Mikołaj przychodzi nocą

/, Filipiny - życie/Mikołaj przychodzi nocą

Mikołaj przychodzi nocą

Ty chyba nie jesteś katoliczką… – powiedziała kompletnie zaskoczona Dalia, kiedy usłyszała moją opowieść o polskich wigilijnych potrawach i świątecznych zwyczajach – U nas jest zupełnie inaczej.

czuć już praktycznie we wrześniu. To wtedy zaczyna się wielkie świąteczne odliczanie, a w sklepach i licznych centrach handlowych można nie tylko usłyszeć kolędy oraz inne świąteczne melodie, ale i spotkać tłumy Filipińczyków ogarniętych przedświąteczną gorączką prezentów. Tych ostatnich należy kupić sporo – dla licznej bliższej rodziny, jeszcze liczniejszej dalszej oraz pociotków, sąsiadów, kolegów, koleżanek, pracowników, współpracowników, kochanek i kochanków. A czasem nawet dla wszystkich tych, których będzie dane przed świętami spotkać.

DSC_1743

Zaraz po Halloween dekorujemy dom światełkami, a przed świętami kupujemy choinkę. Sztuczną jedynie niestety, bo odkąd z kraju wyjechali Amerykanie, nie tak łatwo o dobrej jakości drzewko w sensownej cenie. – opowiada Bobot (przedsiębiorca, lat 50).
Bobot, Chiński Filipińczyk, dzieciństwo spędził w Santa Cruz, gdzie jego rodzina prowadziła dobrze prosperującą piekarnię. Z nostalgią wspomina imprezy świąteczne, na które zapraszano wszystkich pracowników i ich dzieci.
A my zamiast prezentów dostawaliśmy czerwone koperty z pieniądzmi. – opowiada. Takie czerwone koperty, czyli ampao, dzieci otrzymywały od swoich krewnych, a w szczególności od ojców i matek chrzestnych i w wielu rodzinach chińskiego pochodzenia praktykuje się ten zwyczaj do dzisiaj.

DSC_3889

Anthony (lat 40) pamięta, że zwykle już 23 grudnia odbywała się narada rodzinna w sprawie świątecznego menu, a po niej przychodził cały dzień wielkiego gotowania. Jako wielka rodzina przygotowywali całe mnóstwo dań typu kare-kare, adobo, lechon, szynka, nilagang baka, sapin-sapin, smażonego kurczaka, morcon oraz sałatki: ziemniaczaną i owocową. Około 23.00 wybierali się na mszę wraz z całą rodziną Enriguezów, a potem, po powrocie, był czas na wielką ucztę i wymianę prezentów. Podarunków było całkiem sporo, bo część rodziny mieszka w Stanach Zjednoczonych, więc pieniędzy nigdy nie brakowało. Następnego dnia babcia Anthonego wychodziła na ulicę i obdarowywała cukierkami i drobnymi pieniędzmi wszystkie dzieci z sąsiedztwa, a dzieci odwiedzały swoich ninong i ninang, aby otrzymać dodatkowe prezenty.

Raquel (pomoc domowa, lat 38) z czasów dzieciństwa święta pamięta przede wszystkim wspólne wyprawy z dziadkiem na codzienną Simbang Gabi, czyli przedświąteczną nowennę. Ta poranna msza, nazywana też Misa de Gallo (Mszą Kogucią), zaczyna się już 16 grudnia, trwa przez 9 dni i odbywa się przed świtem tj. ok. 4.00 – 5.30 rano (w zależności od parafii). Podobno w dawnych czasach zaczęto praktykować tak wczesne odprawianie mszy, aby farmerzy mieli możliwość pracy na polu od samego rana. Mała Raquel i jej rodzina najczęściej wyruszali więc na mszę jeszcze nocą, wspólnie maszerując i po drodze spotykając znajomych i przyjaciół. Na 24 grudnia, zwaną , przygotowywali potrawy na wspólną rodzinną kolację w domu rodzinnym. Każdy był odpowiedzialny za przygotowanie jednego lub kilku potraw. Najstarsza siostra robiła specjalne lody i sałatkę z mango, średnia siostra wszystko to, co robi się z makaronu, czyli na przykład pancit albo spagetti. Trzecia siostra przygotowywała specjały kuchni filipińskiej czyli sumang, puto bumbong, bibingkę. Nie mogło zabraknąć też adobo. Raquel jako najmłodsza z rodzeństwa przygotowywała prezenty, na które zwykle zaczynała oszczędzać już we wrześniu, a kupować w listopadzie. Najczęściej ubrania, japonki, przybory szkolne albo różnego rodzaju słodycze. 25. grudnia zwykle całą rodziną wybierali się na piknik. Było ich najczęściej ponad 50 osób, zatem konieczne było wynajęcie dwóch jeepneyów.

DSC_3849

Filipińczycy wierzą w moc mszy, więc wielu z nich, mimo nieludzkiej pory, uczestniczy w . Tradycyjnie w te grudniowe poranki serwuje się przed kościołem gorącą czekoladę i świąteczne przysmaki, po zjedzeniu których ludzie wyruszają do pracy.
Kiedy byłem dzieckiem, wstawałem około 4 rano, aby wybrać się na mszę, ale bardziej istotne były te wszystkie smakołyki możliwe do kupienia przed kościołem: , , ukoy. To był faktyczny powód, dla którego byłem tak wcześnie w stanie wstać. – opowiada Anthony.
Chciałem uczestniczyć w tym roku w simbang gabi, bo wierzymy, że biorąc udział we wszystkich dziewięciu mszach, spełni się marzenie, ale… to za wcześnie. To nie dla mnie. – opowiada 22-letni fryzjer Alan.

Ale Alan w ogóle do świąt podchodzi mało tradycyjnie. W tym roku zamierza wprawdzie odwiedzić mieszkającą w Bulacan rodzinę, której nie widział już od dwóch lat i planuje spędzić razem czas, zjeść jamon i queso de bola, ale wraca już 26 grudnia, bo idzie do pracy.

DSC_3852

Święta są dla nas bardzo ważne. – opowiada Marga (przedsiębiorca, lat 45). – Wigilia, 24 grudnia to przede wszystkim uroczysta kolacja w gronie rodzinnym. Mamy zwykle różnego rodzaju szynki (ale najbardziej lubimy waszą polską!), pieczonego indyka, pieczoną wołowinę, mnóstwo chleba i słodyczy. O północy zebrane rodziny albo wybierają się wspólnie na mszę albo otwierają prezenty, a na mszę wybierają się następnego dnia. Zawsze o północy albo krótko po niej jemy mały posiłek, zwany Noche Buena, na który składa się quezo de bola, szynka, czekolada, ensaymada albo inny rodzaj chleba i przysmaki typu puto bumbong i bibingka.

U nas jadamy podobnie. – dodaje Romsanne (lat 25, dziennikarka). – Jest i jamon i quezo de bola. Przyjeżdża rodzinna na co dzień mieszkającą za granicą. Tak, uwielbiam święta, bo to okazja, aby spędzić trochę czasu wraz z rodziną!

Rodzina Bobota jest tak liczna, że choć czas świąteczny dzieli pomiędzy swoją rodzinę i żony, i tak przy świątecznym stole zasiada zwykle nie mniej niż 50 osób. Rodzina żony pochodzi z Biñan, więc na kolację, do której zasiadają około godz. 21.00 mają lokalne specjały w postaci wieprzowiny, kurczaka oraz specjalnej zupy z jajek, których jedzenie ma przynieść szczęście. A potem 25.12 cała rodzina zbiera się w domu siostry Bobota.

Raquel lubi święta spędzane u rodziny męża w Cebu. Seniorka rodu, 107- letnia babcia, grywa wówczas na gitarze, więc najczęściej wieczór kończy się wspólnym śpiewaniem.
Zwykle w ogóle nie rozumiem, o czym śpiewają. – opowiada Raquel pochodząca z prowincji Bicol – Ale swoim sercem czuje, że śpiewają o pięknych sprawach.

DSC_3928

W tym roku w rodzinie Raquel zorganizowano wymianę prezentów – dorośli mieli kupić dla siebie prezenty za kwotę nie przekraczającą 250 peso. Sporo tego wyszło. – przyznaje Raqulel. – Mam na pewno ponad 20 prezentów. 27, jeśli dobrze pamiętam.

To fakt, prezentów zawsze jest sporo. – dodaje Marga. – Już przed świętami mamy „kriss kringle” i „secret santa„, takie małe zabawy w wymianę prezentów. W święta chcemy, żeby każdy coś otrzymał, bo prezenty są dla pamiątką po tym, jak Bóg oddał ludziom swojego syna. A czasem Mikołaj przychodzi nocą i wtedy zostawia nam prezenty, a my zostawiamy dla niego słodycze i mleko.
A 25. grudnia są kolejne prezenty, bo wtedy odwiedza się swoich chrzestnych (ninong i ninang), którzy zwyczajowo obdarowują pieniędzmi lub drobnymi podarunkami. – uściśla jeszcze Romsanne. – To czas wielkiej radości.
To czas rodzinny. – mówi Marga. – To właśnie czyni go tak ważnym. Dla mnie osobiście święta są wyjątkowym czasem. Wtedy w domu jest nasza córka, razem możemy świętować rok, który powoli odchodzi i patrzeć z optymizmem w przyszłość.

My z kolei w ogóle nie czujemy atmosfery filipińskich świąt i nie wiem, co ma na to większy wpływ: czy długi i męczący okres przedświąteczny czy aura w niczym nie przypominająca tej „naszej” grudniowej.

A Wam przy okazji życzymy Waszych wymarzonych Świąt!

By |2017-02-07T19:28:15+00:00Grudzień 24th, 2013|Filipiny, Filipiny - życie|9 komentarzy

About the Author:

Fotografka i podróżniczka. Od wielu lat eksploruje Azję, a kilka lat temu swój nowy dom znalazła na indonezyjskiej wyspie Bali. Lubi życie z domieszką adrenaliny, śnieg i świeże sushi. Uwielbia swoje trzy balijskie psy. Nie lubi: nudy, braku szczerości i pomidorowej z ryżem. Na co dzień zajmuje się między innymi organizacją wyjazdów do Indonezji. I nie tylko tam.