1. Taksówka nr 1

Jest parne czerwcowe popołudnie, jakoś tak pomiędzy jednym deszczem a drugim. Taksówka przyjeżdża zaskakująco szybko, bo już po mniej więcej 3-4 minutach. Pan Taksówkarz nr 1 jest najwyraźniej nieco zestresowany zarówno ochroniarzami z budynku, którzy skrupulatnie spisują jego numery, jak i tym, że to mnie ma dowieźć na miejsce. Ustalenie, dokąd dokładnie jedziemy, zajmuje trochę czasu i zaczynam mieć świadomość, że Pan Taksówkarz nr 1 ma zdecydowanie niepełną wiedzę w temacie naszej destynacji. Podaję mu jakieś punkty orientacyjne typu ambasada Stanów Zjednoczonych, ale widzę, że pomimo tego, że bez zająknięcia ciągle mi przytakuje, na jego twarzy maluje się zupełne niezrozumienie. Mam jednak przy sobie wydrukowaną mapkę, którą Pan Taksówkarz nr 1 zaczyna skrupulatnie studiować podczas jednego z postojów na światłach i wówczas słyszę pełne ulgi „Aaaa, Bococo Street!” I już wiem, że jest dobrze. Pan Taksówkarz nr 1 też najwyrażniej się wyluzowuje, bo za mniej więcej 30 sekund od „Aaa” stwierdza:
Jedziemy z licznikiem, ale potem dostanę więcej pieniędzy? *.
Tak, tak. -przytakuję –Jeśli bez problemu trafisz na miejsce, dostaniesz napiwek.
Trafia prawie bezbłędnie, więc napiwek dostaje.

2. Bryczka

Czy chcę jechać bryczką? W sumie chyba tak, nigdy nie jechałam. A ile to będzie kosztować? Ok. 350 peso? No to ok, jedziemy.
20 peso. – oznajmił Pan Powożący Bryczką.
Ile? – pytamy dla pewności raz jeszcze i kiedy powtarza, tłumacząc nam jak nieco opóźnionym w rozwoju i rysując jednocześnie w powietrzu liczby – „Dwa-dzieścia. Dwa-zero”, mamy świadomość, że to ściema, nie wiemy tylko, na czym ma polegać. Ciekawe szczegółów decydujemy się wsiąść i umawiamy się z Martą, że skoro koszt wycieczki po kilku atrakcjach starej Manili to 350 peso, my chcąc jechać jedynie do bramy, nie możemy zapłacić więcej niż 200, bo to raptem może 1000 metrów dalej. W międzyczasie Pan Powożący Bryczką próbuje nas jednak namówić na dłuższą wycieczkę (nie zgadzamy się), bierze pasażera na gapę („To Opiekun konia” – został przedstawiony Pasażer na Gapę), zmienia pas ze skrajnie lewego na skrajnie prawy, aby jednak zawrócić i faktycznie zawieźć nas do , a kiedy już wie, że z dłuższej wycieczki nic nie wyjdzie, odwraca się do nas i stwierdza „Dwadzieścia. Dwadzieścia setek za dojazd do bramy”.
Ile??? – pytamy nie wierząc własnym uszom, bo to dokładnie 100 x więcej niż kwota podana na początku, ale Pan Powożący Bryczką bez zająknięcia powtarza: „Dwadzieścia setek, ok?”.
Jasne. – mówię – Zapłacę Ci nawet 50 setek, tylko dowieź nas w końcu na miejsce.
15 setek ok. – ożywił się Pan Powożący Bryczką i pojechaliśmy.
Na miejscu wysiadamy, podajemy przygotowane uprzednio 200 peso i idziemy.

3. Jeepney.
W okolice przejścia dla pieszych nieopodal pola golfowego podjeżdża jeepney i po krótkich ustaleniach w temacie trasy, decydujemy się wsiąść. W środku jest zaskakująco sporo przestrzeni (na szczęście trafiłyśmy na porę już po godzinach szczytu) i spory przewiew (zerwał się wiatr zapowiadający wieczorny deszcz), a jeepney sunie po manilskich szosach prawdziwie po królewsku oczekując od innych pojazdów ustąpienia drogi, co zwykle udaje się bez najmniejszego problemu. Obserwujemy okolicę, uliczki stają się coraz ciemniejsze i coś nam się wydaje, że chyba powinnyśmy już wysiąść. Filipińczycy na ogół znają język angielski, więc ustalenie, gdzie dokładnie jesteśmy zajmuje coś około 10 sekund i już po chwili nasz Współpasażer puka w dach na znak, że ktoś planuje w tym miejscu przystanek. Wysiadamy, jeepney odjeżdża, a my uzmysławiamy sobie, że miałyśmy przejażdżkę za darmo, bo … chyba zapłacić należało podczas jazdy, a nie po wyjściu z pojazdu.

4. Taksówka nr 2
Pan Taksówkarz nr 2 to prawdziwa błyskawica. Nadzwyczaj szybko daje się zatrzymać na ulicy, podany przeze mnie adres wywołuje poważne i szybkie przytaknięcie głową, potem On błyskawicznie blokuje brzwi i jeszcze szybciej przemierza ulice na trasie ze starej Manili do Makati (15 minut!). Bardzo zadowolona wychodzę więc z Taksówki nr 2 należącej do korporacji o nazwie… SADDAM.

*Taksówkarze manilscy bardzo często na widok obcokrajowca do kwoty podawanej przez licznik „doliczają sobie” ok. 50 peso. Tak po prostu.

Poniżej kilka zdjęć ze starej części Manili i dwa z wielu typów bryczko-karoc dostępnych na ulicach.

Filipiny_Manila, DSC_9349

Widok na Manilę z dachu jednego z budynków w Ermicie.

Filipiny_stara_Manila, DSC_9361

Niektóre z najstarszych budynków zarosły drzewami.

Filipiny_Manila_Intramuros, DSC_9370

Bryczka - jeden ze środków transportu w Intramuros.

Filipiny_Manila_Intramuros, DSC_9379

Po Intramuros można się też poruszać pojazdem przypominającym nieco... dynię.