Jeśli w oficjalnym obiegu istnieje określenie „ Dream”, to Jolibee jest jego ucieleśnieniem. Oczywiście z poprawką na to, że podobnie jak wszystkie pozostałe naśladownictwa w tym kraju, „ Dream” jest uproszczoną i nieporadną podróbką „American Dream”, a samo jest podróbką McDonald’sa.

Jollibee to największa na Filipinach sieć fast food. Powstała w 1975 roku firma została założona przez rodzinę Tan (oczywiście pochodzenia chińskiego). Początkowo rodzinny biznes polegał na robieniu produkcji lodów (znaczy się lodziarnie mieli), jednakże już w 1977 roku szef firmy, Tony Tan Caktiong (znany także jako TTC) doszedł do wniosku, że wprowadzenie do menu kanapek pomoże zdywersyfikować źródła przychodów firmy, zagrożone przez kryzys naftowy, w efekcie którego cena lodów musiała wzrosnąć niemal dwukrotnie. Jak się okazało filipińska wersja hamburgera tak przypadła do gustu klientom, że rok później rodzinna firma posiadająca 5 lokali w Manili przekształciła się w Jollibee Foods Corporation.

Nazwa firmy zrodziła się z idei, jaka przyświecała TTC, w myśl której wszyscy mieli być radośni i pracowici niczym pszczoły w ulu. Jednocześnie każdy miał zwracać się do drugiej osoby po imieniu poprzedzonym zwrotem “Sir” lub “Ma’am”. Styl ten, choć zapoczątkowany przez Jollibee, został szeroko zaakceptowany w społeczeństwie filipińskim i do dziś dzwoni w uszach nie przywykłym do nabiałowania ekspatom.

Przyjacielskość (Friendliness) stała się jednym z pięciu „F”, tworzących filozofię firmy. Pozostała czFórka, to: ‚flavorful food’ (aromatyczne jedzenie – z tym bym polemizował), ‚fun atmosphere’ (atmosfera zabawy – zależy co kogo bawi), ‚flexibility in catering to customer needs’ (elastyczność w zaspokajaniu potrzeb klienta – nie testowałem) oraz ‚focus on families’ (skoncentrowanie się na rodzinach – czyli jak przystało na kraj katolicki).

Kiedy pierwszy raz opowiedziano mi o Jollibee, Filipińczyk, który raczył mnie tą historią twierdził, że Jollibee skopiowało McDonald’s, kradnąc receptury i przyprawiając jedzenie ‚po filipińsku’ (znaczy pozbawiając je przypraw, tylko słodząc i zaprawiając glutaminianem sodu). Prawda jest jednak taka, że McDonalda pojawił się na Filipinach dopiero w 1981 roku, kiedy Jollibee miało już 11 lokali. Oczywiście pomysł na biznes zapewne został podpatrzony w USA (nie po raz pierwszy i nie ostatni, nie tylko w tym kraju), ale TTC był pierwszy i sprytnie dostosował model biznesowy do Filipińskich realiów (zdecydowana większość ‚biznesmenów’ tego nie potrafi do dziś).

Od tego momentu we wszystkich większych miastach Filipin trwa zażarta walka pomiędzy „Przszczółką Jolą” a starym McDonaldem. Póki co wygrywa filipiński insekt. Aktualnie firma ma 745 lokali z szyldem Jollibee oraz kolejnych 1200 działających pod innymi markami (Chowking, Greenwich Pizza, Red Ribbon, Caffe Ti-amo, Mang Inasal), a jej obroty w ubiegłym roku sięgnęły niemal 63 miliardów Peso (jakieś 1,4 miliarda USD). Jak przystało na wroga McDonald’sa, Jollibee Foods Corporation jest na Filipinach operatorem sieci Burger King. Od połowy lat 80-tych, kiczowaty wizerunek ‚Pszczółki Joli’ można spotkać również poza granicami Filipin. W USA, Arabii Saudyjskiej, Hong Kongu, Wietnamie, Indonezji, Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz w Brunei (czyli wszędzie tam, gdzie pracują Filipińczycy) JFC posiada w sumie 468 lokali. Pracowita ta pszczółka!

Nie będę się tutaj rozpisywać o walorach smakowych potraw serwowanych w Jollibee, bo jak na piszę, że słodkie hamburgery z bananowym ketchupem są ble, to na pewno znajdzie się ktoś, kto powie, ze wcale nie są takie złe, ani takie słodkie. Jak zobaczycie gdzieś lokal „Pod Pszczołą”, to sami spróbujcie i oceńcie.