W poniedziałek kawa u znajomych, we wtorek testowanie indyjskiej knajpy, w środę wyjście na piwo, w czwartek zwiedzanie Intramuros, w piątek zakupy, w sobotę spotkanie z Karlem Groblem, jednym z moich ulubionych fotografów, a w niedzielę domowy obiad u nas. Najlepszym wyznacznikiem tego, że nasze życie wraca do normy, jest kalendarz zapełniony dokładnie tak, jak za starych dobrych czasów oraz fakt, że coraz częściej łapiemy się na tym, że wszystko musimy planować ze sporym wyprzedzeniem. Bynajmniej nie narzekamy! A wszystko to za sprawą nie tylko naszych znajomych z Manili, ale także coraz częściej odwiedzających nas gości.

To dzięki tym ostatnim na naszych półkach pojawiło się kilka nowych długo wyczekiwanych pozycji książkowych, a w naszej lodówce takie rarytasy jak majonez Winiary, kabanosy, krakowska, pasztety drobiowe czy ogórki kiszone, że nie wspomnę o pysznym polskim żółtym serze czy Żubrówce, którą zapomniałam ustawić do zdjęcia. To wszystko niby zwyczajne artykuły, ale zwykle są one albo w ogóle czy prawie wcale niedostępne w Manili, więc tym samym sprawiają nam ogromną frajdę.

Bartku, Jacku i Maćku – dziękujemy Wam serdecznie!

p.s. A na żubrówkę zapraszamy!
p.s.2 W lodówce mamy też bigos i polską sałatkę, ale to już zupełnie inna historia;)