znikąd, agencje nieruchomości prześcigały się w ofertach, a gotowe wieżowce stały puste, ponieważ elektrownie nie nadążały z dostawą prądu. W przeciągu tych siedmiu lat rozmiar Dubaju powiększył się czterokrotnie, podwoiła się też liczba mieszkańców.

Wrócę jeszcze na moment do moich pierwszych dni w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. W miejscu dzisiejszego „Downtown” znajdowały się wtedy tylko fundamenty Burj Khalify. W tamtym czasie jedno piętro wieżowca powstawało w trzy dni. Dzisiaj, czyli siedem lat później, świetnie funkcjonuje już nowe „Stare miasto”, czyli centrum Dubaju, największe pod względem powierzchni centrum handlowe na świecie (z kilkoma dodatkowymi rekordami Guinessa w środku i w okolicy) oraz kilka dzielnic o całości porównywalnej do rozmiarów małego miasteczka. A mowa tylko o niewielkiej części miasta.

Warto jednak tutaj wspomnieć, że to szejk, będący głową emiratu Dubaju, podejmuje wszelkie decyzje. Ustawy, czy projekty nie są zatwierdzane przez parlament i szereg specjalistów, dlatego też w obłędnym tempie powstawały wyspy w kształcie palm i świata, całe dzielnice mieszkaniowe czy chociażby Burj Khalifa. Nie było tutaj nikogo, kto mógłby odrzucić dany projekt. Nie było ekologów, którzy mogli uratować bogatą morską faunę i florę, a tym samym wstrzymać budowę. A im bardziej niemożliwe do realizacji było przedsięwzięcie, tym lepiej – oznaczało to bowiem brak konkurencji na rynku.

Niektórzy twierdzą, że kryzys gospodarczy pojawił się w odpowiednim momencie. Ze względów finansowych wiele projektów zostało wycofanych, wiele firm zbankrutowało. Dubaj zastopował. Znalazł czas na złapanie oddechu, przejrzenie swoich priorytetów, skupieniu się na innych aspektach życia, na kulturze, rozwoju edukacji, służbie zdrowia oraz rodowitych mieszkańcach, którzy nie rzadko z przerażeniem przyglądali się dokąd zmierza ich rodzinne miasto.

Mimo wszystko miasto wciąż się rozwija, choć już w spokojniejszym tempie, niż miało to miejsce kilka lat temu. Kolejnym krokiem, po architektonicznym boom’ie, jest ‘droga do oświecenia’ Dubaju, czyli odtworzenie antycznego ducha nauki i tolerancji, którego archetypem stała się hiszpańska Cordoba. Ciekawe co z tego wyjdzie.

9Przeciętnemu człowiekowi Dubaj zwykle kolarzy się z przepychem, bogactwem, czy wręcz wyniosłością; ze światem szklanych drapaczy chmur, ekskluzywnych centrów handlowych i ociekających złotem hoteli. Jak mieszka się w takim miejscu na co dzień?

Niestety nie będę tutaj najlepszym przykładem typowego rezydenta Dubaju, ponieważ nie prowadzę rutynowego stylu życia i połowę miesiąca spędzam zazwyczaj poza granicami kraju. Ale kiedy już jestem na miejscu, wtedy – może teraz Cię zawiodę – żyje się całkiem normalnie. Naprawdę. Skusiłabym się nawet na określenie: europejsko lub uniwersalnie, ponieważ życie tutaj nie odbiega tak bardzo od znanych nam norm, może poza jednym szczegółem: rzeczywiście żyje się na wyższym poziomie. Do tego sprzyjające warunki atmosferyczne za oknem, pustynia i plaża praktycznie za rogiem, sprawiają, że czasami wciąż czuję się tutaj jak na wakacjach.

W Dubaju cały świat jest praktycznie na wyciągnięcie ręki. Mnie osobiście bardzo podoba się ta multikulturowość, która sprawia, że z każdym kolejnym dniem zmniejsza się dystans pomiędzy mną a resztą świata. Znikają niewidzialne bariery, wypracowuje się jeden wspólny język, gesty, które w jakiś nieznany nam sposób jednoczą nas wszystkich.

Poza tym, niezależnie od pochodzenia i wiary, myślę, że panuje tutaj poczucie ogólnego bezpieczeństwa. Przykładowo , jak większość krajów arabskich, teoretycznie nie uznają Izraela, jednak rzeczywistość (wbrew polityce zagranicznej kraju) przedstawia się troszkę inaczej. Linie lotnicze serwują koszerne posiłki, w mieście świetnie funkcjonuje kilka sklepów, których właścicielami są Izraelczycy, na konferencji dotyczącej diamentów głównym mówiącym był właśnie Żyd. To tylko dowód na to, że Dubaj odnosi sukcesy nie tylko dzięki inwestycjom, ale również dzięki szeroko pojętej tolerancji, nawet jeśli jest ona nieoficjalna i pod względem otwartości na inne kultury raczej nie ma sobie równych.

Nie każdy zdaje sobie sprawę z faktu, że w tym wybitnie multikulturowym społeczeństwie Dubajczycy stanowią jedynie 17% mieszkańców. Mają w związku z tym określone przywileje?

Wyczytałam ostatnio, że Dubajczyków w mieście jest jeszcze mniej, bowiem około 5%, natomiast 17% stanowią wszyscy obywatele Zjednoczonych Emiratów Arabskich na terytorium kraju.

Czy Dubajczycy mają przywileje? Całą masę.
Zaczynając od pokaźnej kwoty w wysokości ok. 55 000 US$, będącej roczną dotacją przysługującą przeciętnemu Emiratowi oraz darmowej ziemi, przez dofinansowania przeznaczone na paliwo i jedzenie, zniżki na opłaty za prąd i darmową wodę, po darmową opiekę zdrowotną, edukację (wliczając w to studia zagranicą). Żonatym Arabom przysługuje nieopodatkowany kredyt, a ślub dofinansowany jest kwotą w wysokości ok. 20 000 U$. Dodatkowym zastrzykiem gotówki jest sponsorowanie zagranicznych interesów, które powinny być wspierane lokalnym partnerstwem. Jestem przekonana, że do całego pakietu przywilejów dochodzi kilka tych mniej oficjalnych – prawnych, ekonomicznych, biurokratycznych, o których głośno się nie mówi.

Ach, i zapytaj tego przeciętnego Emirata, czy wie co to są podatki.

6-6Pozostałe 95% ludności emiratu to obcokrajowcy. Powiedziałaś nawet kiedyś, że „Dubaj to świat, w którym króluje język angielski i obcokrajowcy”. Dużo osób z zagranicy decyduje się na zmianę adresu na dubajski?

Myślę, że powyższe statystyki mówią same za siebie. Dwa miliony mieszkańców z prawie dwustu krajów świata. To całkiem niezły wynik, zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie, że jeszcze 15 lat temu o Dubaju słyszeli tylko nieliczni.

Dużo osób decyduje się na zmianę adresu, jednak na pewno jeszcze więcej żyje niespełnionymi marzeniami. Wydaje mi się, że Dubaj to taki arabski odpowiednik naszego amerykańskiego snu. To tutaj spełniają się marzenia, urzeczywistniane są fantazje, rozwijane skrzydła, trawa jest bardziej zielona (nawet na pustyni!), a szisza smakuje zdecydowanie lepiej. Ale tak poważniej: czasem powodem imigracji mogą być większe zarobki lub kariera, a innym razem tylko takie przyziemne wartości, jak wolność, azyl, istnienie jakichkolwiek praw człowieka, czy zalążek tego, co my nazywamy równouprawnieniem kobiet.

Dlaczego warto zamieszkać w Dubaju?

Ponieważ jest tutaj wszystko to, co znajduje się w każdej większej metropolii. Z małym dodatkiem – ma świetną lokalizację na mapie świata i zazwyczaj świeci słońce. Poza tym, wyczytałam ostatnio w lokalnej gazecie, że według najnowszego raportu stworzonego na potrzeby ONZ, Zjednoczone Emiraty Arabskie są najszczęśliwszym krajem arabskim, a 14 w światowym rankingu. Niezależnie od metodologii wykorzystanej do przeprowadzenia powyższych badań – myślę, że to wystarczający powód, aby rozważyć propozycję zamiany adresu na dubajski. Chociażby na okres próbny.

6Czy wszystkim żyje się równie komfortowo?

Nie. I myślę, że ten temat jest jedną z większych kontrowersji i bolączek miasta. Dubaj jest niestety idealnym dowodem na to, że podział rasowy wciąż ma się bardzo dobrze, a zwolennicy stwierdzenia, że ‘niewolnictwo XXI wieku’ nadal istnieje – szybko znajdą tutaj potwierdzenie swoich tez.

Przede wszystkim przedstawiciele krajów tj. Indie, Pakistan, Bangladesz, czy Chiny wykorzystywani są jako tania siła robocza. Za beznadziejne stawki pracują w pocie czoła na dwunastogodzinnych zmianach i mieszkają w barakach poza granicami miasta. O komforcie mogą pomażyć, o prawach i równouprawnieniu również. Znajdują się na najniższym szczeblu miejskiej piramidy i dla większości tak naprawdę nie istnieją. Może ta informacja nie byłaby szokującą, gdyby nie fakt, że ich odcięcie od życia miasta jest posunięciem jak najbardziej świadomym.

Przykładem może być tutaj fakt, że miasto, aby zredukować niekorzystny dla wizerunku Dubaju, obraz robotników w popularnych wśród turystów miejscach, zadecydowało, że wszystkie miejskie autobusy będą omijać dzielnice robotnicze szerokim łukiem w ich dniu wolnym od pracy. Przy zarobkach porównywalnych do 1000 PLN i całej rodzinie w rodzinnym kraju na utrzymaniu, wycieczka taksówką do centrum naprawdę nie wchodzi w grę.

Przykre, ponieważ to oni zbudowali i wciąż budują miasto, do którego praktycznie nie mają wstępu.

Jak wygląda dubajski rynek pracy?

Rynek pracy jest specyficzny i dla Europejczyków ograniczony raczej do wąskich specjalizacji. Prace na niższym szczeblu za niskie wynagrodzenie przeznaczone są głównie dla Azjatów, w następnej kolejności dla Afrykańczyków oraz Arabów z Północnej Afryki i Bliskiego Wschodu. Pracodawca pełni rolę sponsora i zazwyczaj zapewnia wymagane minimum, tj. zakwaterowanie, urlop, bilet lotniczy do miejsca zamieszkania oraz ubezpieczenie zdrowotne. Warto pamiętać, że tzw. sponsoring związany jest z otrzymaniem wizy, dlatego też zmiana pracy, będąc już na miejscu, może wiązać się z trudnościami uzyskania nowego pozwolenia na pobyt w kraju. Co nie oznacza, że jest to niemożliwe.

4Jak oceniasz szanse na znalezienie pracy w Dubaju? Osoby jakich specjalizacji znajdą ją najszybciej?

Szanse są duże, jednak przede wszystkim dla wykwalifikowanych specjalistów. Wysoko ceni się osoby z wyższym wykształceniem, specjalizacjami oraz z, zazwyczaj wymaganym, doświadczeniem w danym zawodzie. Osoby zajmujące się finansami, przemysłem lotniczym lub branżą budowniczą myślę, że mają największe szanse na znalezienie pracy.

Zjednoczone Emiraty Arabskie to na tle innych krajów muzułmańskich bardzo liberalne miejsce, ale i tak zapytam: co jest dozwolone, a co jest absolutnie zakazane?

Haram, czyli zakazane jest: publiczne okazywanie uczuć, nadmierne eksponowanie ciała, spożywanie alkoholu bez posiadania licencji, homoseksualizm, seks przedmałżeński, posiadanie i spożywanie narkotyków oraz innych środków odurzających, bluźnierstwo wobec islamu, obraza lub negatywne wyrażanie się o szejku. Nie ma też kasyn, ponieważ islam zabrania uprawiania hazardu i studia tatuaży, ponieważ haram jest poddawanie się oraz wykonywanie jakichkolwiek zabiegów, które z medycznego punktu widzenia nie są niezbędne dla życia.

I teraz troszkę przewrotnie.
Z powyższej listy wymienię kilka przykładów, które w mniejszym lub większym stopniu są tolerowane: Alkohol jest i to stosunkowo łatwo dostępny. Są prostytutki i ponoć też miejsca, gdzie spokojnie można pograć w pokera za pieniądze. Homoseksualizm jest i ma się bardzo dobrze. Jumeirah Road wypełniona jest klinikami specjalizującymi się w plastycznych operacjach. Zachodni, nawet skromny ubiór jest tolerowany na plażach i w innych określonych miejscach. Naprawdę trzeba mocno przesadzić, aby zwrócono Ci uwagę.

Jak sama widzisz – nic tutaj nie jest czarne lub białe. Oczywiście każdy z tych występków jest łamaniem lokalnego prawa, jednak łamane na drobną, niezauważalną skalę, nie stanowią (zazwyczaj) większego problemu dla funkcjonariuszy policji. Może poza małym wyjątkiem – obraza islamu, władców i rodowitych mieszkańców nie jest tolerowana i grozić może za to, jeśli nie więzienie, to przynajmniej eksmisja. Seks przedmałżeński nabiera mocy prawnej „tylko” wtedy, kiedy kobieta pada ofiarą gwałtu. Niestety często jest tak, że przed wymiarem sprawiedliwości staje wtedy ona, nie sprawca.

fot. Kamila Śleboda

fot. Kamila Śleboda

A poza tym jak żyje się kobietom? Czy obowiązują je szczególne zasady?

Pomijając na moment negatywne dla nas strony prawa szarjatu, którego przykładem był gwałt potraktowany jako stosunek przedmałżeński – kobietom w Dubaju żyje się dobrze.
Przeczytałam ostatnio nawet opinię, że mamy tutaj status praktycznie świętych, niedotykalnych. Nie jestem przekonana, czy zgadzam się z powyższą opinią, ale na pewno mamy masę przywilejów, tj. kolejki przeznaczone tylko dla kobiet, osobne przedziały w środkach publicznego transportu, osobne kasy (i zdecydowanie mniejsze kolejki) w urzędach państwowych, taksówki. W Dubaju też nigdy nie poczułam strachu, a przyznaj, że z perspektywy kobiety to dosyć istotny element całości.

Wracając jeszcze do kwestii alkoholu. Podobno można go kupić bez problemu będąc szczęśliwym posiadaczem tzw. licencji. Opowiesz o tym coś więcej?

Licencja wydawana jest na okres jednego roku i aby ją zdobyć należy okazać szereg dokumentów oraz wypełnić specjalny wniosek. Nie każdy jednak może stać się jej szczęśliwym posiadaczem i wtedy musi sobie radzić inaczej, tj. wyznawcy islamu, którzy nie mają prawa spożywać alkoholu.

Alkohol można kupić również bez licencji. Wystarczy wybrać się do baru, klubu, hotelu, czy wyznaczonych restauracji, które posiadają zezwolenia na sprzedaż produktów alkoholowych. Okazanie licencji wymagane jest tylko wtedy, kiedy alkohol planujesz nabyć w sklepie oraz w przypadku kontroli policyjnej, kiedy udowodniona zostanie wcześniejsza konsumpcja alkoholu. Mam na myśli oczywiście sytuacje związane ze standardową ingerencją policji, tj. jak kolizje drogowe. Brak licencji w takich momentach spowoduje, że do listy odwiedzonych atrakcji Dubaju dodać będziemy mogli miejskie wiezięnie.

Od turystów posiadanie licencji nie jest wymagane, jednak wszelkie przepisy związane z alkoholem są ekwiwalentne niezależnie od rodzaju wizy w paszporcie.

8A Ramadan? Dubaj wygląda wówczas nieco inaczej?

Dubaj zasypia podczas Ramadanu i budzi się do życia tuż przed zachodem słońca, czyli na czas Iftaru. Dosłownie! Na ulicach panują pustki, w centrach handlowych również. Pozamykane są restauracje, nieczynne są kluby. Ludzie, jeśli już są obecni, bywają lekko znerwicowani. Wszyscy głodni i spragnieni – jak widać świętujemy wspólnie, jak na zgrane społeczeństwo przystało ;).

Przychodzą Ci do głowy jakieś mity, którymi obrosło ?

Niekoniecznie z samym życiem, ale na pewno z Arabami. Stereotypowo dla przeciętnego Europejczyka, Arab równa się terrorysta. Arab z brodą – terrorysta samobójca. Życie kobiet jest równoznaczne z więzieniem, a dżihad to święta wojna, która nakazuje wiernym wybijanie innowierców.

fot. Kamila Śleboda

fot. Kamila Śleboda

A kwestia cen? Mówi się, że w Dubaju jest drogo? Jaką kwotę należy przeznaczyć na wynajęcie mieszkania?

Wahadło cen jest dosyć spore. Dolne granice utrzymują się na poziomie ok. 35 000 PLN/rok za studio w nieatrakcyjnej dla Europejczyka dzielnicy na obrzeżach miasta. Górna granica – nie jestem przekonana, czy kiedykolwiek się kończy.

Dubaj jest drogim miastem, jednak istnieją pewne segmenty i produkty, które są tutaj tańsze niż przykładowo w Polsce, dlatego myślę, że całość płynnie się równoważy.

A co jest tańsze?

Złoto. To pierwsze, co przychodzi mi na myśl, ale głównie dlatego, że taki właśnie krąży po świecie mit. Nie przepadam za błyskotkami, więc ciężko mi potwierdzić lub zaprzeczyć powyższej informacji, chyba, że mowa jest o złocie kupowanym w celach długoterminowej inwestycji. Ze względu na brak opodatkowania ceny te rzeczywiście są niższe niż na rynku polskim.

Słyszę z boku podpowiedź, że powinnam również wspomnieć o wodzie, coca-coli, paliwie i samochodach.

2Dubaj co chwilę bije kolejne rekordy. W czym do tej pory udało się mu być najlepszym?

Zjednoczone Emiraty Arabskie posiadają na swoim koncie ponad 100 rekordów wpisanych do Księgi Rekordów Guinessa. Ten nowy trend do bycia „naj” nie jest domeną tylko Dubaju. Oman, Katar, Arabia Saudyjska – każdy z tych krajów prowadzi szaleńczy wyścig, aby pobić swojego poprzednika. Trend na tyle żywy i popularny, że otworzyli biuro w Dubaju, aby nowym rekordzistom ułatwić uzyskanie certyfikatów. Szaleństwo, prawda?
W czym udało mu się być najlepszym? Aniu, jeśli nie we wszystkim, to znaczy, że jeszcze nie ukończyli kolejnego projektu. Są tutaj największe centra handlowe, najwyższe fontanny, najwyższe hotele, budynki mieszkalne, akwarium…

Wyobrażam sobie… Właśnie z takimi rekordami Dubaj kojarzy się najbardziej. Czy oprócz tego jest szansa zobaczyć tam coś jeszcze? Co poleciłabyś turystom marzącym o odwiedzeniu tego zakątka świata?

Wszystko zależy od tego, na co nastawiony jest turysta i jak duży, niestety, jest jego budżet. Przede wszystkim poleciłabym wypożyczenie samochodu, ponieważ atrakcje rozrzucone są na terenie całego miasta, choć odkąd istnieje metro, można korzystać również z tego środka transportu. Należy pamiętać, że tutaj atrakcjami nie będą starożytne ruiny, obiekty sakralne lub świeckie, typu renesansowy ratusz w centrum miasta. Po odwiedzeniu starej dzielnicy miasta, gdzie znajdują się pozostałości starego Dubaju, będą to fantazyjne centra handlowe, świeżutko ukończone dzielnice, parki wodne i rozrywki.

12Mając troszkę więcej czasu, warto jest wyskoczyć poza miasto. W Abu Dhabi znajduje się imponujący meczet Szejka Zayeda bin Sultana Al Nahyana. Kilka godzin jazdy samochodem i dotrzeć można na początek „Empty Quarter” – największej pustyni Półwyspu Arabskiego, są też kamieniste, bardzo fotogeniczne góry Hatta na granicy z Omanem, wschodnie wybrzeże z pięknymi plażami, kanion Wadi Warrayah.

Jeszcze kwestia tak prozaiczna jak kuchnia. Polecisz nam jakieś dubajskie specjały?

Ponoć można całe życie mieszkać w Dubaju i nigdy nie spróbować tradycyjnego dania. Nic w tym dziwnego, skoro ze względu na panujący klimat, Beduini nie mieli zbyt wielkich szans na kulinarne eksperymenty. Restauracji w mieście jest zaledwie kilka, menu jest dosyć ubogie i nie odbiega znacząco od tych z Bliskiego Wschodu. W historycznej dzielnicy Bastakiya spróbować można burgera z wielbłąda, którego mięso nie zawiera cholesterolu i przyrządzane bez tłuszczu, jest ponoć zdrowsze niż tradycyjne.

Wykonujesz prace, która pozwala Ci na częste podróże. Ile udało Ci się do tej pory odwiedzić krajów?

Masz rację, udało mi się odwiedzić wiele krajów świata, jednak wyrosłam już chyba z kolekcjonowania pieczątek w paszporcie :). Niestety znaczną część miejsc mogę tylko zaledwie dotknąć, zasmakować, ogarnąć wzrokiem, dlatego określenie „odwiedzić” pasuje tutaj idealnie. Krótkie pobyty z pracy staram się zrekompensować sobie podczas urlopów, kiedy walizkę zamieniam na znoszony już plecak, a buty na obcasie najchętniej na japonki lub buty trekkingowe.

13Czym są dla Ciebie podróże?

Chwilowo przede wszystkim znaczną częścią mojej codzienności bez której nie wyobrażam sobie dalszej egzystencji. Studnią wiedzy bez dna, z której czerpię informacje starając się nie uronić ani kropli. Czasem też są świetną odskocznią od codzienności i obowiązków.
Blogerzy pamiętający akcję „Podróże to prawdziwy lajfstajl” może się uśmieją, ale tak właśnie w moim przypadku jest: podróże są moim stylem życia.

Uwielbiam podróżować, analizować, ‚podglądać’ różne rzeczywistości, jednocześnie składając je w jedną, czasem bardzo niespójną, całość. Ale to nic. To właśnie w podróżowaniu jest najpiękniejsze.

Tęsknisz czasem za Polską?

Tęsknię za rodziną, znajomymi, czasem też za życiem, które pozostawiłam za sobą. Czy tęsknię natomiast za Polską? Nie wiem. Możliwe, że przechodzisz to samo: po opuszczeniu kraju stworzyłaś sobie idealny obraz miejsca, praktycznie utopię, która jest, powinna, może też będzie Twoim przyszłym domem. Żyjesz tymi pięknymi wspomnieniami do momentu, w którym ponownie pojawisz się na ojczystej ziemi. Wtedy ten arkadyjny obraz zaczyna się powoli rozmywać. Te brudy, które pięknie zatuszowałaś wspomnieniami wychodzą na wierzch i czujesz, że zaczynasz się dusić. Że to nie jest miejsce dla Ciebie. Miewasz tak czasem? Wtedy zdaję sobie sprawę, że owszem tęsknię, ale za obrazem kraju, który wykreował się w mojej głowie.

Tak, myślę, że wiem, o czym mówisz… A czy znalazłaś już swoje miejsce na ziemi?

Kiedyś myślałam, że tak. Dzisiaj wiem tylko tyle, że moje miejsce na ziemi, jest tam gdzie znajduje się moje serce. Na razie jest ono tutaj, a gdzie nas poniesie w przyszłości, tego naprawdę nie potrafię jeszcze przewidzieć.

Na razie czuję się dobrze, żyjąc na tych walizkach. Dzisiaj tutaj, jutro tam, gdzieś na przeciwległym kontynencie. Lubię ten wieczny powiew świeżości i niepewność tego, co przyniesie nowy dzień.

 

Joanna_Skladanek Joanna Składanek – swój czas dzieli pomiędzy dubajską codzienność i częste podróże. Fotografuje, pisze i redaguje portal Monoloco.pl

 
 
 
 

Zdjęcia (oprócz zaznaczonych inaczej): Joanna Składanek
Rozmawiała: Ania Błażejewska
 
Jeśli i Ty masz ochotę opowiedzieć nam o swoim życiu na obczyźnie (szczególnie, jeśli mieszkasz w Azji), napisz do nas koniecznie!

About the Author:

Fotografka i podróżniczka. Od wielu lat eksploruje Azję, a kilka lat temu swój nowy dom znalazła na indonezyjskiej wyspie Bali. Lubi życie z domieszką adrenaliny, śnieg i świeże sushi. Uwielbia swoje trzy balijskie psy. Nie lubi: nudy, braku szczerości i pomidorowej z ryżem. Na co dzień zajmuje się między innymi organizacją wyjazdów do Indonezji. I nie tylko tam.