Street znaczy Art

  • Malaysia_Geoerge_Town_murals, DSC_2984

Street znaczy Art

Do przyjechał na początku 2011 roku. Planował tydzień, może nieco dłużej, został… do dziś. Bo tak bardzo oczarowało go to miasto. W międzyczasie wynajął dom, w którym kiedyś mieścił się stary tradycyjny sklep. Podobno nie wydał ani ringgita na jego urządzenie wykorzystując jedynie niechciane i wyrzucone przez innych stare meble i sprzęty, a na życie zaczął zarabiać… malując stare drzwi, których w nie brakuje.

I mogłaby to być zupełnie mało oryginalna historia. Taka, jakich w George Town jest z pewnością sporo. Ale Ernest Zacharevic, Litwin z pochodzenia wychowany w Londynie, jest w George Town postacią szczególną i znaną prawie wszystkim turystom odwiedzającym to malezyjskie miasto. Wszystko za sprawą kilku intrygujących naściennych malowideł wykonanych przez tego artystę. Takich malowideł, obok których nie sposób przejść obojętnie.

Jako pierwszy powstał mural przedstawiający twarz starego człowieka na żółtej ścianie domu przy Armenian Street. Z kolei na Muntri Street można podziwiać imponujących rozmiarów chińską nastolatkę opierającą ręce na daszkach przy oknach, a nogi na kablach zwisających poniżej, a w starych chińskich osadach wybudowanych nad wodą – dwójkę dzieci plus dwa koty w niebieskiej łódce. Najciekawsze są jednak przestrzenne instalacje Zacharevica:

– dwójka dzieci sprawiających wrażenie, jakby dopiero co przysiadły na dużym rowerze ustawionym przy ścianie;
– chłopiec siedzący na motocyklu ustawionym przy czarujących starych drzwiach, pamiętających z pewnością bardziej zamierzchłe czasy;
– chłopiec w żółtej koszulce sięgający po butelkę napoju ustawionego poza zasięgiem jego rąk;
– chłopiec z małym sympatycznym dinozaurem w czerwonej obroży na szyi.

Na punkcie prac Zacharevica oszaleli odwiedzający George Town turyści, w efekcie czego odnaleźć nietrudno, bo zwykle wokół każdego z nich gromadzi się grupa azjatyckich nastolatek pozujących do zdjęć z prawdziwym zapałem i przyjmując przy tym nie zawsze oczywiste pozy. W międzyczasie Zacherevicowi pozazdrościli inni artyści, więc na ścianach starego miasta natknąć się można na bardziej standardowe kolorowe graffiti, może nie tak oryginalne, ale ciągle interesujące.

W zabawę szukania malowideł daliśmy się wciągnąć jak małe dzieci biegając z mapą od punktu do punktu tak, jak to mogłoby być w harcerstwie, gdybyśmy kiedykolwiek do niego należeli. Gdybyście i Wy mieli ochotę pobawić się w ten sposób i zerknąć na wyżej wymienione murale oraz dodatkowo metalowe instalacje, pomocna będzie MAPKA. Powodzenia!

Który z murali podoba Wam się najbardziej?

By |2017-02-07T19:28:42+00:00Listopad 14th, 2012|Malezja, Podróże po Azji, Sztuka, Trochę kultury|7 komentarzy

About the Author:

Mieszanka zodiakalnego Lwa i chińskiego Smoka. Z wykształcenia politolog, z zawodu fotograf. Ciągle szuka swojego miejsca na świecie.