2 lata na Filipinach, czyli „Wywiad z nami”

Dwa lata na Filipinach minęły nam co prawda wczoraj, ale w związku z tym, że było co świętować, obiecany „wywiad z nami”, czyli Wasze pytania o nasze życie na Filipinach i w ogóle, zamieszczamy dopiero dziś. Kolejność przypadkowa i nie tylko. Sporo tych pytań! (na te, które były bardzo do siebie podobne odpowiadaliśmy tylko raz:).

Zatem po kolei:

Jestem ciekawa, co z Filipin przenieślibyście na grunt polski, i za czym z Polski tęsknicie na Filipinach. Nie myślę tutaj tylko o rzeczach materialnych, ba!, przede wszystkim o cechach charakteru albo sposobie zorganizowania życia. Czy są takie elementy?

DSC_0233Oprócz pogody?;) Przenieślibyśmy uśmiech i uprzejmość, bo nawet w sytuacji, kiedy ten uśmiech jest tylko i wyłącznie uśmiechem wynikającym z pełnionej aktualnie funkcji, to i tak o wiele milej załatwia się wówczas sprawy. Paradoksalnie, przenieślibyśmy też wszystkie te elementy związane z „azjatyckim zachowywaniem twarzy” , które często sprowadzają się do unikania bezpośredniej konfrontacji i takiego załatwiania spraw, aby przyniosły oczekiwane rezultaty, ale nikogo bezpośrednio nie uraziły.

Z Polski z kolei, a właściwie bardziej z Europy niż z Polski, przenieślibyśmy podejście do czasu (w ciągu dwóch ostatnich lat nabraliśmy stosownej cierpliwości i nauczyliśmy się funkcjonować w ramach „Filipino time” , ale miło byłoby żyć w bardziej przewidywalnej czasowo rzeczywistości), brak nieuzasadnionej biurokracji (tak, moi drodzy, dopiero tutaj mieliśmy okazję przekonać się, że frustrujące załatwianie spraw w polskich urzędach jest niczym w porównaniu do załatwiania podobnych kwestii w urzędach i instytucjach filipińskich) oraz bardziej konkretne, rzeczowe podejście do rzeczywistości w praktycznie każdym jej wymiarze.

Czy wierzycie w filipińskie duchy? Może spotkaliście je kiedyś?

Wierzymy w różnego rodzaju duchy, nie tylko filipińskie;) A czy spotkaliśmy filipińskiego? Pamiętam jeden wieczór spędzony w filipińskim domu na Mindanao. Zgasło światło (tam przerwy w dostępie do elektryczności są standardem), zaczęto rozmawiać o duchach i nagle w ogrodzie obok rozległ się przeraźliwy dźwięk… Filipińczycy struchleli ze strachu… Ale, czy to był duch?

Czy to kraj o wysokim stopniu korupcji, czy jesteście zmuszeni załatwiać niektóre sprawy „za drobną opłatą”?

Filipiny_Metro_Manila_EDSA, DSC_3759Nie tylko za drobną. Na Filipinach wprawdzie próbuje się walczyć z korupcją i od czasu do czasu organizuje się „akcje pokazowe” , podczas których przykładnie zwalnia się z pracy policjanta przyłapanego na próbie wymuszenia łapówki, ale na dłuższą metę to nie działa. „Małe pieniądze na lunch lub meriendę” wręczane policjantom nie są niczym nadzwyczajnym i tajemnicą poliszynela jest, że właśnie w godzinach posiłków policjanci częściej próbują wręczać mandaty. Nie przesadzę stwierdzając, że w większym czy mniejszym stopniu płacą wszyscy, bo nieuiszczenie „opłaty” na miejscu skutkuje odebraniem prawa jazdy do czasu uregulowania opłaty w urzędzie. Niektórzy radzą sobie z tym problemem uprzednio zakupując lub organizując w inny sposób kilka fałszywych praw jazdy oddawanych przy próbie wymuszenia łapówki.

„Drobne opłaty” dotyczą oczywiście nie tylko policji, ale praktycznie każdej instytucji. Wszędzie znajdują się „załatwiacze” albo osoby „po znajomości”, którzy za taką „opłatą” są w stanie przyspieszyć bieg spraw lub w ogóle załatwić sprawę, która w innym wypadku nie miałaby szans zostać załatwiona.

Problem korupcji na większą skalę dotyczy choćby takich miejsc jak urzędy imigracyjne, które nagminnie wstrzymują wystawienie wiz pracowniczych w celu otrzymania dodatkowej kwoty, a czasem wręcz bez pardonu sugerując dodatkową opłatę albo… urzędów celnych, które bez żenady wymuszają konkretne pieniądze za odbiór importowanego towaru.

Czy Filipińczycy są szczerzy? Uśmiech Azjaty niekoniecznie świadczy o szczerości?

Filipiny_Metro_Manila_Smokey_Mountain, DSC_1372Uśmiech Azjaty moim zdaniem nie kwestią szczerości lub jej braku, ale może być spowodowany zwykłą ludzką uprzejmością, wykonywaną funkcją, która wymaga uśmiechu na twarzy w codziennych kontaktach albo na przykład, jak to bywa czasem w przypadku Filipińczyków, może wynikać również niezręcznej sytuacji, w jakiej przyszło się im znaleźć. Faktem jest jednak, że uśmiech nie zawsze jest wyrazem sympatii, czyli tego, w jaki sposób odbieralibyśmy go my.

Czy Filipińczycy szanują Waszą prywatność?

Filipiny_Metro_Manila_Bicutan, DSC_1960O naszą prywatność musieliśmy zadbać sami:) Pamiętam dobrze, jak w naszym pierwszym mieszkaniu okna „living roomu” nieszczęśliwie wychodziły na taki wielki korytarzo-hall (coś jak w amerykańskich więzieniach;), po którym poruszali się sąsiedzi i ich pracownicy. Wszystkie te osoby bez żadnych skrupułów potrafiły stać pod naszymi oknami i oglądać, co akurat dzieje się lub w ogóle znajduje się wewnątrz. Ba, potrafiły nie tylko stać i patrzeć, ale nagminnie komentowały sytuację. Prawdopodobnie byliśmy dla nich trochę niecodziennym zjawiskiem, bo ani okolica ani osiedle nie należały do tych, w których zatrzymują się ekspaci. W jakiś sposób pomogło zamontowanie okiennic, ale i wówczas spotykaliśmy osoby z nosami przyklejonymi do naszych szyb i podglądającymi przez szparki w drewnie. To akurat przeszkadzało najbardziej, bo do pytań „a skąd jesteście?” , „a czy masz męża? ile lat?” , „Dlaczego nie macie dzieci?„, „kiedy będziecie mieli dzieci?„, „gdzie mieszkacie?” (bo ta informacja pozwala wyrobić sobie zdanie na temat danej osoby) oraz „ile macie pieniędzy na życie” i „ile płacicie swoim pracownikom” , zdążyliśmy się dawno przyzwyczaić i odpowiadać tak, żeby faktycznie nie naruszały naszej prywatności. Albo po prostu obracać całą sytuację w żart.

Za co kochacie (jeśli w ogóle) Filipiny (ale tak maksymalnie, do bólu)?

Za mango! A tak poważnie, to nie, jeśli ma to być konkretnie „do bólu”, to nie kochamy. To zbyt nieoczywiste miejsce, mające zresztą niewiele wspólnego z obrazem kreowanym na zewnątrz. Choć oczywiście ma kilka plusów.

Czy Filipińczycy czytają książki?

Powiedziałabym, że nie, bo w ciągu dwóch spędzonych tu lat zaledwie kilka razy widziałam osoby z książkami w rękach (nie licząc księgarni). W samych księgarniach z kolei z reguły znakomitą część zajmują działy papiernicze, a dominującym rodzajem dostępnej literatury są amerykańskie popowe czytadła tudzież życiowe poradniki. Ale prawdopodobnie oceniając w ten sposób czytelnictwo książek na Filipinach, byłabym bardzo niesprawiedliwa. Zapytana o to znajoma Filipinka zareagowała wręcz bardzo żywiołowo stwierdzając „Ależ tak! Czytają! Tylko nie każdego na to stać!” i poleciła mi zajrzeć do miejsca, w którym kupić można książki używane. Faktem jest, że cena książek (najczęściej min. 500-600 peso tj. 38-45 zł za sztukę) nie zachęca, bo byłaby znaczącym wydatkiem w przeciętnym filipińskim gospodarstwie domowym.

Czy Waszym zdaniem Manila jest bezpiecznym miastem?

Filipiny_Metro_Manila_Bicutan, DSC_1966To temat jednego z kolejnych wpisów, jakie w najbliższej przyszłości pojawią się na blogu. W skrócie więc napiszę tylko, że Manila, a właściwie Metro Manila, to przede wszystkim olbrzymia, 12 milionowa (wg. danych z 2011 roku) metropolia i takie miejsce, w którym żyją absurdalnie bogaci i… nieprawdopodobnie biedni ludzie. Wielkość Metro Manili powoduje, że i przestępczość będzie większa niż np. w Warszawie, a występujące dysproporcje są czynnikiem wpływającym wprost proporcjonalnie na częstotliwość rabunków i kradzieży. Nam osobiście nieprzyjemna sytuacja przytrafiła się dokładnie raz – kiedy poruszaliśmy się LRT (naziemną kolejką) podczas powodzi, kieszonkowcy próbowali ukraść portfel, bezskutecznie, bo nigdy takiego portfela nie włożylibyśmy do kieszeni wsiadając do LRT, która, podobnie jak MRT (druga z naziemnych kolejek) nie cieszy się dobra reputacją.

Miałam okazję spędzić w Manili dwa dni i to miasto mnie przytłoczyło. Nie lepiej zamieszkać na którejś z rajskich wysp?

DSC_0183Pewnie lepiej, choć akurat nie dla nas. Po pierwsze jesteśmy stworzeniami wybitnie miejskimi i wieś, tudzież plaża, cieszy nas tylko wówczas, jeśli można się na nią wybrać co jakiś czas, aby potem wrócić do miasta. Lubimy wszystko to, co oferuje praktycznie każde większe miasto, czyli dostęp do rozrywek, udogodnień i produktów zupełnie niedostępnych na wsi. Lubimy też tempo miejskiego życia. Po drugie, tylko miasto zapewnia nam pracę i dostęp do szybkiego internetu potrzebnego w tej pracy. Po trzecie, tylko w miastach, w szczególności w Manili i Cebu są międzynarodowe lotniska, które pozwalają nam na częste podróże. Gdybyśmy mogli wybierać jakiekolwiek miejsce na Filipinach, wybralibyśmy… właśnie Manilę;) W tym na pozór okropnym, paskudnym molochu, cały czas odkrywamy nowe miejsca, co sprawia, że czasem nasza codzienność jest nieprawdopodobnie fascynująca.

Jak długo zostajecie na Filipinach? Myślicie o powrocie do Polski?

Jakiekolwiek terminy w tej kwestii są zagadką nawet dla nas. Zakładamy, że zostaniemy tu przez jakiś czas, przynajmniej jeszcze 2-3 lata. Może dłużej. Wszystko zależy od tego, jak rozwinie się sytuacja tutaj na Filipinach w związku z pracą oraz jakie pojawią się inne opcje. Osobiście nie marzę o kolejnej przeprowadzce, bo jednym z elementów, jaki cenię sobie w życiu najbardziej jest DOM, a doświadczenie przeprowadzki na Filipiny nauczyło mnie, ile czasu potrzeba, aby taki dom „zbudować” w nowym miejscu. Choć z drugiej strony wiem, że jeśli pojawi się okazja przeprowadzki, pewnie z niej skorzystamy;) Jednak myśl o powrocie do Polski staje się z każdym miesiącem coraz bardziej abstrakcyjna.

Filipiny_Metro_Manila_Navotas, DSC_6766Czy Filipiny są biednym krajem?

Odniosę się tu do fragmentu wywiadu z Konradem, który odpowiadał na to pytanie w kontekście Indii. Zacytował tam swojego znajomego, który stwierdził, że „Indie to bogaty kraj biednych ludzi” . Filipiny to zdecydowanie mniejsza skala problemów niż Indie, ale i o tym kraju można dokładnie to samo powiedzieć. Z drugiej strony jednak, jeszcze bardziej pasowałoby odwrócenie tego stwierdzenia, czyli „Filipiny to biedny kraj bogatych ludzi” , bo tak naprawdę większość kraju i jego zasobów należy właśnie do garstki bogatych Filipińskich rodów. Z naszego, polskiego punktu widzenia – to jest wręcz niewyobrażalna zamożność.

P1000214Jak się żyje na co dzień w Manili? Jak spędzacie czas wolny?

Spędzanie czasu wolnego to kwestia, która musiała ulec małym modyfikacjom. Bo na przykład nie jeździmy na rowerach, nie chodzimy do teatru (okazuje się, że to akurat można zmienić), nie spacerujemy po centrum miasta (bo tu nie ma jednego centrum, a poza tym życie i tak toczy się wokół centrów handlowych), nie chodzimy do parków (co nie znaczy, że w ogóle ich nie ma), rzadko chodzimy do kina (bo wyświetlają tam głównie filmy, na które zwyczajnie szkoda nam czasu). Ale z drugiej strony tak, jak i w Polsce, również w Manili, często spotykamy się ze znajomymi, czy to gdzieś jednej z licznych restauracji, czy w domach. Odwiedzamy galerie (takie prawdziwe, nie handlowe), zwiedzamy miasto i jego okolice, co chwilę odkrywając nowe zakątki, a czasem wręcz ukryte klejnoty, integrujemy się z manilskimi ekspatami i samymi Manileños, robimy zakupy, oglądamy filmy, czytamy, dużo podróżujemy. Czasu wolnego jest nieustannie za mało.

Za czym najbardziej tęsknicie?

Za świeżością wiosny, kolorami jesieni i maleńkimi elementami, które tworzyły nasz polski świat. O polskich przyjaciołach chyba nie muszę wspominać, bo to oczywiste. Za polską kuchnią nigdy nie przepadaliśmy, a europejskie produkty, choć nie należą do tanich, są bez problemu dostępne. Ale tęsknimy coraz mniej.

Filipiny_Metro_Manila_Pinto_Art_Museum, DSC_8471Gdybyście mieli możliwość wyboru innego kraju, gdzie chcielibyście zamieszkać?

To będzie bardzo subiektywna, intuicyjna wręcz odpowiedź, nieoparta na żadnych racjonalnych przesłankach, bo trudno oceniać czy miejsce albo kraj jest dla kogoś odpowiedni na podstawie kilku spędzonych tam dni, czy nawet tygodni. Jeśli jednak mielibyśmy wybierać, to chętnie zamieszkalibyśmy w Turcji (szczególnie w Stambule), Malezji (tutaj postawilibyśmy na Kuala Lumpur lub George Town), Hong Kongu. Rozważylibyśmy Wietnam (osobiście ciężko byłoby mi zdecydować czy Hanoi czy Ho Chi Minh), Indonezję (tutaj Jakartę lub Bali) i… Indie:)

Dlaczego tak mało piszecie o sobie?

Bo uważamy, że otaczająca nas rzeczywistość jest o wiele ciekawsza niż nasze prywatne sprawy, a fakt, że mieszkamy na Filipinach nie czyni z nas jakiś wybitnie interesujących jednostek.

DSC_2428Co właściwie robicie na Filipinach?

To długa historia, więc w dużym skrócie. Przyjechaliśmy tutaj dwa lata temu, bo Krzychowi zaproponowano pracę w firmie Multiply, a dla mnie miało być to całkiem dobre miejsce dla moich fotograficznych wypadów po Azji. Nowa firma Krzyśka i praca w niej okazała się jednym wielkim nieporozumieniem praktycznie od samego początku (dziś zresztą firma już nie istnieje…), więc ostatecznie, w związku z wieloma zaistniałymi po drodze problemami, pożegnał się z nią w pierwszym kwartale ubiegłego roku. Potem robił różne projekty, aby pod koniec ubiegłego roku współpraca z jedną z firm – Marketing Villas, przerodziła się w stałe zajęcie. Poza tym rozwija swój własny projekt internetowy. Ja robię, to co miałam robić, choć ostatnio, w związku z wydłużającym się oczekiwaniem na wizę, jestem niejako zmuszona do nieopuszczania Filipin.

Ile dni trzeba przeznaczyć na wakacje na Filipinach?

Znam osoby, które przyleciały na Filipiny, aby spędzić tu zaledwie 6 dni i… planują wrócić. Znam też takich, którzy spędzili tutaj dwa miesiące i ciągle im mało. Oraz takich, którzy uważają, że dwa tygodnie w zupełności wystarczą. To kwestia bardzo indywidualna.

Filipiny_Metro_Manila_Malate_Yacht_club, DSC_7509Jakie są ?

To kraj wielkich dysproporcji. Minimalna stawka dzienna na terenie Metro Manila to 456 peso (ok. 10 USD), ale już na prowincji, gdzie życie jest o wiele tańsze, będzie to nawet i jedynie 232 Peso (Autonomiczny Region w Muzułmańskim Mindanao). Podobne, a nawet i większe dysproporcje występują praktycznie wszędzie. Są osoby, które pracują za dach nad głową i wyżywienie oraz takie, które zarabiają miliony Peso. Różnice występują nawet w ramach firm. Zdarza się oczywiście tak, że ekspaci zarabiają więcej niż Filipińczycy, ale zwykle nie wynika to tylko i wyłącznie z faktu „bycia ekspatą”, ale z bycia lub nie – wykwalifikowanym specjalistą. Zerknijcie na średnie zarobki na Filipinach i najlepiej opłacane zawody.

Filipiny_Metro_Manila_Smokey_Mountain, DSC_1221Czy dzisiaj podjęlibyście dokładnie tę samą decyzję o przeprowadzce na Filipiny?

Dobre pytanie! Nie wiem. Na pewno nie bylibyśmy tak bardzo otwarci na nowe doświadczenia, tak niewytłumaczalnie naiwni i nie wierzylibyśmy ludziom do tego stopnia, jak wówczas wierzyliśmy, bo te elementy były źródłem naszych największych komplikacji. Gdybyście zadali nam to samo pytanie rok temu, powiedzielibyśmy, że „nie, na pewno nie zdecydowalibyśmy się drugi raz zburzyć tak misternie skonstruowanego życia w Polsce, jakie mieliśmy szczęście wieść„. Dziś na pewno zastanawialibyśmy się dłużej, dokładniej przeanalizowalibyśmy wszystkie „za” i „przeciw”, a jeszcze skrupulatniej sprawdzili firmę i oferowane przez nią warunki.

Czy byliście w Polsce od czasu wyjazdu? Kiedy planujecie pojechać?

Hmmm, nie byliśmy…. Najpierw odwlekaliśmy wyjazd, bo baliśmy się, że wówczas już nie będziemy chcieli wracać do Azji; potem nie do końca byliśmy pewni, czy nie wrócimy do Polski na dobre, więc nie chcieliśmy planować żadnego tego typu wyjazdu; jeszcze później Krzysiek nie mógł myśleć o urlopie. Mieliśmy nawet bardzo sprecyzowany plan, że pojedziemy na Wielkanoc, ale to się nie udało, m.in. w związku z oczekiwaniem na wizę. Nie wiem kiedy pojedziemy… Na szczęście co jakiś czas odwiedzają nas nasi dobrzy znajomi z Polski, więc nie do końca czujemy upływ czasu i dzielące nas odległości.

Jak na Filipinach czują się Wasze koty?

Bardzo dobrze! Kiedy mieszkaliśmy w poprzednim mieszkaniu, które miało sporej wielkości balkon, nieustannie tam przesiadywały polując na jaszczurki (do dziś wzdrygam się na wspomnienie pewnego udanego polowania…). Teraz balkonu nie mamy, więc przedpołudnia spędzają na wielkich parapetach okiennych wygrzewając się w słońcu. Najczęściej jedzą… tuńczyka, bo one to uwielbiają, a z naszego punktu widzenia jest o wiele tańszy niż karma dla kotów. Tę ostatnią oczywiście też jedzą. I… chyba nie bardzo widzą różnicę w swoim życiu.

Co skłoniło was do pisania bloga?

Znajomi, dziesiątki czy setki pytań i próśb o przesyłanie regularnych informacji z Filipin. W międzyczasie jednak blog ewoluował i sama zastanawiam się czasem, czy jeszcze nas czytają jacyś znajomi…

Filipiny_Kalinga_Fang_od, DSC_0377Czy macie filipińskich przyjaciół?

Chyba… tak. W gruncie rzeczy nie wiem, czy to już przyjaciele, czy jeszcze dobrzy znajomi. Nie tak łatwo o filipińskich przyjaciół, bo wielu Filipińczyków ma, często zupełnie nieuzasadnione, kompleksy wobec obcokrajowców, co w najlepszym wypadku sprowadza się do odrobiny niechęci. Ale tak, myślę, że udało się nawiązać takie dobre znajomości.

Jakie są Wasze ulubione potrawy kuchni filipińskiej?

Nie ma takich. Z oczywistych przyczyn (Krzych nie jada wieprzowiny, ja z mięs jadam tylko kurczaka bez kości, ryby i owoce morza) kuchnia filipińska, w której dominuje właśnie wieprzowina, nigdy nie cieszyła się i nie będzie się cieszyć naszym zainteresowaniem. Wielokrotnie dawaliśmy jej szansę i wielokrotnie utwierdzaliśmy się, że nie są to dania ani smaki, które nam odpowiadają. Ogólnie mówiąc jest zbyt tłusta, zbyt słodkawa, mało wyrazista w smaku i zupełnie nieestetyczna.

Ale są dwa desery, które lubię. Jeden to mango float, który zrobiła nam w tym tygodniu pracująca u nas Raqel i drugi, też z mango, który miała okazję kiedyś jeść u przyjaciółki i którego nazwy niestety nie pamiętam.

Filipiny_Pagudpud_plaza, DSC_6010Największe wady i zalety mieszkania na Filipinach to…

Największą zaletą jest ciepły klimat, dzięki czemu nie trzeba wymieniać garderoby 4 razy w roku. Poza tym dostępność tanich połączeń lotniczych, dzięki którym możemy bez problemu dotrzeć w niemal każdy zakątek Azji Południowo-Wschodniej. Do zalet zaliczyłbym także ciągłe odkrywanie Filipin: miejsc, zwyczajów, zachowań, organizacji życia. Czasem wszystko to jest całkiem absurdalne i nielogiczne, ale cały czas chłoniemy tę wiedzę, przetwarzamy, staramy się zaadaptować i czasem stworzyć coś ciekawego.

Wadą jest zdecydowanie to, że za wiele rzeczy musimy przepłacać. Nie myślę tutaj nawet o importowanej żywności, co o tak elementarnych rzeczach jak elektryczność, (relatywnie) szybkie łącze internetowe, czy koszty wynajmu mieszkania. Frustrujący jest brak sensownej komunikacji publicznej, a co za tym idzie konieczność tkwienia w korkach. Z wszystkimi tymi problemami nauczyliśmy się żyć i radzimy sobie jak możemy, ale z pewnością nie są to elementy, którymi można kogoś zachęcić do osiedlenia się na Filipinach.

Jakie macie plany na najbliższe miesiące?

Mamy nadzieję, że wreszcie do paszportów wbiją nam tak potrzebne wizy i będziemy mogli wyjechać, bo pilnie potrzebujemy zmiany otoczenia. Plan zakłada Sulawesi w sierpniu, a potem jesienią jeszcze kilka innych wyjazdów-powrotów, tj. Birmę, Malezję i Indie.

A z bliższych i niewyjazdowych planów, w ten weekend planujemy odświeżyć wygląd naszego bloga, przenosząc go na nowy szablon. Trzymajcie kciuki, żeby się udało.

Filipiny_Metro_Manila_Quezon_City_EDSA, DSC_2312Jak pracuje się w filipińskiej firmie?

Na Filipinach, podobnie jak w Polsce, są “firmy” i “firmy”. U mojego pierwszego pracodawcy pracowało (a w zasadzie nic-nie-robiło) się źle. Okoliczności, w jakich znalazłem się w tej organizacji, intencje (nie) pracujących tam ludzi, patologie toczące ten projekt wzdłuż i wszerz powodowały, że trudno się mi było tam zaaklimatyzować. Jednak z czasem przekonałem się, że Multiply nie był reprezentatywny dla ogółu filipińskich przedsiębiorstw i firmy, którym doradzałem oraz z którymi współpracuję do dziś mają bardzo pozytywną atmosferę pracy, ludzie są zaangażowani w to, co robią i jest po prostu normalnie.

Który z elementów życia na Filipinach sprawiał Wam (a może nadal sprawia) najwięcej trudności?

Kontakty z naszymi pracownikami. Dla wielu z Was zabrzmi to zapewne co najmniej dziwnie, ale ciągle zapominam o tym, że tutaj obowiązują konkretne reguły. Nie ma mowy o przyjaźni, czy nawet większej sympatii na linii pracodawca-pracownik, a jakiekolwiek próby naruszenia tego stanu rzeczy kończą się w najlepszym wypadku zupełnym zachwianiem równowagi (tj. tym, że pracownik przestaje wykonywać jakąkolwiek pracę uznając, że przecież jesteście przyjaciółmi), a w najgorszym – czasami i kradzieżą, kiedy pracownik uznaje, że wszystko to, co należy do pracodawcy, jest również jego. Bo przecież jest tak sympatycznie. W Polsce było to łatwe, można było mieć podwładnych w firmie, a przyjaźnić się z nimi poza pracą. Tutaj to nie jest aż tak oczywiste. Ciągle się tego uczymy i przychodzi nam to z pewną trudnością.

Filipiny_Metro_Manila_Smokey_Mountain_Ulingan, DSC_1323Jaki jest ?

Bardzo różny. Zupełnie inny w Manili niż na prowincji. Tutaj, w stolicy, są ludzie (i bynajmniej nie mam tu na myśli ekspatów), którzy mieszkają w rezydencjach o powierzchni 500-800 m kw. i… większych, ale są i tacy, którzy wraz z kilkunastoosobową rodziną zmuszeni są gnieździć się na kilku dosłownie metrach kwadratowych, a kiedy nie wystarcza miejsca – spać na ulicy. Są tacy, których dotyczą takie problemy jak np. kupno odpowiednio wystarczającej liczby nieruchomości, tak, aby zapłacić jak najmniejsze podatki; niemożność spędzenia weekendu w hotelu Shangri-La na Boracay z powodu braku miejsc (pokój od 430 USD wzwyż) albo rezultat rozmowy kwalifikacyjnej w sprawie członkostwa w manilskim Polo Clubie oraz tacy, którzy cieszą się, kiedy zarobią 150 peso na dzień, co ma wystarczyć im na utrzymanie kilku osób.

Ale Manila to wielkie kontrasty, na prowincji życie wygląda zupełnie inaczej. Przeciętny Filipińczyk jest bardzo związany ze swoją wielopokoleniową i rozgałęzioną rodziną. Sam ma przynajmniej 2-3 dzieci (czasem mniej w miastach, zdecydowanie więcej na wsi), których edukacja jest dla niego priorytetem, bo w przyszłości to ich zarobki będą źródłem utrzymania. Kilkuosobowa filipińska rodzina zaliczana jest do „klasy średniej”, jeśli osiąga dochody w wysokości 50 tys. peso na miesiąc (tj. ok. 3,8 tys zł), ale większość żyje znacznie poniżej tych standardów będąc zadowolonym z zarobków na poziomie krajowego minimum (czyli przeciętnie 250 peso tj. ok. 20 zł dziennie). Mieszka zazwyczaj w 2-3 izbowym domu dzieląc go z dziećmi, dziadkami, a nierzadko również z innymi członkami rodziny.

Rodzina i zapewnienie jej utrzymania to priorytet dla każdego Filipińczyka. Stąd też marzenia Filipinek o mężu – obcokrajowcu, bo ten, niezależnie od faktycznego stanu finansów, będzie postrzegany jako osoba zamożna i zdolna do zapewnienia bytu całej rodzinie. Stąd wynikające czasem z tego powodu nieporozumienia. Podobnie, z tego między innymi powodu, wyjazdy Flipińczyków do pracy za granicę, gdzie często spędzają długie lata widząc się z najbliższymi, w tym z własnymi dziećmi, zaledwie raz do roku.

Filipiny_pomelo, DSC_9499Najmniej i najbardziej przyjemne sytuacje, które Was spotkały to…

… dzień, w którym złapałam pomoc domową na gorącym uczynku podczas kradzieży monet z mojego portfela, a potem zorientowałam sie, że w międzyczasie zdążyła też ukraść biżuterię i kilka innych drobiazgów, był najmniej przyjemnym dniem pobytu. A najbardziej przyjemna sytuacja? Takich było sporo i trudno jest je wszystkie wymienić.

Czy prawdą jest, że na Filipinach łatwo o tanią siłę roboczą?

Prawdą jest, że bardzo łatwo o tanią, niewykwalifikowaną siłę roboczą. Na przykład zatrudnienie pomocy domowej „stay-in”, czyli takiej, która mieszka ( i otrzymuje posiłki) w mieszkaniu z rodziną to koszt średnio 5-7 tys. peso, choć zdarzają się sytuacje zarobków na poziomie 4 tys i niższym. Wszystko zależy od pracodawcy i oczekiwań potencjalnej pracownicy. „Stay-out”, czyli osoba wracająca po pracy do siebie do domu zarabia więcej – z reguły od 8 – 12 tys Peso, ale sama musi zapłacić za posiłki i dojazd do pracy. Kierowcy zarabiają najczęściej od 10 tys. peso w górę. To wszystko wynagrodzenia manilskie, na prowincji zarobki są odpowiednio niższe.

Filipiny to jednak cały czas źródło taniej siły roboczej nie tylko w kontekście pracowników wysyłanych za granicę, ale również firm, które tutaj właśnie na Filipinach postanowiły outsource’ować cześć swoich procesów (BPO) lub produkcji. Filipińczycy z reguły dobrze albo bardzo dobrze mówią po angielsku, więc są niemal idealnymi pracownikami np. w call centers.

Filipiny_Metro_Manila_Roxas_Boulevard, DSC_7396Czy łatwo znaleźć pracę na Filipinach?

Jeśli na Filipinach ktoś szuka pracownika, zwykle najpierw zastanawia się, czy zna kogoś odpowiedniego z rodziny. Kiedy takiego nie znajduje, szuka wśród znajomych, ewentualnie prosi znajomych i rodzinę o rekomendacje. Dopiero wówczas, jeśli nikogo wystarczająco dobrego nie można znaleźć (co praktycznie się nie zdarza), pojawia się oferta pracy. Czasem zresztą taka oferta pojawia się „pro forma”, bo takie są wytyczne gdzieś z góry, a cały proces rekrutacji odbywa się niajako poza tym. Dodam jeszcze tylko, że nagminnie wspomniane rekomendacje mają niewiele wspólnego z faktycznymi zaletami potencjalnego pracownika, a często mają na celu jedynie oddanie komuś przysługi. Znajomy Filipińczyk powiedział mi kiedyś „nie ma znajomości, to nie ma pracy” i w dużym stopniu dokładnie tak to działa, co jednak nie znaczy, że bez tego nie ma szans na pracę. Szanse są zawsze.

Jak wygląda kwestia opieki zdrowotnej? Czy na Filipinach są dobre szpitale?

Zaskakująco dobre, przynajmniej na terenie Metro Manila. Nie byliśmy wprawdzie częstymi bywalcami szpitali w Polsce, ale tutaj przyjemnie nas zaskoczono, kiedy mieliśmy okazję odwiedzić naszą przyjaciółkę – Martę po urodzinach Zosi. MakatiMed okazał się szpitalem nadzywczaj nowoczesnym, bardzo dobrze wypozażonym i z kompetentną kadrą. Za najlepszy i najnowcześniejszy szpital w okolicy uznawany jest St.Luke Hospital w Forcie Bonifacio, ale tam nie mieliśmy okazji być, nad czym szczególnie nie ubolewamy.

Filipiny_Metro_Manila_Bicutan_ludzie, DSC_1957Czy na co dzień macie więcej kontaktów z ekspatami (Polakami?) czy Filipińczykami?

W pierwszych miesiącach naszego pobytu na Filipinach spędzaliśmy czas przede wszystkim z Polakami, co stopniowo zaczęło się zmieniać. Aktualnie oczywiście mamy bliskie kontakty z Polakami, czasem z małżeństwami mieszanymi, ale wśród naszych najbliższych znajomych są też Kanadyjczycy (albo z pochodzenia Polka i Pakistańczyk), Hindusi i Filipińczycy.

DSC_9441Jakie miejsca polecalibyście do zamieszkania w Manili?

Makati – to tutaj znajduje się najwięcej firm, najwięcej akceptowalnej jakości budynków oraz to tutaj mieszka najwięcej ekspatów. Fort Bonifacio – to drugie najczęściej wybierane miejsce. Jest bardziej przestrzenny (bo zaprojektowano go od początku do końca) i nowocześniejszy. Alabang Village – czyli wielkie osiedle domów na południu Metro Manila stanowiące praktycznie małe miasteczko z szerokimi alejami i doskonale zorganizowaną infrastrukturą. Dasmariñas Village, usytowane niepoodal Makati, ale tę lokalizację polecałabym tym, którzy dysponują znacznie większymi środkami.

Wszystkie powyższe lokalizacje wybierane są przez ekspatów najczęściej z powodu: bliskości firm, w których pracują (tylko wówczas nie spędzaja kilku godzin dziennie w korkach), dostępności sklepów, restauracji itp. oraz… bezpieczeństwa.

Czy myśleliście kiedyś o napisaniu książki o Filipinach?

Każdy miesiąc spędzony na Filipinach uświadamia nam, a wręcz uczy nas, jak mało wiemy o tym kraju. Co więcej, z każdym, upływającym miesiącem przekonujemy się, jak błędne wnioski wyciągaliśmy na początku i co więcej, jak błędne wnioski potrafimy wyciągać nawet w tej chwili. Bo z Filipinami tak już jest, że praktycznie nic nie jest takie, jak wygląda na pierwszy rzut oka. Ten kraj ma swoje drugie dno, ale aby móc do niego dotrzeć, potrzeba czasu. Jeśli więc miałaby kiedyś powstać książka o Filipinach, chcielibyśmy, aby była to pozycja perfekcyjna merytorycznie, a na taką potrzeba prawdopodobnie długich lat.

Czy łatwo przylecieć na Filipiny ze zwierzętami?

Nam się udało:) Jest oczywiście szereg wymogów ze strony filipińskiej, ale nie ma problemu, żeby całość formalności załatwić w Polsce. My dodatkowo mieliśmy trochę szczęścia, bo zajmująca się naszą przeprowadzką firma Crown Relocations załatwiła wszystko w ten sposób, że praktycznie nie spędziliśmy ani jednej dodatkowej chwili na manilskim lotnisku.

Filipiny_Metro_Manila_Laguna_de_Bay, DSC_2026Jak wytrzymujecie wysokie temperatury?

Włączamy klimatyzator! A tak poważnie, to lubimy, kiedy jest ciepło, więc filipińskie średnie temperatury oscylujące wokół 30 stopni całkiem nam odpowiadają.

Jakie są Wasze ulubione miejsca na Filipinach?

Dużo ich! Zdecydowanymi faworytami są wyspy Batanes oraz prowincja Kalinga na północy Luzonu, a resztę polecanych przez nas miejscówek znajdziecie na blogu.

Uff, koniec:)

  • Ja też kocham Filipiny za mango ;-)

    • Bo oni tu mają najlepsze mango na świecie i to akurat jest fakt:)
      Więc wiesz, jeśli następnym razem Manila byłaby Wam bardziej po drodze, to zapraszam na mango float, taki naprawdę dobry deser na bazie magno właśnie:)

  • Ciekawy reportaz z Filipin-warto sie zapoznac.

  • BaSia DE-Czekaj via Facebook

    Bardzo dziękujemy za wyczerpujące i ciekawe odpowiedzi :-)

  • Na te odpowiedzi czekałam, super! :)

  • tytus

    fajnie, licze, ze jednak nie malezja czy indie ale tahwan w koncu :)

    • Turystycznie? Malezja będzie troche „po drodze” z Birmy, a Indie nieco, hmm, „zawodowo”. Tajwan jest na liście priorytetowej, bo my bardzo chcielibyśmy tam…:)

  • Dzięki serdeczne:)

  • A to tym bardziej cieszę się, że siadłam i odpowiedziałam;)

  • Mogłyby być jeszcze bardziej wyczerpujące, ale wtedy wyszedłby z tego prawdziwy elaborat, a nie zwykły wpis na bloga;)
    pozdrawiam serdecznie!

  • BaSia DE-Czekaj via Facebook

    No pewnie, w każdym razie fajnie poczytać!

  • Malo mi ;)

  • Pietrek z Alp

    Przez przypadek sie tu znalazlem ale jak najbardziej nie zmarnowany czas na czytanie. Poprostu super.

  • Ewelina

    Dobrze wiedzieć co u Was. Trochę smutno, że narazie się nie wybieracie do Polski. Przesyłam uściski:-)

    • A to jednak jeszcze znajomi nas czytają!;)
      Prędzej czy później przyjedziemy:)))
      buziaki!

  • Powaga? Bo mi było trochę głupio, że aż tak się rozpisałam;)

  • No powaga :P

  • Bardzo ciekawe, świetnie, że napisaliście o was. I ja kocham filipińskie mango:) Być może w przyszłym roku wrócimy wreszcie na Filipiny, ostatni raz byłam w 2005:(

  • Raf

    Chciałbym jeszcze kiedyś spróbować mango na Filipinach – pycha!!!
    Pozdrawiam

  • Beata

    Hej! Czytaja czytaja:-) Pozdrowienia.

  • Lukasz

    Magandang gabi po.
    Dziekuje za swietnego Bloga :) Ja wybieram sie do Davao i jesli bylaby mozliwosc to chcialbym sie czegos wiecej dowiedziec na ten temat :) Pozdrawiam Cieplutko

    • Cześć Łukasz!
      Miło, że znasz tagaloga, ale spokojnie możesz pisać do nas po polsku:)
      Czego konretnie chciałbyś się dowiedzieć? My mieszkamy w Manili i nigdy do tej pory nie mieliśmy okazji być w Davao, więc obawiam się, że nie pomożemy. A w kwestii Filipin ogólnie pisaliśmy już sporo na blogu:)
      Pozdrawiam!

  • Lukasz

    Witam :)
    Dziekuje za szybka odpowiedz :) Tagalog to narazie poczatki ale staram sie zaprzec w sobie i sie nauczyc chociazby podstaw :) Ja chcialbym wlasnie do Davao poniewaz mam tam duzo znajomych jeszcze z UK ktorzy wrocili na Filipiny i mysle ze wlasnie tam wsrod nich najszybciej bym sie ogarnal jesli chodzi o poznawanie tej kultury :) Poki co planuje tam jechac w Maju nastepnego roku wiec jeszcze troche czasu jest :) A jesli chodzi o zycie tam to jak to wyglada w kwestji prawnej poniewaz z tego co czytalem mozna starac sie o wize roczna ale bez mozliwosci jednorazowego pobytu nie dluzej niz 59 dni :/

    • Hej hej,

      nie próbowaliśmy nigdy z roczną wizą, bo problemem nie było rozwiązanie: przyjazd na wizie turystycznej on arrival (obecnie do 30 dni) i potem jej przedłużanie na miejscu. Podobno (osobiście nie przekonaliśmy się na własnej skórze, bo zbyt często wyjeżdżamy) można taką wizę przedłużać nawet do 16 m-cy (najpewniej będzie, jeśli sprawdzisz to w ambasadzie). W tej chwili mamy wizy biznesowe, więc ten problem na szczęście już nas nie dotyczy:)
      powodzenia!

  • Paweł Guzik

    Odkryłem Wasz blog jakiś miesiąć temu, i bardzo miło się Was czyta, można dowiedzieć się wiele ciekawych informacji. Sam w przyszłości bardzo chciałbym się wybrać do tego kraju i napewno odwiedzę któreś z Waszych opisanych miejsc.

  • Pawel

    Wielka przyjemnosc sprawilo mi odkrycie Waszej strony. W wiekszosci zgadzam sie z Waszymi spostrzezeniami odnosnie Filipinczykow. Wedlug mnie te usmiechy rozmowcow sa naprawde szczere. Czasami jest mi glupio, bo wydaje mi sie, ze uwazaja mnie za lepszego od nich. Ale mimo, ze czas to dla nich pojecie wzgledne, ze nie planuja dalej, niz „do jutra” bardzo ich lubie. W pazdzierniku odwiedze Filipiny po raz 5-ty, tym razem na 4 tyg. Nie widzieli mnie jeszcze na Palawan, nie bylem w Cebu (Mindanao tylko polnocne, bo rebelianci)… . Chetnie spotkam Polakow na Filipinach ,wymienimy informacje,poplotkujemy,jestem wesolego usposobienia (tak mama mowila, hahahah)

    • Cześć!
      dzięki za miłe słowa:)
      Daj znać, kiedy będziesz, choć z góry pisze, że bardzo mała jest szansa, że będziemy akurat na miejscu w związku z kilkoma zaplanowanymi wyjazdami…
      Pozdrawiam!

  • Cześć Anno!

    dwa lata, sam się przekonałem jak czas szybko potrafi lecieć, dobrze go łapać w lot, i zapisywacz, dokumentować i czuć dogłębnie.

    Filipiny, gdzie byliście podczas tajfunu?

    Pozdrowienia, Tomek

    • Oj ucieka… To fakt…. Właśnie uświadomiłam sobie, że jutro już grudzień…;)
      Z tajfunem praktycznie nie mieliśmy do czynienia, bo ja byłam w tym czasie w Birmie, a Krzysiek co prawda w Manili, ale tu skutki były praktycznie żadne:)
      pozdrawiamy!