Rezygnując z odwiecznego sporu pt. „co było pierwsze?”, załóżmy, że na początku była kura. Wróć! W tym przypadku na początku była kaczka. Kaczka złożyła jajo. Jajo zostało zapłodnione i jako takie trafiło do… inkubatora, czyli do fabryki balutów. I tu zaczyna się nasza historia.

A CÓŻ TO JEST TEN ?

To bardzo popularna uliczna przekąska na Filipinach, a dokładniej mówiąc – ugotowany w skorupce embrion kaczy. Tak naprawdę baluty znane są jeszcze w krajach Indochin i Chinach (niektórzy nawet twierdzą, że to właśnie z Chin baluty trafiły na ), ale jakoś się tak utarło, że jeśli balut, to (tutaj funkcjonuje też forma „”, co znaczy tyle, co „owinięty”). Amatorzy balutów cenią je dla walorów smakowych, a poza tym uznawane za niezwykle skuteczny afrodyzjak baluty niezwykle chętnie konsumowane są przez żądnych łóżkowych sukcesów mężczyzn. Wpływ na atrakcyjność tego przysmaku ma też cena – 12-15 peso za baluta czyni go jednym z najtańszych źródeł protein.

Baluty produkowane są w całych Filipinach, ale najbardziej kojarzącym się z nimi miejscem jest stanowiące część Metro Manila miasto Pateros, słynne ze swoich „fabryk balutów” i najlepszego procesu inkubacji. Dziś niektóre fabryki zniknęły już z Pateros i zmieniły lokalizację na Taguig (równiez w Matro Manila). A sam proces „produkcji”? Zapłodnione wcześniej kacze jaja przechowywane są w koszach szczelnie owiniętych grubymi kocami po to, aby utrzymać ciepło (temperatury ok. 40 – 42.5 stopni Celsjusza). Po dziewięciu dniach jaja są sprawdzane na obecność embriona w specjalnym urządzeniu ze światłem (widoczne na jednym z poniższych zdjęć). Po kolejnych 8 dniach są już gotowe do sprzedaży. Te jajka kacze, w których po 9, czasem 12 dniach, nadal nie wykształcił się embrion, sprzedawane są jako penoy, który wyglądem i smakiem przypomina nieco jajka gotowane na twardo.

Na Filipinach uważa się, że idealny balut to balut 17-dniowy, bo wówczas jest on już wystarczająco dojrzały, ale nie widać jeszcze dzióbka, piór czy kości. Wietnamczycy dla odmiany preferują baluty (znane tam jako trứng vịt lộn) starsze, najczęściej 19 – 21- dniowe, kiedy już bez problemu można rozpoznać w jajku małe kaczątko, a kości miękną po ugotowaniu.

Z CZYM TO SIĘ JE?

Gotowy balut jest nieco większy niż jajko kurze i składa się z 4 części: płynu, embrionu, żółtka i białka. Nie tak trudno znaleźć je na ulicach, bo sprzedawane są z charakterystycznych koszy albo specjalnych wiader pełnych piasku i zaopatrzonych w ciepłe tkaniny (cel: utrzymanie temperatury), czasem prosto z rowerów. Generalnie baluty sprzedaje się ugotowane w sposób podobny do tego, jak gotuje się jajka na twardo, czasem tylko w sklepach można kupić baluty w wersji surowej (również na jednym z poniższych zdjęć).

Na Filipinach preferuje się baluty z dodatkiem soli, chilli i sosu vinegret; w Wietnamie dla odmiany z solą, sokiem z cytryny, pieprzem i liśćmi mięty, a w Kambodży delikatnie jedynie przyprawione odrobiną pieprzy i soku z limonki. Żeby było ciekawiej i bardziej różnorodnie, na Filipinach balut wszedł także do menu licznych restauracji i jest tam serwowany jest głównie jako przekąska, czasem w formie omletu, najczęściej gotowany lub smażony, a czasem nawet dodawany do wypieków.

Już słyszę, jak niektórzy wypowiadają w tym momencie pełne obrzydzenia „bleee”…

Próbowaliście? Jakie wrażenia? A może chcecie kiedyś spróbować?

Poniżej film z „instrukcją obsługi baluta”.

W Azji.pl – Balut, czyli jajka z niespodzianką.