Sierpień w instagramie

Nasze życie w sierpniu podzieliło się w zasadzie na dwie części: manilską i sulaweską.

Pierwsze dwa tygodnie to przede wszystkim dalsza mniej i bardziej interesująca eksploracja Manili (z wizytą w Muzeum Narodowym włącznie) plus przygotowania do wyjazdu. Czy wspomniane muzeum jest miejscem wartym odwiedzin, w szczególności wizyty podczas jedno- czy dwudniowego pobytu w Manili, to już kwestia gustu i zainteresowań. Osobiście najbardziej podobała mi się nie tyle część National Gallery, ile Museum of the Filipino People.

Na zdjęciach poniżej również fragment Chinatown (Jones Bridge) i Makati.

Filipiny_Metro_Manila_Chinatown, IMG_2291

Filipiny_Metro_Manila_National_Museum, IMG_2311

Filipiny_Metro_Manila_National_Museum, IMG_2301

Filipiny_Metro_Manila_Makati, IMG_2316

Filipiny_Metro_Manila_dimsum, IMG_2296

A potem polecieliśmy na wymarzone Sulawesi z nocnym przystankiem w Kuala Lumpur, bo niestety pomimo tego, że z Filipin na Sulawesi w linii prostej jest całkiem blisko, to wyjazd tam wymaga przesiadki. Najłatwiej o nią w Malezji, Indonezji i całkiem prawdopodobne jest, że również w Singapurze.

A jeśli , to było oczywiście gado-gado, za którym wręcz tęskniłam, bo choć w Manili nie ma problemu z dostępem do wszelkiego rodzaju azjatyckiej (i nie tylko) kuchni, to ze świecą trzeba byłoby szukać restauracji indonezyjskiej.

Indonezja_Sulawesi_gago_gado, IMG_2322

Były miłe chwile w Palu, choć choróbsko z wysoką temperaturą w roli głównej zmogło mnie do tego stopnia, że utknęliśmy tam na dzień dłużej.

Indonezja_Sulawesi_Palu, IMG_2335

Było wielkie rozczarowanie Togeanami, bo choć nie słyszeliśmy na ich temat jedynie jednoznacznie pozytywnych opinii, zdecydowaliśmy się tam wybrać mimo wszystko i uważamy, że w żadnym wypadku nie są warte nakładu sił w postaci długich dziesiątek godzin jazdy. Być może wygląda to tak jedynie z naszej perspektywy i być może mieliśmy zdecydowanie wygórowane oczekiwania (tak, tak, to było jedno z moich TYCH właśnie „od zawsze” wymarzonych miejsc).

Jedno jest pewne – dzięki temu nauczyliśmy się, że nie ma sensu tracić kilku dni życia tylko i wyłącznie na to, aby dotrzeć w miejsce podobne (a nawet ośmielę się dodać – mniej atrakcyjne) niż północ Palawanu, kiedy mamy mamy podobne klimaty na wyciągnięcie ręki tj. dzieli nas zaledwie lotu samolotem i kilka godzin jazdy.

Indonezja_Sulawesi_Wakai, IMG_2350

Na szczęście wszystko wynagrodziła , gdzie wg miejscowych spędziliśmy rekordową ilość dni. Było warto!

Indonezja_Sulawesi_Tana_Toraja, IMG_2358

Indonezja_Sulawesi_Tana_Toraja, IMG_2354

Indonezja_Sulawesi_Tana_Toraja, IMG_2376

Nie tylko ze względu na malownicze wioski czy bawole historie, ale przede wszystkim dlatego, że dzięki długim dniom spędzonym w towarzystwie Torajan mieliśmy okazję całkiem dogłębnie poznać tę fascynującą kulturę. I nie, nie mam na myśli jedynie rzezi bawołów. Ale o tym wszystkim mam nadzieję napisać w najbliższym czasie w ramach osobnych wpisów.

A potem wróciliśmy.
Samolot krążył nad Kuala Lumpur dobre pół godziny, a my mieliśmy niewątpliwą okazję podziwiać takie oto nocne widoki, czego bezpośrednią konsekwencją jest to oto nieostre foto poniżej. Tak na pamiatkę;)

Malezja_Kuala_Lumpur, IMG_2366

Czas ucieka w jakimś takim niezdrowym tempie i głównie dlatego ten wpis pojawia się dopiero teraz, czyli… niemalże w w połowie miesiąca. Mam nadzieję, że teraz będzie tylko lepiej.