Na tę wiadomość czekałam od wielu miesięcy! Najpierw pojawiła się wersja, że otworzy się dla zagranicznych turystów dopiero od października, wcześniej otwierając swoje podwoje dla Indonezyjczyków z innych wysp, a potem dla takich krajów jak Chiny, Japonia, Australia i Nowa Zelandia, czyli tych, które poradziły sobie z wirusem. Potem kilkukrotnie zmieniano zarówno terminy, jak i założenia, aż w końcu, kiedy wszyscy się już w tym pogubili, ustalono ostateczną wersję. Decyzję podjęto w prawdziwie balijskim stylu.

Ponad tysiąc osób uczestniczyło we wczorajszych modłach w Pura Besakih, najważniejszej świątyni na wyspie, dziękując za dotychczasowy przebieg sytuacji w związku z koronawirusem i prosząc o kolejne błogosławieństwa. Po zakończeniu ceremonii gubernator Bali ogłosił swoje ostateczne plany dotyczące najbliższej przyszłości wyspy. Zacznę od tego, co zarówno mnie, jak i Was interesuje zapewne najbardziej, czyli kiedy turyści będą mogli wrócić na Bali. Znamy już oficjalną datę, więc zapiszcie ją w kalendarzach: 11 września. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak bardzo cieszyłam się, jak widząc tę wiadomość. Nie są niestety znane dokładne warunki przyjazdu, być może potrzebny będzie negatywny wynik testu (teraz jest potrzebny, aby przemieszczać się pomiędzy wyspami), ale mam wielką nadzieję, ze teraz będzie już raczej z górki.

Otwarcie dla turystyki zagranicznej to końcowy etap procesu składającego się z trzech etapów. Wcześniej, czyli jeszcze w tym tygodniu (od 9 lipca), mają zostać otwarte wszelkie biznesy prowadzone na wyspie z wyjątkiem atrakcji turystycznych. Te zostaną otwarte dopiero w fazie drugiej, czyli od 31lipca i jedynie dla turystów lokalnych bądź tych osób, które aktualnie przebywają na Bali. Też już się cieszę i z wielką chęcią pokażę Wam wtedy wiele miejsc na Bali.

Mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem, bo wszyscy już potrzebują dochodów. Tak jak już niejednokrotnie wspominałam, znakomita większość osób mieszkających na wyspie, w ten czy inny sposób związana jest z turystyka, czy to prowadząc/pracując w hotelach i restauracjach, czy znajdując zatrudnienie jako kierowcy, przewodnicy, pracownicy atrakcji turystycznych. Czy, idąc dalej, prowadząc firmy, których dochody bezpośrednio zależą od hoteli czy restauracji, czyli na przykład zajmując się zaopatrzeniem. I tak dziwię się, wszyscy w jakiś sposób do tej pory funkcjonują.

Do tej pory na Bali otwarto już znakomitą większość miejsc, a nawet część plaż. Generalnie w uproszczeniu zasada jest taka, ze im bardziej na południe, tym więcej miejsc otwartych. Na Bukit, czyli jeśli spojrzycie na mapę, na tym cypelku na południu Bali, otwarte są już wszystkie plaże, a nawet słynne plażowe kluby i już nie mogę się doczekać, kiedy wybiorę się na południe. U mnie plaża nadal dostępna jedynie dla osób z wioski, bo nadal lokalne władze nie chcą, aby kręcili się tu ludzie spoza lokalnej społeczności.

Na północy też dużo zależy od konkretnego miejsca. Kiedy na przykład wybrałam się do mojego ulubionego Munduk, okazało się, że choć niedawno pozwolono tam na otwarcie hoteli i restauracji, to wszystkie pozostałe miejsca są niedostępne: wodospady, trekkingi czy nawet brzeg jeziora. Zdziwiłam się bardzo, bo moi balijscy znajomi regularnie wędrują po tamtejszych górach, ale zagadkę mi natychmiast wyjaśniono: Balijczycy mogą. Indonezyjczycy z pozostałych wysp ewentualnie też, choć już nie wszystko i nie w pełnym zakresie. „Obcy”, czyli ci z innych krajów, absolutnie nie mogą. Bo „obcy” przynoszą wirusa i stanowią zagrożenie. Tyle w temacie. Do dziś zastanawiam się, skąd to podejście, ale zapewne nie pojawiło się znikąd – ktoś to powiedział, a prości ludzie z wioski uwierzyli w tę wersję wydarzeń.

W ogóle mam wrażenie, że nasilają się animozje pomiędzy Balijczykami, a obcokrajowcami. Zwykle mieszkańcy wyspy byli bardzo tolerancyjni (z mojego punktu widzenia nawet za bardzo), ale teraz, w związku z wirusem, każde nieprzestrzeganie przepisów jest w najlepszym wypadku szeroko komentowane, a czasem może skończyć się nawet deportacją, tak jak w przypadku Syryjczyka, którzy zorganizował imprezę jogową, na której zgromadziło się kilkadziesiąt osób. I wszystko byłoby w porządku, gdyby w tym samym czasie Balijczycy nie organizowali innych imprez gromadzących szerszą publiczność. Wiem, że w przeciwieństwie do obcokrajowcow oni są u siebie, ale zawsze wydawało mi się, ze jeśli są jakieś przepisy, których należy przestrzegać, to dotyczy to wszystkich, a nie tylko niektórych. Ale widocznie jestem idealistką.

A w międzyczasie na Bali mamy 1849 przypadków, z czego wyzdrowiało już 967 osób. Indonezyjczycy żartują, że wszyscy panikowali, kiedy wirus pojawił się w Indonezji, a teraz, kiedy tych przypadków są tysiące, wszyscy mają już bardziej zrelaksowane podejście. Podrożały ceny rowerów, bo nie ma korków na drogach, więc sporo osób zaczęło na nich jeździć.

Byle do września.