Życia w Indonezji nie planowała, ale mieszka już tam ponad dekadę. W tym czasie zdążyła wybudować trzy łodzie wypływające w , nauczyć się indonezyjskiego i założyć rodzinę. Ale nie tylko. O paradoksach i radościach codziennego życia na magiczno-mrocznej wyspie Flores opowiada Ola Liana, współwłaścicielka firmy Aridive.

166783_319109998191815_1638559218_nZacznijmy właśnie od tego, że Flores to podobno miejsce magiczne. Często masz to czynienia z magią?

Nie tylko Flores, ale cała Indonezja. Wszystko podszyte jest magią, magią często tłumaczone; magią się leczy i wyjaśnia sprawy. Dzieje się to w oderwaniu od religii, a przecież Indonezja jest krajem, gdzie każdy musi mieć jakąś religię i jest ona dość mocnym elementem identyfikacji, obecnym w prawie wszystkich dokumentach. A magia trzyma się mocno mimo tego.

Co dla mnie było też ogromnie ciekawe, to reakcje ludzi z tzw. Zachodu. Ja sama w magię nie wierzyłam (niewykluczone, że teraz powoli zmieniam zdanie), czułam się ponad tym i bardzo racjonalna. Za takich uważałam też moich różnych znajomych, po prostu tak przyjęłam. A tu nagle zaczęło wychodzić, że różni wykształceni ludzie święcie wierzą w uroki, odczynianie itp., a nawet chodzą do szeptuchy. Odkrycie tego świata w Polsce, przy okazji moich opowieści, było dla mnie zupełnym zaskoczeniem.

Zdarzają się też zamiany ludzi w zwierzęta. Nawet Twój pracownik zamienił się w lwa…

Nieustannie jestem bombardowana opowieściami magicznymi. Ta o tym, że człowiek zamienił się w lwa, to tylko jedna z wielu opowieści o przemianie człowieka w zwierzę. Ludzie zmieniają się w świnie (babi nyepi), węże i inne. Te opowieści są traktowane tak naturalnie, że czasem są tylko gdzieś wplecione w tok jakiejś narracji, ktoś coś po prostu opowiada i ja gdzieś tam wychwycę coś, co mnie zadziwia.

10410680_10152540575899672_511141476514378648_nA zgodziłabyś się ze stwierdzeniem, że Flores jest mroczną wyspą?

Jest na pewno piękna oraz interesująca, ale nie tylko z powodu urzekających krajobrazów czy tradycyjnych strojów i tańców. Przez lata mieszkania na Flores nasłuchałam się różnych opowieści, które właśnie skłoniły mnie do nazwania kiedyś tej wyspy mroczną. Najstraszniejsza jest o głowach. Podobno mieszkańcy wierzą, że aby nowa wielka budowla była wytrzymała, potrzebuje krwi. Składa się więc ofiary. Najlepiej nadają się do tego niewinne dzieci, których głowy zatapia się w przęsłach mostów, fundamentach słupów elektrycznych i innych wielkich inwestycjach. To oczywiście opowieści, ja nie jestem w stanie sprawdzić, czy to prawda, no chyba że wysadzę most. Ale mieszkańcy tak uważają i dla mnie sam fakt tej cichej akceptacji dla tego jest przerażający. Podobno nawet czasem słyszą w nocy jęki dzieci…

Mieszkańcy Flores są ponadto bardzo gwałtowni, łatwo chwytają za parang (maczetę) i są skorzy do bitki. Szczególne napięcia wywołuje sprawa własności ziemi. Ta ich cecha też mnie trochę przeraża. Być może różne tradycyjne tańce-walki, np. caci w zachodniej części Flores, Manggarai, są próbą okiełznania tych charakterów.

547825_235003899935759_652348916_nSkąd zatem pomysł życia właśnie w tym zakątku Indonezji?

Flores nie została wybrana podczas studiowania mapy czy konkretnych danych, które mogłyby skłonić mnie do wybrania jej jako miejsca na biznes i do życia. Po prostu znalazła się na naszej (mojej i ówczesnego partnera) trasie podróży, która wprawdzie miała na celu znalezienie miejsca na otworzenie działalności, ale która zmieniła się już po prostu w drogę, jazdę na wschód. A zostaliśmy jednak w Labuan Bajo, które jest rzeczywiście urzekające na swój sposób. Nie było nawet decyzji o pozostaniu, wyrażonej w słowach, po prostu wszystko potoczyło się szybko, pamiętam tylko poszczególne momenty – pierwsza wizyta u waranów, pierwsze dwa nurkowania, kiedy nie było jeszcze wiadomo, czy robimy to jako turyści czy jako przyszli mieszkańcy. Pamiętam oglądanie łodzi, która stała się Ari Jayą. Było to stopniowe zagłębianie się w to miejsce do momentu, aż zapuściłam korzenie.

10350417_10152549784144672_9014298831195569387_nCzym Flores różni się od pozostałych wysp archipelagu?

Różnica najbardziej widoczna to łacińska nazwa oraz religia. Nazwa Flores wywodzi się z czasów, kiedy jej część należała do Portugalczyków. Religia, jaką po sobie zostawili, to katolicyzm. Tak jak Bali jest kroplą hinduizmu, tak Flores kroplą katolicyzmu w tym w większości muzułmańskim archipelagu. Jest to wymieszane w przeciekawy sposób ze starymi wierzeniami animistycznymi. Mieszkańcy godzą te różne systemy w bezproblemowy sposób. W wioskach stoi kościół lub kaplica oraz ołtarze do składania ofiar, wiszą różne amulety, odprawiane są różne rytuały. A poza tym, co się może podobać osobom z żyłką odkrywcy to fakt, że duże połacie wyspy są nieznane turystom. Przez całą Flores prowadzi tylko jedna droga i to wzdłuż niej zatrzymują się turyści, aby zwiedzać różne atrakcje (także te najbardziej znane są arcyciekawe). Ale w lewo i prawo od tej Flores Highway jest tyle miejsc, gdzie turyści nie zachodzą, wioski, wodospady, jaskinie. Tylko ruszać.

577780_318345601601588_1556450220_nJakim miastem jest Labuan Bajo?

Labuan Bajo to port, ma więc te cechy portu, które pobudzały moją wyobraźnie, kiedy byłam mała. Przypływają tam wielkie drewniane statki z towarem i są rozładowywane przez umorusanych majtków, mniejsze łodzie z pobliskich wiosek, na których ich mieszkańcy zabierają potrzebne rzeczy, łodzie rybaków. Jest zgiełk i chaos. Są też godziny, w których to wszystko zamiera i wtedy panuje spalony słońcem bezruch.

Labuan Bajo to brama zarówno do Komodo jak i do Flores i w tym momencie wykorzystuje swoje położenie maksymalnie. Trwa bum, zjeżdżają się biali, otwierają coraz więcej biznesów. To czas Labuan Bajo. Mam nadzieję, że pójdzie to w dobrym kierunku, choć nadzieję bardzo małą, bo w mieście panuje także wielka korupcja, żądza zysku, wielka rozbudowa wszystkiego.

Labuan Bajo jest małe, większość osób wiele wie o innych. Nikt tu nie chce nikogo skrzywdzić pod warunkiem, że zawsze uszczknie coś dla siebie. To taki system wzajemnych powiązań, interesów, w którym jak najbardziej są umoczone lokalne władze. Jakkolwiek byłoby to dla mnie w teorii wstrętne, nie da się tam chyba prowadzić inaczej biznesu.

1098008_359917387444409_871712799_nJak zatem żyje się tam mieszkańcom?

Myślę, że dobrze. W tej chwili to miasto, do którego zjeżdżają ludzie w poszukiwaniu pracy z całej Flores oraz z innych wysp. Zwykle coś znajdują. O tym, że trudno nie jest, świadczy też dezynwoltura, z jaką porzucają pracę przy najmniejszych trudnościach. Nie boją się, że nie będą mieć co jeść. Zaraz znajdą inną prostą pracę albo wrócą do rodziny, która może być wprawdzie biedna, ale głodu nie cierpi i przyjmie z otwartymi ramionami.

W roku, w którym przyjechałam do Labuan Bajo zaczęły tam działać telefony komórkowe. Nie do wyobrażenia jest, co luzie robili, zanim ta szczęśliwa chwila nastąpiła. Ale to nie jest tylko cecha mieszkańców tego miasta. Komórki to życie Indonezyjczyków, prowadzą przez nie wielogodzinne rozmowy, używają facebooka.

1450857_390924977676983_145680947_nMieszkańcy Labuan Bajo to w tej chwili także , jest ich coraz więcej. Zakładają różne działalności, zwykle związane z nurkowaniem czy gastronomią albo budują hotele. Przed dwoma laty zjechała duża ilość Włochów, a po mieście chodzi plotka, że to jest tylko jeden wielki biznes, podzielony na drobne, opłacany z brudnych pieniędzy mafii…  Pozostali to również dziwna zbieranina. Z całego świata, często osoby, które z niejednego pieca chleb jadły. Duża część nadużywa alkoholu, a raczej lepiej powiedzieć, że regularnie zalewa się w trupa. Czasem mam wrażenie, że są to osoby, które nie mieściły się w regułach swojego kraju, nie mieściły raczej w tym negatywnym sensie.

543749_10151509815669019_1035308866_nCzy na Flores (a może nawet w samym Labuan Bajo) mieszkają też inni Polacy?

W Labuan Bajo mieszkał do niedawna Pater Stanis, czyli Stanisław Wyparło, polski misjonarz z zakonu werbistów. Przyjechał na Flores wraz z kilkunastoma innymi w latach 60. Ten to dopiero miał opowieści w zanadrzu, znał jeszcze całkiem inną Indonezję, budował drogi a z Rutengu do Labuan Bajo, jechał 4 dni na koniu (120 km. Teraz 4 godziny samochodem). Bardzo się lubiliśmy i mi pomógł parę razy w trudnych sytuacjach. Niestety zmarł w kwietniu zeszłego roku.

Na Flores są jeszcze inni werbiści, pełni historii. Wiem, że wielu Polaków jeżdżących po Flores ich odwiedza. Innych Polaków już chyba nie ma, nie licząc pół Polaka Ernesta Lewandowskiego, którego ojciec służył w Armii Andersa i po wojnie nie wrócił do Polski, a syn jest naprawdę Anglikiem oraz małżeństwa Raciszewskich, urodzonych w Polsce, ale w tej chwili już Niemców, którzy prowadzą resort w Maumere i po polsku już nie mówią.

1471986_394766693959478_1087318155_nTobie w Labuan Bajo udało się zbudować łódź i to niejedną. Masz jakieś rady dla tych, którzy chcieliby pójść w Twoje ślady?

Prócz rzeczy oczywistych jak podjęcie decyzji i odpowiedni kapitał, to na pewno żelazne nerwy, umiejętność akceptacji faktu, że choćbyśmy nie wiem co zrobili, wiele rzeczy jest od nas niezależnych. Coś nie dojeżdża, to powoduje opóźnienie w czymś innym i nasz plan bierze w łeb. Indonezyjczycy traktują to normalnie, jako zwykłą kolej losu, a my się wściekamy, chcemy odwrócić bieg historii. Nerwy można stracić. Tak samo jak współpraca czy korzystanie z miejscowej siły roboczej, a to jest przecież konieczne i trochę o tym w tym też chodzi – żeby dać pracę miejscowym. Niestety nie ma takiego pojęcia jak odpowiedzialność za pracę, znajomość swojego rzemiosła. Oczywiście są ludzie, którzy wiedza co robią i się nawet na tym znają, ale to nieczęste sytuacje. Przykładem mogą być słowa mojego kapitana. Na łodzi Lalunia zepsuł się silnik i mechanik go naprawił. Kapitan mówi – „ale szczęście, że Herman zna się na silniku”. A Herman jest przecież mechanikiem, za to dostaje pensję, że się zna, to chyba normalne, że silnik naprawił. Mogę spokojnie stwierdzić, że wśród wielu „mechaników”, jakich spotkałam to wyjątek.

To wszystko powoduje, że budując łódź czy otwierając inny biznes (z naciskiem na szczególne trudności przy łodzi) człowiek czuje się bezradny i równocześnie rozzłoszczony. Przy czym złości nie za bardzo można ujawniać bo albo nie ma to po prostu sensu albo zostanie bardzo źle odebrane, szczególnie jak się wzbudzi w miejscowych poczucie urażonej dumy. Złość zostaje ukryta i może się kumulować przez dłuższy czas.

10419016_10152415394399019_1883553640757810960_nMasz męża Indonezyjczyka. Zakładam, że to ułatwia wiele spraw?

Sardin nie jest moim mężem, tworzymy związek partnerski. Ale oczywiście tak, bycie z miejscowym dużo ułatwia, zawsze mogę się podeprzeć jego doświadczeniem. Mam też nadzieję, że jestem choć w minimalnym stopniu chroniona przed różnymi indonezyjskimi pułapkami. Piszę już o pobocznych korzyściach, a nie powodach bycia z nim oczywiście. Przez połowę mojego pobytu tutaj nie miałam tego wsparcia. Sardina wiedza, znajomości i przyjaźnie są kluczowe w gładkim prowadzeniu biznesu. Czasem coś mi się wydaje wielkim problemem, a on go rozwiązuje paroma telefonami.

208141_319474431488705_519059130_nWasz synek, Toni, skończy w tym roku 5 latek. Łatwo wychowuje się dziecko w Indonezji?

Z mojego doświadczenia łatwo, przynajmniej w czasie, gdy dziecko jest jeszcze małe. Powody są prozaiczne – można pozwolić sobie na pomoc domową (a ci, którzy nie mogą zwykle żyją w wielopokoleniowej rodzinie, gdzie każdy sobie pomaga). U mnie w domu mieszka gosposia, od urodzenia się Tonia. Są ze sobą bardzo związani, a dodatkowo ja nie muszę zajmować się prozaicznymi domowymi czynnościami. Sprzyja też  – odpada czasochłonne ubieranie dziecka w kolejna warstwy ciepłych ubrań.

Ja się cieszę, że moja praca oraz Suri, gosposia, umożliwiły mi uniknięcie podjęcia wyboru: praca i kariera czy dziecko. Wszystko się w dość naturalny sposób przeplata.

1466153_389040881198726_1106880887_nPodobno w Labuan Bajo nie ma szpitala, jest tylko mała przychodnia. Nie boisz się braku opieki medycznej?

Szpital był budowany w Labuan Bajo „od zawsze”, a kiedy już go wybudowali, to okazało się, że z powodu korupcji zaczął się walić i nie mógł zostać otwarty. Rzeczywiście jest tylko mała przychodnia o wątpliwym standardzie usług oraz paru lekarzy, u nas zwanych rodzinnymi. Żadnych specjalistów. Wiem, że niebawem powstanie nowy szpital; w związku z trwającym bumem podobno niejeden.

Bać się czy nie bać? Tak jak wszędzie. To tak jak pytać, czy bać się w Polsce pijanych kierowców. Wiadomo, że są niebezpieczni i ja się ich boję, ale przecież żyć trzeba.

1463146_391926347576846_857291917_nSama słyszałam, jak płynnie mówisz po indonezyjsku. Czy to prawda, że to jeden z najłatwiejszych do nauki języków świata?

Myślę, że to jeden z najłatwiejszych języków świata, aby zacząć się porozumiewać. Czyli budować zdania, rozumieć, co mówią inni. Wystarczy wyuczyć się odpowiedniej liczby słówek. Ja czuję się swobodnie w tym języku, mogę rozmawiać o wszystkim, ale tylko na pewnym poziomie, którego już chyba nie przeskoczę. Jeśli ktoś z turystów mnie słyszy, to myśli, że mówię jak rodowity Indonezyjczyk. Ale to nieprawda. Wystarczy, że wezmę gazetę do ręki, a nie rozumiem prawie ani jednego zdania. To dlatego, że język potoczny różni się bardzo od literackiego. Ja używam podstawowej formy czasownika, a poprawne byłoby używanie go w zestawieniu z wieloma prefiksami i końcówkami. Ma też inne swoje kruczki.

537363_324572154312266_84123910_nOczywiście dużo ułatwia alfabet łaciński i prosta wymowa. W zasadzie tylko zbitka ‘ng’ jest trudna dla nas do wymówienia. Z ciekawostek – mi się najbardziej podoba podwójny zaimek „my”. My to kita, ale też kami. Rozróżnienie jest proste: „kita” włącza w „my” osobę, do której mówię (czyli – my wszyscy, łącznie z tobą), a kami mojego rozmówcę z takiej grupy wyłącza (czyli my, np. ja i moja koleżanka stojąca obok ale nie ty). Bardzo praktyczne.

Przydatne słówka w biznesie oraz czasem dla turystów to także:
Tidak ada – nie ma
Habis – skończyło się
Kosong – dosłownie zero ale tożsame z powyższymi, te trzy to wariacje na temat tej samej sytuacji, nader często słyszane w Indonezji
Ganguan – niesprecyzowane problemy techniczne, które powodują, że coś nie działa choć oczywiście powinno. Także powszechna sytuacja.

1456740_395049037264577_119165511_nOlu, a kiedy poczułaś się na Flores, jak u siebie?

Z praktycznego punktu widzenia chyba własnie wtedy, kiedy poznałam język i zaczęłam się we wszystkim orientować. Gdzie co kupić, gdzie coś załatwić, jak trafić, gdzie dobrze zjeść, a których miejsc unikać. A z takiego ważniejszego – w wielu miejscach czuję się jak u siebie, a co do Flores i Komodo nastąpiło to zapewne wtedy, kiedy pewne miejsca stały się moimi, mam z nimi różne wspomnienia, niejako inkorporowałam je do swojej pamięci i stały się moimi dokładnie w ten sam sposób, jak pewne miejsca w Polsce. Czasem ich obrazy pokazują mi się przed oczami, kiedy tam nie jestem, a kiedy tam jestem, wiem, że znam różne przejścia, zakręty, znam tę przestrzeń. Mogę tam długo nie być, a ta pamięć nie znika. Niektóre z tych miejsc są pod wodą.

1471393_390499677719513_653092673_nMasz poczucie, że żyjesz w raju? Pewnie nieraz to usłyszałaś?

Tak, i myślę, że to najbardziej mnie denerwujące stwierdzenie. Dowodzi naiwności albo myślenia życzeniowego osoby tak mówiącej, spłycania sytuacji. A przecież wiadomo, że rajów nie ma, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma, że dystans zmienia widzenie rzeczy. Jak takie coś słyszę od klientów, to mogłabym zacząć tyradę i udowadniać, że nie mają racji. Ale po co. Zwykle tylko mruknę, że wszędzie są dobre i złe rzeczy i na tym kończę. Niech mają swoje złudzenia.

188984_317616625007819_800436467_nJak było po przeprowadzce? Możesz powiedzieć, że dotyczył ciebie klasyczny szok kulturowy?

Nie, nie miałam szoku, miałam raczej entuzjazm turysty, który wiele rzeczy widzi przez różowe okulary. Nie widziałam trudności. Byłam jak różni backpackersi, których widuję, a którzy bratają się z miejscowymi, przypalają sobie papierosy (no, tego nie robiłam bo nie palę), stawiają im piwo. Opowiadają różne historie i się zaśmiewają. Ja też na początku idealizowałam ludzi i miejsce. Zaczynałam biznes z ogromnym entuzjazmem, którego żadne trudności nie były w stanie zgasić.

Przez tę idealizację miałam bardzo fałszywe wyobrażenia o ludziach, jakby trochę o takich szlachetnych dzikusach i nierealne oczekiwania . Paradoksalnie doznawanie kolejnych trudności nie zmieniało tego.

169358_243520649084084_1895943997_oDopiero po dłuższym czasie stało się jasne, że ludzie na Flores są tacy sami, jak gdzie indziej. Czyli różni, także fałszywi, interesowni, zachłanni. A czasem te negatywne cechy są nawet wzmocnione przez specyficzną sytuację, w jakiej się znajdują, ten czas dorabiania się, doganiania świata. Nie ma już szlachetnego dzikusa, ale jeszcze nie ma nic bardziej wyszukanego.

Indonezyjczykom udaje się dostać taki kredyt zaufania. Czasem trudno mi ich krytykować, bo inni się oburzają – to tacy sympatyczni, mili, zawsze uśmiechnięci ludzie. I ja też tak kiedyś myślałam, a przecież uśmiechać się i być sympatycznym, powierzchownie, to najłatwiejsza rzecz pod słońcem, w każdej kulturze.

Wracając do szoku kulturowego – nie miałam więc takiego typowego, ale miałam wiele zmian myślenia, opinii, od euforycznych do całkowicie krytycznych. A przecież każda opinia ekstremalna jest krzywdząca dla realnych ludzi.

225535_314199255349556_64616433_n A na jakim etapie indonezyjskiego życia jesteś teraz?

Jestem w fazie ustabilizowanej i dość osiadłej.

W sensie różnic kulturowych jestem w fazie bardzo bardzo krytycznej. Chciałabym, żeby nie była ona tak ostra, ale na to nie mogę nic poradzić, dzieje się samo. Nie tylko ja. Wielu ekspatów jest załamanych widząc, co Indonezyjczycy wyprawiają z naturą, jak ją lekceważą i eksploatują. Zamiast uczyć się na błędach innych, chcą się nachapać jak najwięcej. Jest ogromna korupcja, czasem można mieć wrażenie, że żadne szczytne działania nie będą mieć rezultatów, bo coś zostanie odpowiednio opłacone.

Poza tym, mimo tylu lat, ciągle jestem w fazie dziwienia się. Czasem się denerwuję bo mam wrażenie, że nadal nic nie rozumiem. Raz mi się wydaje, że to kraj taki jak Polska, a za chwilę, że jest zupełnie inny, że to inny świat. Nie jestem nawet pewna różnych opinii, jakie przedstawiam w tym wywiadzie. Nie są one wynikiem jakichś badań czy długich przemyśleń, a raczej impulsów myślowych, które się pojawiają i znikają. A zaraz mogą pojawić się inne.

970842_337911109645037_1851926641_nJakie różnice kulturowe mogą w największym stopniu utrudnić życie?

Odpowiedź na to pytanie w części znajduje się w odpowiedziach na inne pytania. Co mi jeszcze przychodzi do głowy? Może ta bezradność, nieumiejętność podejmowania działania, walczenia o coś. Co wcale nie stoi w sprzeczności z gwałtownym charakterem i skłonnością do bitki, czasem o drobiazgi, o czym pisałam. Ot, kolejny paradoks, który po prostu istnieje i którego staram się nie analizować zbytnio. Ale tak jest. Nader często na Flores słyszę – „biar saja” – niech się dzieje co chce, co ma się dziać. „Biar mati saja” – najwyżej umrę. Czasem, gdy dopadają mnie paranoidalne myśli, wydaje mi się, że paradoks ten przejawia się w wyciąganiu przykrych konsekwencji co do mojej osoby w najdrobniejszych kwestiach oraz w mówieniu „biar saja” co do całej reszty sytuacji, nawet dużo poważniejszych.

1970422_432599836842830_24429142_nOraz rozmywanie się odpowiedzialności, to mnie doprowadza do szewskiej pasji. Kupiłam nowe naczynie, paterę, do podawania jedzenia klientom. Dość szybko zauważam, że jest ubita, zniszczona. Pytam się po kolei, kucharza pierwszego, co się stało, dopiero to kupiłam. Każdy mówi – ‘tidak tahu” czyli „nie wiem” z wielce zdziwiona miną. Nikt nic nie wie i tak jest zawsze. Po prostu się zbiło, stało się, normalna kolej rzeczy. A ja sto razy bym wolała usłyszeć – wypadła kucharzowi z rąk bo były fale, coś konkretnego.

Już dawno temu czytałam, że języki azjatyckie cechuje duża liczba form bezosobowych – coś się stało, zdarzyło, nie ma przyczyny, nie ma winnego, nie da się wyciągnąć konsekwencji. Ja mam nadzieję nigdy nie usłyszeć, że mojej łodzi się zatonęło.

945435_330063650429783_10796583_nDo czego najtrudniej było Ci się przyzwyczaić?

Trudne pytanie. Myślę, że do wspomnianej bezradności. U nas ma się o dużo większy wpływ na bieg wydarzeń. Można kreować rzeczywistość, przynajmniej w jakimś stopniu. W mojej pracy zupełnie nie. Mogę tylko starać się coś zrobić najlepiej jak potrafię. Ale potem dochodzi czynnik indonezyjski, charakter ludzi, ich niedbałość o pewne szczegóły. Wpływanie na pracowników działa tylko w pewnym zakresie, można im mówić i tłumaczyć, ale oni i tak zrobią jak chcą, np. wyrzucą śmieci do morza. A także różne opóźnienia, korupcja, niepewność czy np. uda mi się kupić paliwo bez problemów (paliwo jest na Flores drażliwą kwestią, w zasadzie chyba nikt nie może go legalnie kupić więc wszyscy zdobywają nielegalnie). Kontrolować czy ogarnąć to wszystko jest chyba niemożliwe.

1004414_343215922447889_1400379152_nRodzina na Flores nadal jest najwyższą wartością? Jakie to niesie za sobą konsekwencje?

Dla mnie wiele rzeczy byłoby nie do zaakceptowania. Różne rzeczy wynikające z nakazów religii czy adatu. Brak indywidualności. Na Flores prawie każdy pochodzi z wielkiej rodziny, ma wielu braci i wiele sióstr. Nieczęsto się zdarza, że rodzeństwo się rozpierzcha i każdy ma swoje życie w zupełnym oderwaniu od życia reszty rodziny. Wynika to oczywiście z ich innego pojmowania świata, z tego życia stadnego, z którego czerpią wartość. Ktoś z rodziny idzie do szkoły, liceum, potem może na studia. Dla rodzeństwa to normalne, że pracują i dają lub wysyłają pieniądze na jednego z nich. Nie buntują się, że chcieliby sami, niezależnie.

8692_340139179422230_1321705704_nTo ja się bezsensownie buntuję, gdy widzę, że aktywność rodziców często sprowadza się do zrobienia dużej ilości dzieci. Potem wydzwaniają do najstarszego rodzeństwa o pomoc, o pieniądze na buty, szkołę itp. dla młodszego. A przecież to powinna być odpowiedzialność rodziców. A rodzice są bezradni życiowo i liczą na dzieci. Nie ma systemu emerytur ani ubezpieczenia zdrowotnego, tym bardziej więc dzieci są obarczone.

Ja wiem oczywiście, że oceniam to z mojego punktu widzenia, w oderwaniu od realiów tu na miejscu. Tutaj się mówi, że dużo dzieci, to dużo radości, ich wychowanie i odpowiedzialność za nie to inna sprawa. Ale po tylu latach w Indonezji daję sobie prawo do subiektywnego spostrzegania świata, właśnie z mojego punktu widzenia.

1459685_389038867865594_954512278_nCzym jest adat?

Adat to zbiór tradycyjnych zwyczajów, który reguluje życie społeczności. Nie jest zależny od religii, czasem na jednym terenie ludzie różnych religii mają ten sam adat. Np. na Flores przed ślubem płaci się belis rodzicom panny młodej. Czym kto ma – mogą to być woły, krowy, świnie. Pieniądze też i wcale nie jest to mało, w zeszłym roku w wiosce Suri, naszej gosposi, ktoś zapłacił 50 milionów rupii, około 5 tys. usd, tylko w ręce rodziców, poza wszystkimi innymi wydatkami. Ślub dziewczyny negocjuje wuj ze strony matki, to on musi się zgodzić i wszystko dograć. I mnóstwo innych zwyczajów – sposób budowy domów, dziedziczenia, prawo tego nie reguluje tylko właśnie adat.

943212_331634006939414_1975406226_nPokusisz się o krótką charakterystykę mieszkańców Flores?

Są w większości katolikami, bliżej wybrzeża także muzułmanami. Mówią w pięciu głównych językach, które mają jeszcze swoje dialekty. Nie wyglądają jak Azjaci, przypominają bardziej Papuasów czy Aborygenów, przynajmniej na oko laika.

Prowadzą jeszcze bardzo proste życie, bliżej morza są rybakami, w głębi lądu rolnikami. Są biedni, ale nie cierpią głodu, bo klimat im sprzyja, a ziemia rodzi. Teraz są, jak pisałam, poddawani wielu pokusom współczesnego świata.

Są bardzo dumni, a nie mają równocześnie do siebie dystansu. Obrażenie ich może być groźne. Są skłonni do bitki, lekką ręką chwytają za parangi.

935526_338542426248572_1199195850_nSą ciągle bardzo tradycyjnym społeczeństwem, trzymanym w sidłach przez szpony religii oraz rodzinnych i zwyczajowych zależności (opisywanego powyżej adatu). To właśnie te czynniki bardzo rządzą życiem jednostek. Bywa też, że niektórzy starają się radzić sobie z nimi. Suri, nasza gosposia miała na Bali znajomą z tej samej wioski na Flores. Któregoś dnia pytam się jej – „jak tam Imel, jeszcze opiekuje się Nedikiem?”. „A, już nie, już mieszka z mężem, nie pracuje”. „O, kiedy się pobrali”. „Już ma męża ale są jeszcze przed ślubem”. Mi się to bardzo spodobało. Praktyczny sposób na wyjście z religijno-tradycyjnej opresji. Niby sztywne zasady i tradycja, a równicześnie ogromna ilość „małżeństw przed ślubem”, często z dziećmi. Pater Stanis opowiadał mi raz o udzielanych hurtowo ślubach, wielu parom na raz, po wielu latach życia razem. A wszystko przez kościół, który liczy sobie drogo za ślub i wielu na to nie stać oraz przez belis (patrz wyżej).

Mieszkańcy Flores uwielbiają hazard. Potrafią zrujnować rodzinę. Częste są podobno sytuacje, gdy żona wybiera się na dojrzałe pole ryżowe zebrać ryż, a mąż mówi – „nie idź, już nie nasze”. Grają na wszelkie możliwe sposoby, w karty, wyścigi konne, ruletkę, w loteriach. Mimo, że jest to zakazane. Jak nie ma innej możliwości, to zakładają się o to, czyj patyk spłynie szybciej rowem dostarczającym wodę do pól ryżowych. Albo stoją na drodze i kiedy słyszą nadjeżdżający zza zakrętu samochód albo motor, zakładają się na jaką cyfrę kończy się jego numer rejestracyjny.

735167_319999541436194_2146583781_nObraz Indonezyjczyków w Twoich oczach dalece odbiega od ogólnie przyjętego założenia, że to łagodni, przyjaźni i permanentnie uśmiechnięci ludzie… Tak bardzo zaleźli Ci za skórę?;)

Tak, zaleźli, choć to może być naturalne w prowadzeniu biznesu gdziekolwiek. A powody tego zalezienia wyjaśniłam już powyżej, tak myślę. Chciałabym natomiast wytłumaczyć, że mieszkanie w Indonezji to nie jakiś akt masochizmu. Po prostu pewne rzeczy naprawdę mogą tu dać w skórę ale jest też wiele dobrych rzeczy. Przyroda jest zagrożona, ale wciąż wspaniała. , inna od naszej, warta poznania.

A poza tym, te wszystkie opowieści w gronie ekspatów o przygodach z miejscowymi, atmosfera jak z książek Conrada, która czasem się zdarza. Ekspaci to zbiorowisko trochę narcystycznych osobowości. I wszystkie trudności, jakie napotykamy w Indonezji i opowieści o nich, są jak woda na młyn dla naszego poczucia wyjątkowości. Może dlatego warto je znosić?

1474382_397294533706694_1627502418_nJa już jestem Ola z Komodo czy Ola z Flores i trudno by mi było bez tej etykietki funkcjonować. Choć czasem marzę, żeby się od niej uwolnić. Niewykluczone, że któregoś dnia tak zrobię.

A poza tym oczywiście Indonezyjczycy mają też cechy pozytywne. Dla mnie jedna jest miła i pożyteczna. Lubią zagadywać bądź odpowiadać na zagadywanie. Zawsze i wszędzie można sobie pogadać z nieznajomymi, pośmiać się, dużo się dowiedzieć. Także poćwiczyć sobie niezobowiązującą, dowcipną rozmowę. Ja np. mam kłopoty z takimi powierzchownymi relacjami, które przecież nas wszędzie otaczają i w których też dobrze jest się czuć wygodnie, a ja się czuję dużo lepiej w prawdziwych, głębszych relacjach. A w Indonezji mam doskonała okazję, żeby poćwiczyć konwersację, w cieplarnianych warunkach, bo każdy bule (biały) z miejsca dostaje punkty za dowcipność, mądrość itp. Potem w Polsce z przyzwyczajenia też zagaduję nieznajomych (ostatnio kierowcę autobusu do Krakowa), ale nie wszyscy chętnie odpowiadają.

I jeszcze jedna rzecz – w Indonezji jest 5 religii oficjalnych i mnóstwo wierzeń animistycznych. Flores jest raczej katolicka, ale jest też dużo muzułmanów, trochę protestantów. Oczywiście były w Indonezji konflikty religijne, np. w Poso na Sulawesi, ale na co dzień tego nie zauważam na Flores. Załogę mam mieszaną muzułmańsko-katolicką i z tego co widzę, wiedzą dużo o swoich religiach; orientują się, kiedy przypadają jakie święta; co kto może czy nie może; przyjaźnią między sobą, wspierają, np. muzułmański kapitan dzwoni w sprawie katolickiego kucharza czy ten może na Wielkanoc wrócić do domu.

1395784_391846540918160_318809380_nPotrafisz wymienić coś, co jeszcze Cię na co dzień frustruje?

Prozaiczne sprawy – z przyczyn ludzkich – śmieci, niekontrolowana zabudowa Bali i pewnie taka przyszłość również dla Flores. Frustruje to, że mogłoby być tak pięknie, a zapewne zostanie to zmarnowane. Frustruje świadomość korupcji; to jest naprawdę okropne, że każdy może mieć poczucie, że wszystko jest na sprzedaż. Coś się postanawia – np. że zabudowa ma być określonej wysokości, a potem i tak nic z tego bo w grze są duże pieniądze. Na papierze się coś ochrania (np. ostatnio manty, jest zakaz połowów w całej Indonezji), ale się tego nie przestrzega, każdy tak naprawdę robi to, co chce.

Albo te wszystkie nowe projekty na Flores. Miasto i okolice są rozkopane, ciągle coś robią, ale nikt nie ma wątpliwości, że to tylko w celu wyciągnięcia pieniędzy z Jakarty czy np. z Kupangu (stolica prowincji). Pieniędzy, które podobno w 70% (wyliczenia pewnej fundacji) trafiają do kieszeni urzędników. Także na Bali to widać. Chyba każda ulica jest raz w roku rozkopana. Raz kładą rury, po miesiącach jakieś kable, potem odwadnianie. Każda budowa to zysk dla kolejnych urzędników.

A z przyczyn naturalnych – klimat, jest ciągle gorąco. Turyści z Europy z jakiegoś powodu to sobie cenią i uważają za lepsze niż np. w Polsce ale ja nie widzę nic ciekawego w ciągłym byciu spoconą i przegrzaną.

10501627_10152549784154672_1313146192166053381_nNa Flores byłaś zarówno pobita, jak i postrzelona ze śrutu. Czy to oznacza, że na wyspie jest niebezpiecznie? Co wydarzyło się właściwie?

Raz zdarzyło się to z ręki miejscowego (pobicie), raz z ręki Niemca także mającego łódź (postrzelenie). Może jest ciut niebezpieczniej z powodu braku hamulców, dużego prawdopodobieństwa nieponiesienia konsekwencji (jak się oczywiście stało w moich przypadkach). W przypadku miejscowych jest to ta ich duma, której nie wolno narazić, a która może być narażona w banalnych dla nas sytuacjach. Nieporozumienie z pieniędzmi, rzecz do dyskusji, do wyjaśnienia i pokojowego zakończenia, staje się zarzewiem ogromnego konfliktu (w moim przypadku ja oczywiście rację miałam, odsyłam do bloga). Tutaj dyskusji nie ma, jest pełne godności odejście bez załatwienia sprawy, a potem złość się kumuluje i można pobić.

W przypadku postrzelenia – Niemiec jest bardzo zaawansowanym alkoholikiem, chyba nie kontroluje już swoich poczynań. Ja miałam z nim na pieńku z pewnych powodów i on raz ostrzelał moją łódź (byliśmy blisko na bojach), a innym razem strzelił już we mnie. To też jest rzecz charakterystyczna dla Labuan Bajo i jego białych mieszkańców – pozwalają sobie na zachowania, które by absolutnie nie uszły w ich krajach. Niemiec strzelający po pijaku na lewo i prawo, do ludzi i do domów, ile by to trwało w jego kraju? A tutaj? Spokój, robi co chce, nikt go nawet nie wyklucza z jakichkolwiek kontaktów towarzyskich.

1451571_389279617841519_1785723595_nWspominasz o „nieponiesieniu konsekwencji”. Czy to oznacza, że nie mogłaś liczyć na pomoc policji w tych sprawach?

Indonezja to jeden z krajów, gdzie zarówno miejscowi, jak i expaci (ci szybko się uczą) wiedzą, że policja nie jest od pomocy, a od szukania korzyści dla samej siebie i najlepiej trzymać się od niej z daleka. Ja byłam wtedy na tyle szalona, że poszłam na policję, wydawało mi się to naturalnym odruchem. W sumie w momencie zajęcia stołka na posterunku, już żałowałam tej decyzji. Skorumpowane twarze i zacierające się ręce z radości, że ktoś z własnej woli wpadł w ich szpony. Zamiast reakcji zajęli się robieniem mi kłopotów. Nie, żeby nie chcieli robić kłopotów sprawcom, ale ci byli dalej, w jednym przypadku był to Indonezyjczyk, więc nie mieli ochoty się wysilić w tamtym kierunku, poszukać, sprowadzić. Co innego ja, już u nich siedziałam. Łatwy łup.

Po latach w Indonezji mam już ten odruch – człowiek w mundurze – lepiej z daleka. W ten zawód jest już wpisane szukanie pieniędzy na lewo i prawo, choćby na ulicy, robiąc łapanki motorów czy samochodów, normalny widok. Żeby zostać np. policjantem trzeba zapłacić. Rodzina robi wyrzeczenia, zapożycza się, sprzedaje nawet dom. Potem taki funkcjonariusz musi to odbić na innych ludziach, a jest mu łatwo bo ma władzę.

64891_316863235083158_592171718_nZ jakimi problemami na co dzień borykają się obcokrajowcy, którzy zdecydowali się zamieszkać na Flores? Udzieliłabyś im kilku rad?

Myślę, że to jakość pracowników. Od tego się zaczyna. Jakieś braki w zaopatrzeniu, kłopoty w komunikacji, to można znieść. Ale trudno się przyzwyczaić do zupełnie innej kultury pracy.

Poza tym Indonezyjczycy mają szczególne zdolności zarówno do psucia jak i do naprawy różnych rzeczy. Coś jest nowe i ma się nadzieję, że posłuży długo, a tymczasem zaraz jest zepsute, nadłamane, nadbite. Ale z tą zdolnością do psucia idzie właśnie w parze zdolność do naprawy. U nas by się już coś spisało na straty, a tutaj może jeszcze długo służyć po potraktowaniu klejem, obwiązaniu sznurkiem itp. Czasem coś zepsuje się na morzu i wtedy ich zdolność jest nieoceniona. Ale z drugiej strony naprawiona w ten prowizoryczny sposób rzecz powinna służyć tylko do momentu prawdziwej naprawy lub wymiany ale nie, jak coś działa, to się zapomina, że w zasadzie nie tak powinno być. Wtedy muszę wkroczyć ja i delikatnie przypomnieć, że rura do chłodzenia silnika, która się złamała i została na morzu obwiązana gumą to nie najlepsze rozwiązanie na następne miesiące.

320003_324974474272034_1938531219_nRady praktyczne (nie zawsze trzeba w 100% stosować):
Lepiej nie przywiązywać się do nikogo. Pracownicy, ale i przypadkowo spotkani miejscowi, potrafią być mistrzami w zjednywaniu sympatii, wzbudzaniu współczucia i potrafią poruszyć różne nuty. Człowiekowi się zdaje, że wszedł na jakieś głębsze pokłady zażyłości, zaczyna się angażować, a to błąd. Bo potem jak obuchem w głowę. Lepiej się wyczulić na słowa „pulang kampung” – czyli powrót do siebie, do wioski. Zwykle znaczy to na z pracy, ale Indonezyjczycy lekko to traktują i się często zdarza, że z takich powrotów nie wracają. Albo mają zamiar wrócić, ale w niesprecyzowanej przyszłości, a czekający (pracodawca) nie wie, kiedy a telefon np. wyłączony albo numer zmieniony. Znowu pojawia się wspomniana bezradność.

10310513_10152553278214672_8370037377663133321_nKto zatem może myśleć o przeprowadzce na Flores, a kto powinien poszukać szczęścia gdzieś indziej?

Trzeba być silnym, wytrzymałym. Nie można być perfekcjonistą, bo zejdzie się na zawał. Nie można mieć skłonności do sterylności. Trzeba natomiast mieć duże zdolności do kompromisu, umiejętność trzymania emocji na wodzy.

I jeszcze coś, co mi przyszło ostatnio do głowy, kiedy kierowałam samochodem w Labuan Bajo i poza nim, jeżdżąc po Flores. Nie można być przywiązanym do idei państwa, samorządu, czy czego tam jeszcze, które dbają. Tu jest Dziki Wschód, trzeba sobie radzić. Nie ma ułatwień, nikt za nas nie pomyśli, nie uprzedzi, nie uchroni, a już szczególnie instytucje, które powinny się tym zajmować (policja, służba zdrowia, cokolwiek). A konkretnie – jechałam drogą z Labuan Bajo do Rutengu. Ktoś w ramach kolejnego realizowanego bezsensownego projektu drogowego (o czym pisałam powyżej) postanowił przeciąć część góry. Jezdnia w jedną stronę była już obniżona, ta w druga, którą jechałam, była znacznie powyżej, jechało się po błocie i wertepach nad przepaścią, u której podstawy pracowały koparki. Żadnego ostrzeżenia, serce w gardle. Trochę dalej, wzdłuż całej drogi wykopany rów. Prawie nie ma miejsca, a z naprzeciwka pędzą ciężarówki. W Polsce takie miejsca są oznakowane, zabezpieczone, a tu wszystko na żywioł, spadniesz to spadniesz. Muszę przyznać, że to był jeden z momentów, kiedy ścisnął mnie strach, gdzie ja jestem. Ale to mija.

248015_233286610107488_189852920_nJakie miejsca na Flores polecasz?

Flores jest naprawdę piękna i ciekawa. Jeśli zaliczyć do niej obszar Komodo, to oczywiście ten park, warany, życie podwodne, plaże, bezludne wyspy. A potem już sama wyspa Flores, na wschód od Komodo. O ile Komodo jest suche i skaliste, to już lekko wjeżdżając w interior, krajobraz zmienia się, wjeżdża się w las deszczowy, zaczynają się góry. Jest zielono. Zresztą sama nazwa Flores, czyli kwiaty, nie jest przecież przypadkowa.

Polecam zwiedzenie starych, mówią, że kilkusetletnich, tradycyjnych wiosek. W nich wciąż trwają stare obrzędy i tańce. Wioski rozsiane po całej Flores. Do niektórych trzeba iść, czasem parę godzin przez las i te są najciekawsze. W ogóle Flores odsłoni swoje najlepsze tajemnice przed tymi, którzy lubią chodzić. Drogi są bardzo złe, do wielu miejsc nie da się dojechać.

Ja lubię wulkany i na parę można wejść. Najsławniejszy to Kelimutu, w którego trzech kraterach zagościły różnokolorowe jeziora, zmieniające swoją barwę co jakiś czas (kwestia minerałów). Jest to też miejsce magiczne dla mieszkańców. Ale są też inne wulkany.

Flores jest ciekawe, bo to nie skansen tylko prawdziwe życie. Przez to nie zawsze wszystko jest lukrowate, miasta są brzydkie i brudne, ludzie różni. ale to jest właśnie prawdziwa Indonezja.

1422639_397532887016192_1787522983_nOpowiedz, jak trafić na którąś z Twoich łodzi i gdzie można z Tobą popłynąć?

Najlepiej na samym początku wejść na stronę www.aridive.com i po prostu do mnie napisać. Droga z Polski zwykle prowadzi przez Bali, z której leci się na wschód przez około 1,5 godz. Potem ląduje się w Labuan Bajo na wyspie Flores i my już odbieramy z lotniska.

Od wielu lat organizujemy safari nurkowe oraz rejsy turystyczne po Parku Narodowym Komodo, czasem także ciut poza nim. W czasie safari nurkowego życie toczy się przede wszystkim wokół nurkowania, ale oczywiście jest też czas, żeby zejść na plażę, pochodzić po bezludnych wyspach czy iść do wioski rybackiej, które to aktywności są kluczowe w rejsie nienurkowym. Zawsze też odwiedzamy smoki z Komodo, największe na świecie warany, na jednej z dwóch wysp – Rinci albo Komodo.

48111_324974394272042_2103699609_nNasi klienci mają to szczęście, że nie dotyczą ich te wszystkie wspomniane przeze mnie powyżej małe problemy „od kuchni”. Zamiast tego mogą się cieszyć samymi pozytywami indonezyjskiego otoczenia – na safari piękną przyrodą, sympatycznymi ludźmi, życiem na łodzi, aktywnością pod tropikalnym słońcem, plażami na bezludnych wyspach. A nurkowie dodatkowo mają to wszystko, co znajduje się pod wodą – jedne z najlepszych na świecie raf. A na Flores (bo organizuję również wycieczki po wyspie), mają ponadto kontakt ze starymi i ciekawymi kulturami. Dla wielu przyjazd na Komodo i na Flores to wakacje życia, często wracają do nas lub planują wrócić. Ja staram się, żeby moi klienci spędzili ten czas jak najlepiej i serdecznie zapraszam na moje łodzie.

Na koniec zdradzimy, że swoje życie dzielisz pomiędzy Flores a Bali. To pewnie trochę jak dwa różne światy?

Podjęłam decyzję o przeprowadzce na Bali, kiedy miał urodzić się mój syn, ponad 4 lata temu. Z powodów, które można znaleźć w poprzednich odpowiedziach. Była to decyzja podjęta przede wszystkich ze względu na dziecko, ale też na mnie. Byłam już chyba zmęczona ciągłym mieszkaniem na łodziach. Bali znałam tylko pod kątem zakupów w sklepach oferujących wyposażenie łodzi.

Zamieszkałam więc na Bali, na której jest prawie wszystko, do czego mogą tęsknić ludzie z Zachodu, dobre jedzenie, łatwe zakupy (nie musze być miłośniczką galerii handlowych, aby docenić to, ze mogę kupić to co właśnie chcę), znajomi (liczna Polonia) i inne. Tylko prowadzenie biznesu bywa bbardziej skomplikowane, trzeba latać na Flores, dużo rzeczy załatwiać na odległość.

Gdzie zamierzasz zakotwiczyć na dłużej?

Nie wiem. Stała dyskusja wśród znajomych mieszkających długo w Indonezji to ta, czy zostać tutaj, czy jednak wracać do swoich krajów. Za powrotem jest zawsze ten sam argument – zmęczenie wynikające ze wszystkiego, co powiedziałam powyżej. A za pozostaniem jest to, co się osiągnęło tutaj. Ja nie wiem jeszcze, jak mi się życie ułoży. Staram się doceniać, że mam zawsze wybór.

1927791_46011179671_9151_nOla Liana – Polka, z wykształcenia (ale nie z praktyki) prawnik. Rozpoczęła nurkowanie na studiach w Krakowie w znanym klubie Krab. Po studiach wyjechała pracować jako divemaster w Meksyku, a potem na Malediwach. W 2004 roku, na skutek skomplikowanych zależności osobistych i bardzo wstępnych planów biznesowych trafiła do Indonezji i zupełnie przypadkiem na wyspę Flores do kontrowersyjnego portowego miasta Labuan Bajo. Pisze bloga Ola Liana, organizuje rejsy na Komodo i wyjazdy na Flores.
 
 

Zdjęcia: Ola Liana
Rozmawiała: Ania Błażejewska

Jeśli i Ty masz ochotę opowiedzieć nam o swoim życiu na obczyźnie (szczególnie, jeśli mieszkasz w Azji), napisz do nas koniecznie!