• Laos_Vang_Vieng, DSC_5771

Vang Vieng, czyli mało Laosu w Laosie

to takie sobie małe miasteczko na trasie z Vientiane do popularnego Luang Prabang. Niektórzy przyjeżdżają tam na chwilę, a potem tak bardzo zachwycają się tym miejscem, że nie potrafią wyjechać. Inni uciekają zaraz następnego dnia.

Mnóstwo tam wszelkiego rodzaju barów serwujących tzw. happy drinks, nastrojowych restauracji, w których zasiąść można na wygodnych poduchach (zerkając jednym okiem na wyświetlanych właśnie „Przyjaciół”), guesthousów i tego wszystkiego, co może przydać się turyście (czyt.”co uwielbiają turyści”). W ciągu dnia najpopularniejszą rozrywką jest tubing, czyli spływ na sporej wielkości oponach, a wieczorem zaczynają się imprezy, które trwają do białego rana. Do tego setki turystów i… niewielu Laotańczyków (z wyjątkiem tych, którzy pracują w turystyce).

Intensywna zieleń, wapienne skały i rzeka Song bez wątpienia zachwycają, ale to dla mnie trochę za mało. Być może zmieniłabym zdanie, gdybym wypożyczyła rower i zwiedziła okolicę, tak jak to pierwotnie miałam w planach, ale po kilku godzinach spędzonych w Vang Vieng zdecydowałam, że uciekam. Decyzję podjęłam wieczorem, kiedy z godziny na godzinę robiło się coraz tłumniej, głośniej i kiedy absololutnie nic nie wskazywało, że będzie lepiej. Zrobiłam tylko kilka zdjęć malowniczego bambusowego mostu i następnego dnia ruszyłam na północ Laosu pierwszym autobusem. Zapewne już nigdy tam nie wrócę.

A jak Wasze wrażenia z Vang Vieng?

p.s. W Laosie byłam pod koniec 2010 roku, a sam wpis pierwotnie pojawił się na moim fotoblogu Orientacyjnie.pl.

By | 2017-02-07T19:28:35+00:00 29 maja 2013|Categories: Laos, Podróże po Azji|Tags: , , , |15 komentarzy
  • g

    Teraz ponoć w Vang Vieng jest o wiele spokojniej. Władze zdecydowały sie na walkę z piciem i narkotykami, które ponoć, poza tubingiem, były główną atrakcją tego miejsca.
    Zmiany miały miejsce chyba w połowie zeszłego roku, nie wiem, czy dalej obowiązują.

    My się zdecydowaliśmy VV w ogóle ominąć, bo ani tubing, ani narkotyki nas zbytnio nie interesowały :)

    • ciekawe, jak jest faktycznie. To miasteczko miałoby przecież taki urok, bo okolica jest rewelacyjna. Za „moich” czasów faktycznie królowały tam przede wszystkim wszelkiego typu używki i do dziś wspominam poranek, kiedy próbowano zebrać do autobusu absolutnie sponiewieraną młodzież bodajże z Australii;)

  • Byłem tam w marcu 2010 i też mi się nie podobało. Spędziłem tam dwa dni, ale tylko dlatego, że wypożyczyłem rower i pojeździłem po okolicy, bo ta rzeczywiście jest ładna i ciekawa. Samo Vang Vieng to jednak totalna klapa.

    • A wiesz, że kiedy przyjechałam tam jakoś tak przed południem, pierwsze wrażenie nie było takie złe? Pamiętam, że zasiadłam na lunch w jakiejś restauracji nad rzeką, widoki były fantastyczne, do tego spokój i cisza i byłam przekonana, że w tych wszystkich negatywnych opiniach jest sporo przesady. Ale potem z godziny na godzinę było tylko głośniej i zgoła inaczej niż przed południem;)
      Ostatecznie więc rower wypożyczałam, ale dopiero na północy:)

  • Renata Gron via Facebook

    Tak, tam jest naprawdę fajnie!

  • Andrzej Pilewski via Facebook

    Heh, przykro czytać. Byliśmy tam dokładnie 10 lat temu. VV stanowiło miły kontakt z cywilizacją po wcześniejszym pobycie w północnym Laosie. Krajobrazy przecudnej urody, możliwość rowerowych wycieczek, jaskinie, pływanie w rzece… Szkoda, wszystko się widać zmienia…

  • oj zmienia się, wszystko i wszędzie.
    Ale słyszałam, że w Vang Vieng akurat odwrotnie (więcej w komentarzu pod wpisem na blogu).

  • Laos to takiej miejsce gdzie jak patrzysz na wskazówki zegarka, to widzisz jak one się cofają ;) przyjemne uczucie ;) Vang Vieng na początku było straszne ;) ale potem pożyczyłem rower i zrobiło się bardzo miło ;)

  • A to fakt, bardzo chciałabym odwiedzić Laos raz jeszcze:)
    Samo Vang Vieng podobno zmieniło się diametralnie i w tej chwili to zupełnie inne miejsce. W sensie pozytywnym:)

  • Witaj Aniu
    Laos znany jest mi z opowiesci naszych znajomych ktorzy ponad 10 lat temu splyneli kajakami. Opowiadali, ze zapach pedzonego bimbru wyprzedzal miasto o kilkaset metrow.
    a ilosci turystow, podobnie bylo z Grecja.

    • Bimber pędzą chyba w całym Laosie i wszędzie piją;) Pamiętam, jak kiedyś jechałam rowerem przez pola ryżowe i tez mnie zaproszono na szklaneczkę laolao;)

  • August

    Piękne miejsce – krajobrazy ze zdjęć zniewalające!

  • Witam!
    Mieszkam w Laosie od ponad roku i osobiście bardzo lubię Vang Vieng. Byłam tam 4 razy i nigdy nie widziałam tłumów, raczej zawsze było spokojnie. Biznes narkotykowy nadal działa, ale na o wiele mniejszą skalę. Zgadzam się, że w samym mieście nie ma za bardzo atrakcji. Jeśli jednak wyjedzie się parę kilometrów za miasto robi się cudownie. Czasem nie mogę się nadziwić, że turyści nie wiedzą o VV niczego poza tubingiem…. Jak ktoś chce wiedzieć co naprawdę warto zobaczyć w VV zapraszam na swój blog :) Pozdrawiam wszystkich!

  • Slonik

    Bylem w lipcu (jeszcze tego roku). Miasteczko niezbyt ładne, ale spokojne, niewielu turystów. Pomysł spływu z dętką oryginalny, ale spływ jest spokojny, bez dreszczyku emocji, jak np. przy raftingu na Zanskarze :-) Można polecić osobom nieumiejącym pływać. Widoki wokół VV urocze – góry, jaskinie, pola ryżowe..