to zaginione królestwo na krańcu Azji. Takie połączenie Polski Gierka i Nowego Jorku. I połączenie Azji i kultury zachodu w idealnej proporcji. Umiejętność zbalansowania nowoczesności i tradycji. – opowiada Ola Nemś, która wraz z Krzychem Ciszewskim i dwoma kotami mieszka i pracuje w koreańskim .

SAMSUNG CSCIle razy w tygodniu jadacie kimchi?

Krzysztof: W domu w lodówce jest zawsze, sięgamy po kimchi w te dni, w których nie jemy poza domem, bo wtedy wiadomo, że będzie do posiłku w formie przystawki czy na przykład jako farsz do pierożków mandu w zupie.

Ola: Ja jem kimchi do wszystkiego. Szczególnie, kiedy Krzych jest po za domem. Pancakes z kimchi to jedna z moich ulubionych przekąsek. Szybka, smaczna i prosta w przyrządzeniu.

Czytając Waszego bloga nie sposób oprzeć się wrażeniu, że kuchnia koreańska bardzo przypadła Wam do gustu. Pokusicie się o jej charakterystykę?

K: Zupy na kościach, kiszona kapusta, tatar, placki ziemniaczane – brzmi znajomo? To tyle z podobieństw do kuchni polskiej. Kiszona kapusta jest oczywiście pekińska i pikantna (i tu Ola nie może się przekonać do kapuśniaku na ostro, musiałem zakisić białą kapustę z tego powodu). Był to też dowód na to, że biali ludzie nie żywią się wyłącznie junk foodem. Koleżanki Oli z pracy nie chciały wierzyć, że w domu gotujemy koreańskie potrawy. Do momentu, w którym przygotowaliśmy i przynieśliśmy im do pracy bulgogi, czyli grillowane mięso wołowe, ze wszystkimi dodatkami, jak należy. Od tej pory nie dziwi ich już fakt, że Ola przynosi do pracy w lunch boksie podsmażone w syropie cukrowym z dodatkiem pasty gochujang (ostra papryka) malutkie sardele. Ja je lubię do piwa.

SAMSUNG CSCO: To prawda, ta kuchnia bardzo nam pasuje. Mam tylko wrażenie, że mnie, z nieco innego powodu niż Krzychowi. Ja uwielbiam w tej kuchni prostotę. Jako z natury osoba nie gotująca w Korei zaczęłam gotować, co zaskoczyło całą rodzinę i wszystkich znajomych. Kuchnia koreańska jest szybka i prosta, a do tego bardzo smaczna. Jak dla mnie świetne połączenie.

Jak sami twierdzicie „poczesne miejsce w kulturze koreańskiej zajmuje grill”. A co najczęściej znajduje się na koreańskim grillu?

K: W restauracji najczęściej grill będzie gazowy lub na gorące powietrze, wbudowany w środek stołu, z wyciągiem wiszącym tuż nad blatem. Na kratce może znaleźć się wszystko- samgyeopsal, czyli zwykły boczek, smażony z cebulą i czosnkiem, hanwoo, czyli wołowina, taka jak japońska Wagyu z Kobe-poprzerastana delikatnymi żyłkami tłuszczu, taka marmurkowa.

SAMSUNG CSCZ ciekawostek można ugrilować flaki wołowe oraz wieprzową.. odbytnicę.
Mięso będzie jednak tylko częścią posiłku-kawałeczki, cięte nożyczkami (to niezbędny w koreańskiej kuchni przyrząd, tuż obok szczypców i pałeczek oczywiście) zawija się w przeróżne liście, z dodatkiem przeróżnych przystawek, jak kimchi czy kiszony czosnek. Macza się to potem w sosie ssamjang, przyrządzonym na bazie pasty z fermentowanej soi i przypraw. Też w naszej lodówce stoi zawsze.

Jakie specjały koreańskie polecacie?

K: Zdecydowanie faszerowane kalmary, czyli ojingo sundae. W Sokcho są najlepsze w całym kraju! Zupa kalguksu (po koreańsku guksu, czytane „kuksu”-to dla polskich studentów, znawców tematu) to ręcznie robiony makaron, gotowany w wywarze z suszonych sardeli z dodatkiem warzyw. Sardela daje naturalne glutaminiany i zero rybnego posmaku. Podaje się toto posypane siekanymi, prażonymi glonami gim (czyt.kim)-nic innego jak japońskie nori, prażonym ziarnem sezamu i odrobiną pasty gochujang. Najlepsze jedzenie jest na targowiskach, z malutkich jadłodajni lub prosto z wózka, na ulicy.

SAMSUNG CSC A co uznalibyście za najdziwniejszą potrawę, którą udało się spróbować w Korei?

K: Niewiele mnie jest w stanie zaskoczyć, ale surowe kraby, marynowane w całości w sosie sojowym były na początku nieufnie przez nas omijane. Niepotrzebnie – są pyszne.
Surowej ośmiornicy, jedzonej na żywca, czy też zupy z psa nie próbowaliśmy i nie mamy też raczej takiego zamiaru. Zostawiamy tę przyjemność turystom zwiedzającym kraj w dwa tygodnie z nosem w przewodniku Ląly Planet i backpackersom, wrzucającym potem słitfocie na fejsa.

O: Kraby wspomniane przez Krzycha wprost uwielbiam i zawsze, kiedy tylko mam chwilkę wolną pędzę na Tongin Market w Seulu żeby sobie pochrupać. A co do zaskoczeń, to chyba bondegi czyli larwy jedwabnika, które uważane są przez wielu Koreańczyków za przysmak i doskonale źródło białka. Korea co prawda nie jest jedynym krajem w którym je się podobne specjały, ale zobaczenie ich w puszeczkach w supermarkecie obok tuńczyka – priceless!

SAMSUNG CSCAle zacznijmy od początku: do Korei rzucił Was los czy raczej skrupulatnie zaplanowaliście sobie tę przeprowadzkę?

K: Zachciało nam się Azji, po dylematach czy Malezja, czy Chiny, czy Japonia – stanęło na Korei. Mnie do szczęścia potrzebne jest międzynarodowe lotnisko w pobliżu miejsca zamieszkania, bo jakoś się muszę dostać do pracy, a znalezienie pracy dla Oli w Wonju dopełniło przeznaczenia.

O: Korea nigdy nie była naszym marzeniem. Ja, po kilku latach na Emeraldowej wyspie poczułam potrzebę zmiany. Dostałam setną ofertę pracy w Chinach, ale jakoś wewnętrzny glos podpowiadał mi, ze to nie to. Poczekałam i trafiła się Korea. Od momentu wylądowania na lotnisku poczułam się jak w domu. Korea to zaginione królestwo na krańcu Azji. Takie polaczenie Polski Gierka i Nowego Jorku.

SAMSUNG CSC Przygotowywaliście się do wyjazdu w jakiś szczególny sposób?

K: Mhm, po sześciu latach w Irlandii spakowałem rzeczy do samochodu, zawiozłem do Polski. Ola z kotami poleciała do Korei, spotkaliśmy się na miejscu. A, i dopadliśmy koreańsko-angielskie rozmówki. Oczywiście czytałem dużo o tutejszych kulinariach. Ola bardziej o zwyczajach i tradycjach i miejscach do zobaczenia.

O: Szczególnych przygotowań nie było. Myśleliśmy, że jedziemy tylko na rok, wiec research był związany raczej z tym, co, gdzie i jak zobaczyć oraz doświadczyć, teraz już wiadomo, że zostajemy na dłużej. Życie w Korei jest bardzo proste. Naprawdę, nie trzeba wielkiego przygotowania do przeprowadzki.

Podobnie jak i my nie potrafiliście rozstać się z sierściuchami i w ten sposób Wasze koty przyjechały do Korei. Trudno było zorganizować takie przenosiny?

K: Nic prostszego – szczepienie przeciwko wściekliźnie, mikrochip pod skórę, paszporty – ze zdjęciami, a jakże, specjalna klatka do transportu zwierząt w samolocie i już. Dla zainteresowanych opisaliśmy dokładniej na blogu.
Ola leciała z nimi sama i mówi, że następnym razem już się nie pisze na takie wyzwanie, szczególnie po tym, jak Sasza uciekł Jej z rąk w siną dal po wizycie u weterynarza w Korei.

Seoul- tradycyjna architektura (2)O: Przygotowanie kotów na wyjazd nie należało do skomplikowanych, ale ponieważ zorganizowanie tego leżało w moich rękach, czasem musiałam ganiać za badaniami i wizytami u weterynarza w przerwach na lunch. Irlandia to kraj rozpoznawany jako rabies-free country, wiec kociaki nie musiały przechodzić kwarantanny, co ułatwiło decyzję o przyjeździe do Korei oraz cały proces transportu. Leciałam z kotami Lufthansą i bardzo polecam te linie wszystkim, którzy mają do transportu zwierzynę. Koty odebrano ode mnie na lotnisku w Dublinie. Lufthansa ma specjalnych pracowników do opieki nad zwierzętami, więc pan odbierający sierść został poinstruowany jak ma postępować. W czasie lotu stewardessy poinformowały mnie, że u sierści wszystko OK, co mnie trochę uspokoiło. Wiadomo, jak każda kociara odchodziłam od zmysłów, czy wszystko z nimi w porządku. Na lotnisku w Seulu odebranie kotów poszło bardzo gładko, cała procedura zajęła 30 min. Żadnych badań, tylko sprawdzenie paszportów i skan chipu.

A jak zaadoptowały się koty w Azji?

K: Muszą sobie dać radę. W Irlandii śmigały po całej okolicy, budząc mnie o czwartej rano, żeby im otworzyć okno. W Korei siedzą w domu, musieliśmy im zmienić dietę i zapewnić rozrywkę, bo znudzony kot, to nieszczęśliwy kot.
Wspomagamy się kocimiętką i kocimi feromonami – działają bez zarzutu.

O: Koty mają radochę, jak Krzych przyjeżdża, bo kładzie się na ziemi i bawi się z nimi godzinami. Ze mną nie mają tak dobrze. Saszka upodobał sobie do zabawy chopsticks i jak tylko ma okazję zagarnia je z prawdziwą satysfakcją widniejącą na pyszczku ze stołu. Doszło do tego, ze został zakupiony specjalny zestaw tylko dla Saszki.

Wiem, że przyjechaliście do Korei na chwilę przed Bożym Narodzeniem. Jak spędziliście Wasze pierwsze święta w Azji?

SAMSUNG CSCK: Było sianko i opłatek, była świeczka od Mamy, lokalne czerwone wino (w miarę pijalne) i chyba jakaś makrela, duszona z warzywami. Dwa dni później wylatywałem już do Malezji, do pracy.

O: Krzych zapomniał o marchewkowym cupcake, który dostałam w pracy. To trochę amerykańskie ciacho, ale skoro mazurka nie było…. i nie jakaś makrela, tylko ryba po grecku w wykonaniu Krzycha.

SAMSUNG CSC Jaka jest koreańska zima?

K: Korea ma cztery, wyraźnie zarysowane pory roku. Do dzisiaj wielu Koreańczyków jest przekonanych (pranie mózgu w szkole), że są jedynym krajem, gdzie występują cztery pory roku. Zima tutaj to siarczyste mrozy, śnieg i przenikliwy czasem ziąb. Mieszkamy niedaleko od miejsca, w którym odbędą się następne igrzyska zimowe. Sam ten fakt sporo tłumaczy. Tradycyjne ogrzewanie podłogowe ondol, kiedyś na ciepłe powietrze z paleniska pod budynkiem, dziś gazowe lub elektryczne- sprawdza się świetnie. Gorzej jest tylko, kiedy się śpi w tradycyjnym koreańskim zajeździe czy hotelu- śpi się na macie, na podłodze, a termostatów nie ma. Piekło.
Koreańczycy generalnie lubią skrajne temperatury. Zimą, na zewnątrz trzaskający mróz, a w autobusie dwieście na plusie. Przynajmniej tyle się odczuwa. Latem upał, a w metrze trzeba narzucić coś na ramiona, bo klimatyzacja ścina krew w żyłach.

O: Zima jest piękna, prawdziwa, mroźna ze skrzypiącym śniegiem. Szczególnie malownicza na wsiach, gdzie tradycyjne, koreańskie domy przykryte śniegiem na tle błękitnego nieba wyglądają jak w bajce.

SAMSUNG CSC A skoro jesteśmy przy tematach pogodowych, to opowiedzcie proszę o koreańskiej „porze kwitnienia wiśni”. Bo chyba wszystkim bez wyjątku na to hasło przychodzi do głowy głównie Japonia… Koreańczycy celebrują ten moment w jakiś szczególny sposób?

K: W tym roku się nie załapałem, ale są specjalne prognozy, kiedy i gdzie będą kwitły drzewa wiśniowe. Idzie od południa, zaczyna się na wyspie Jeju, tam nawet uprawia się herbatę.

O: Koreańczycy są zwariowani na punkcie kwitnienia wiśni. Organizowane są festiwale, koncerty i cała masa innych atrakcji. To spore wydarzenie w kraju. Ja w tym roku pojechałam na jeden z największych eventów, paradę w Yeouido Park w Seulu. Ze dwa tygodnie później w Wonju (godzinę na północ od Seulu) zaczęły kwitnąć wiśnie i szał opanował to nasze, senne miasteczko. Także, w tym roku, choć Krzych był w pracy, ja wyrobiłam normę za nas oboje.
Podobny szał czeka nas w październiku, tyko, tym razem czas na klony i słynną, piękną, złotą, koreańską jesień.

herbaciarnia - poncz cynamonowy na lodzie A oprócz pór roku są jeszcze jakieś podobieństwa pomiędzy Polską a Koreą?

K: Chleją na umór na przykład. Widok chwiejnie przemieszczających się ludzi w środku tygodnia to normalka. Soju, czyli koreańska okowita, ma tylko 19% alkoholu, ale kupić można ją wszędzie i za grosze. Smakuje jak… jak rozwodniona wódka, nic specjalnego.
Szacunek do starszych ludzi i kompletnie bezwartościowy system emerytalny. Ilość nowych aut i kobiet z markowymi torebkami, jest wprost proporcjonalna do starszych osób zbierających makulaturę, czy sprzedających warzywa z przydomowego ogródka, żeby mieć co jeść. Problem ten dotyczy ludzi, którzy nie mogą polegać na wsparciu rodziny.
Nas pamiętają głównie z meczu, który wygrali z polską reprezentacją w 2002.

Wesele koreanskie - panna mloda z matka Z czym kojarzyła Wam się zanim tam zamieszkaliście?

K: Z alfabetem hangul, korporacjami, które otworzyły swoje filie w Polsce.
O: Z pięknym rękodziełem.

Zaskoczyła Was czymś po przyjeździe?
K: Ilością Starbucksów i innych kawiarni-w większości tych miejsc kawa jest niezła.
A: Brakiem dobrej herbaty, za to ogromnym wyborem kawy.

Seoul- tradycyjna architektura-Changdeokgung Palace Do jakich aspektów życia w Korei było Wam najtrudniej się przyzwyczaić?

K: Nie mieliśmy problemów z adaptacją, co najwyżej wynikały one z bariery językowej. Urzekło mnie bardzo, gdy kurier dostarczając zamówioną i uszytą na rozmiar lnianą marynarkę (rozmiary odzieży ogólnodostępnej są w rozmiarach azjatyckich, nasze L to ichnie XXXL, a i tak trudno coś znaleźć), nie zastał nas w domu i zostawił przesyłkę w sklepiku na rogu, gdzie wpadamy czasem po drobne zakupy. Wysłał mi też SMS-a, oczywiście po koreańsku. Po tygodniu zniecierpliwiony zadzwoniłem do krawca z pretensjami, okazało się, że przesyłka wciąż sobie czeka w 7-11, przy drzwiach.

O: Jak wspomniałam wcześniej, Korea jest bardzo przychylna i łatwa w adaptacji. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to małe mieszkania, w których przestrzeń życiowa ograniczona jest do maximum. Nasze mieszkanie ma jakies 20m² wliczając w to balkon, który jest zabudowany i stoi na nim…. pralka. Dlaczego nie w łazience? No cóż, łazienka ma 2 na 3 m, więc nic, poza umywalką, prysznicem, toaletą i kocim żwirkiem się w niej nie mieści. Kuchnia połączona jest z pokojem, który jest sypialnia i bawialnia w jednym (nie ma żadnego przepierzenia). Jeśli ktoś był w Polsce w jakimkolwiek „domu asystenta” wybudowanym w latach 70-tych czy 80-tych to będzie miał pojęcie o czym mówię. Choć nie powinnam narzekać, koleżanka z Japonii śmieje się że mieszkamy w Wersalu, ponieważ w Japonii na 20m² mieszka cała rodzina z babcia na dokładkę ;-)

K: A kącik kuchenny w naszym mieszkaniu składa sie z szafki stojacej, na której stoi dwupalnikowa kuchenka i szafki ze zlewozmywakiem. Koniec. Blatu roboczego brak, wiec muszę logistycznie zaplanować gotowanie, bo jak położę na zlewozmywak dużą deskę do krojenia, a zapomnę czegoś umyć czy opłukać – to robię krok do lazienki ;).

Po zakupie przez Olę mebli zdobionych macicą perłową zrobiło sie nieco ciaśniej, ale wciąż jest miejsce na łóżko, ogromną szafę, komodę i toaletkę. Ogrzewanie podłogowe, nowoczesny ondol, kiedyś na gorące powietrze, dziś gazowe. Balkon zamknięty, stoi na nim ogromna pralka, mieści się tam też dwuobiegowy piec C.O. i zewnętrzna cześć klimatyzacji. Mieszkanie było z założenia przeznaczone dla jednej osoby, ale po malej adaptacji nawet się wysypiamy na do niedawna jednoosobowym lóżku.
Mieszkania sasiadów są równie niewielkie i zwykle potwornie zagracone.

SAMSUNG CSCJak myślicie, z czym w największym stopniu kojarzy się Korea Polakom?

K: Z mistrzostwami świata w 2002? Z technologią? Z kimchi?
O: Daewoo, Kia?

Krzysiek wspomniałeś już kilkakrotnie, że pracujesz w Malezji, Ola uczy w Korei. Na co dzień funkcjonujecie właśnie na odległość?

K: Pracuję w różnych miejscach, aktualnie w Malezji, potem może być Afryka Zachodnia czy Norwegia. Kiedy się poznaliśmy, pracowałem już w takim trybie, kilka tygodni w pracy i tyle samo w domu, więc uważam, że świetnie to na nas działa – możemy zatęsknić za sobą.

zima- seoraksanO: Oboje mamy silne charaktery, myślę, ze doskonale się zaadoptowaliśmy do tego systemu pracy. Nigdy nam on nie przeszkadzał. Czasem znajome pytają mnie jak daję sobie radę. Odpowiadam, że świetnie! Jak Krzycha nie ma w domu, to wszystko, bez wyjątku jest na mojej głowie. Jestem w 100% sama. Za to, kiedy jest, nawet herbaty nie muszę robić, ponieważ on tak cieszy się z tego, że jest w domu, że mogę polegać na nim w 100%.

Ola, opowiesz o koreańskiej szkole? Jakie zauważasz różnice w stosunku do szkół polskich?

O: Koreańska szkoła nie przypomina raczej polskiej, choć ja, znam ja z opowiadań koleżanek uczących w Polsce, wiec mogę się mylić. Koreańskie dzieci i studenci maja duży szacunek do nauczycieli i wykładowców. Wydaje mi się, że jest to porównywalne do Polski lat 70-tych i 80-tych. Wakacje są dużo krótsze, dzieci idą do szkoły w wieku 7 lat. Dzieci uczą się rano w szkole państwowej, a popołudnia i wieczory spędzają w szkole prywatnej, często do jedenastej, dwunastej w nocy.

MISO - najslynniejsze koreanske przedstawienie Czy w Korei łatwo o pracę?

O: Nie. Proces wygląda podobnie jak w USA. To pracodawca musi wystąpić o wizę pracowniczą. Jeśli zostaniesz zwolniony lub zrezygnujesz z pracy, musisz opuścić kraj, chyba, że znajdziesz kolejnego pracodawcę, który procedurę wizową powtórzy. Po przyjeździe do kraju obcokrajowiec musi się zgłosić do szpitala na badania kompleksowe (bardzo szczegółowe), a w wypadku złych wyników (np. obecność narkotyków, alkoholu we krwi bądź HIV) wiza najprawdopodobniej zostanie cofnięta.

Czym najczęściej zajmują się ekspaci w Korei?

K: Uczą angielskiego, prowadzą restauracje i sklepy (to głównie i dzielnica Itaewon), pracują w korporacjach(jaebol).

SAMSUNG CSC Mówicie po koreańsku?

K: Nazwijmy to, że potrafimy się porozumieć, do prawdziwej komunikacji nam daleko.

Opowiecie, jakim miejscem jest Wonju? Jak mieszka się w jednym z najbardziej zaludnionym miast Korei Południowej?

K: Wonju jest super! Jest dużym miastem, to fakt, ale jest też stolicą prowincji stojącej ryżem i ziemniakiem, czyli spiżarnią Korei. W okolicy domu mamy wszystko, co trzeba- sklepy, stadion, basen, knajpki, do pracy piechotką 5 minut. Do Parku Narodowego Seoraksan 45 minut autobusem, na narty do Oak Valley 20 minut (to Ola, ja preferuję gorącą herbatę z rumem pod wyciągiem). Wychodzę wieczorem do sklepu po piwo wieczorem, a kończę grillując z taksówkarzami na rogu.

O: Jak na standardy Koreańskie jest raczej średnim miasteczkiem, ale fakt, jest super!

Seoul- tradycyjna architektura Często bywacie w Seulu? Jakie to miasto?

K: Ogromne! I co stacja metra, to inne. Każdy znajdzie coś dla siebie. Świetnie rozwiązana komunikacja, knajpki od 5000 KRW(około 5 USD) za obiad, jeżeli nie przeszkadza nam wystrój żywcem przeniesiony z baru mlecznego, do 50.000 KRW i więcej za obiad np. w czeskiej knajpie, na Itaewon- frankfuterki i knedliki robią sami! Piwo zresztą też.

O: Piękne, różnorodne, fascynujące, biedne, bogate, szybkie, relaksujące, wszystko zależy, do jakiej części Seulu się pojedzie. Ja jestem uzależniona, spędzam tam każdy weekend, jeśli tylko nie jestem po za Koreą lub na jakimś dalszym wyjeździe w kraju.

Jakie miejsca warto odwiedzić przy okazji pobytu w stolicy?

K: Tu lista jest tak długa, że nie pozostaje nic innego, jak zaprosić na bloga. Staramy się tam umieścić kompendium n temat Seulu i atrakcji.

SAMSUNG CSCJak Wam się wydaje, jakie są atuty, którymi Korea przyciąga turystów?

K: Przyroda, kuchnia, buddyzm, K-pop, dobrze zorganizowany transport. Niekoniecznie w tej kolejności.
O: Doskonale zorganizowana baza turystyczną. Dla Japończyków, Korea jest atrakcyjna cenowo, dla Chińczyków jest etniczna, Europejczycy za zwyczaj szukają tu spokoju Zen.

A myśleliście kiedykolwiek, żeby wybrać się do Korei Północnej?

K: Liznęliśmy trochę kontaktu z Północą, kiedy organizacja zrzeszająca uchodźców spod rządów młodzieńca z dziwną fryzurą – zorganizowała targowisko w centrum Seulu, na wzór takiego, na którym na co dzień na Północy toczy się życie. Wyjechać można przez chińskie biura podróży na przykład.
Mamy w planach.

Czy w codziennym życiu odczuwa się sąsiedztwo kraju totalitarnego?

K: Kim wystrzeliwuje rakiety, a karawana idzie dalej. Przeciętny Koreańczyk myśli o Korei, jako o całości, a nie jako o dwóch państwach. Nawet, jeżeli historycznie Płw. Koreański bywał podzielony na różne królestwa, to uważają się za jedną rasę, która powinna trzymać się razem.

SAMSUNG CSCA: I tak i nie. Bazy wojskowe są wszędzie, młodzi studenci szykują się na dwuletnią służbę wojskową nieomal ze łzami w oczach, bo dla nich to czas stracony, jak Kim wystrzeli rakietę, to nikt się tym nie przejmuje. To dość dziwna sytuacja, ale mieszkam w kraju formalnie w stanie wojny, a nigdzie nie czułam się tak bezpieczna. Jak wyjechałam do NY, to po trzech tygodniach byłam, dosłownie świadkiem September 11th, w którym zginął mój sąsiad, a jechałam do najbardziej „bezpiecznego” i chronionego kraju na świecie. Tu w Korei sytuacja wygląda nieco inaczej. Oni cały czas stoją na posterunku, ale nikt tu społeczeństwa nie straszy terrorystami i rakietami dalekiego zasięgu. Oni wszyscy bacznie obserwują, co się dzieje i podejmują kroki zanim do czegokolwiek dojdzie, a nie jak na zachodzie – post factum. Doskonałym przykładem, choć niezwiązanym z wojną jest obecna kontrola podróżnych o ciemnej skórze w związku z zagrożeniem wirusem Ebola. Na świecie mówią, że to rasizm, a ja uważam, ze to kraj chroni swoich obywateli i wprowadza środki zaradcze, zanim ktoś wyląduje w szpitalu. Wracając do kwestii Korei Północnej: moi znajomi z pracy zupełnie nie rozmawiają na ten temat, myślę, że obecnie w Polsce też się nie mówi podczas plotek biurowych o ostatnim bombardowaniu na Ukrainie. Rozmawiamy o zakupach, kosmetykach, programie nauczania, zmianach, jakie należy wprowadzić w curriculum, o Kim-ie z północy nikt tu, na co dzień nie mówi.

Z jakimi problemami, na co dzień styka się przeciętny mieszkaniec Korei Południowej?

K: Dzieci spędzają całe dnie w szkole, dorośli całe dnie w pracy. Większość ludzi ciągle gdzieś pędzi, co nie przeszkadza wieczorem w spotkaniu ze znajomymi.

O: Brak wolnego czasu, to bardzo zapracowany naród.

Jak scharakteryzowalibyście społeczeństwo Korei?

K: Skrzyżowanie futurystycznego XXI wieku, z późnym Gierkiem. Takie odnoszę często wrażenie. Zazdroszczę im tempa rozwoju (Hyundai Pony w 1982 roku wyglądał jak Polonez, teraz gdzie oni, a gdzie nasz Polonez?), nie zazdroszczę ceny, jaką za te tempo płacą. To uparty naród, wierzę więc, że i na to znajdą sposób.

O: Połączenie NY i Polski socjalistycznej. To bardzo dumny naród wierzący w swoje możliwości. Duma narodowa wpajana jest w nich od dziecka, czasem zazdroszczę im tego. Ja nie czuję się związana emocjonalnie z żadnym krajem w stopniu bezsprzecznym. Czasem sobie myślę, że to zagrożenie wojną scala całe społeczeństwo, w końcu wszyscy jak jeden mają wspólnego wroga – komunizm z północy.

To prawda, że w Korei można zostawić laptopa, torebkę czy telefon na stoliku w knajpce, pójść odebrać zamówienie, a te rzeczy będą tam nadal?

K: Patrz przykład z marynarką i sklepem powyżej.
O: Tak, tu nikt nie sięgnie po nie swoje.

Seoul- nowoczesna architektura DDP Plaza Czym przejawia się koreańska nowoczesność?

K: Internetem 4G w pędzącym metrze na przykład. Ilością klinik chirurgii kosmetycznej, gdzie można np. zdłutować sobie szczękę i wyrwać kilka zębów, żeby twarz nabrała pożądanego kształtu. To dla pań.

O: Zamkami elektronicznymi w drzwiach do domu (kluczy się nie nosi, ma się kod). Tablicami elektronicznymi wyświetlającymi odjazdy autobusów na każdym przystanku. Tanimi lekami produkcji koreańskiej (rząd kładzie duży nacisk na rozwój R&D). 100% społeczeństwa ma dostęp do Internetu za symboliczną złotówkę, bądź wręcz za darmo. Zamawianiem jedzenia z dowozem poprzez aplikacje na smartfonie i płacenie za zamówienie wraz z następnym rachunkiem telefonicznym.

A co z tradycją w tym nowoczesnym społeczeństwie?

O: Jest i ma się dobrze. Oczywiście, młode pokolenia (szczególnie pokolenie K-pop) są bardziej swobodne w zachowaniu, ale jednak wartości najważniejsze są pielęgnowane. Rodzina, szacunek, miłość do kraju to chyba podstawowe wartości, które widzę w Koreańczykach. Pamiętać należy jednak, ze rodzina to przede wszystkim dzieci, jeśli chodzi o wierność małżeńską, to traktowana jest ona z dużym przymrużeniem oka, szczególnie, jeśli chodzi o mężczyzn.

Wesele koreanskie - panstwo mlodzi Wiem, że mieliście okazję uczestniczyć w koreańskim weselu. Zdradzicie, jak wygląda taka uroczystość?

To piękna ceremonia. Przepełniona symboliką. Wszystko odbywa się na otwartej przestrzeni. Tradycyjne stroje i muzyka dodają tej uroczystości splendoru. Cała ceremonia trwa około godziny, później goście zapraszani są na obiad, wesela, jako takiego nie ma. Jeśli ktoś jest zainteresowany jak ta ceremonia wygląda krok po kroku, zapraszamy na bloga, ponieważ to dość długa opowiastka.

Ola, Ty brałaś również udział w programie „temple stay”, co brzmi bardzo interesująco. Jak spędza się taki dzień w koreańskiej świątyni?

SAMSUNG CSCA: Wstaje się o 5 rano. Udział w porannej modlitwie, a właściwie śpiewach. Śniadanie; medytacja; czas wolny (patrz- medytacja); lunch; czas wolny, zazwyczaj spędzony z mnichami na rozmowie, piciu herbaty, wspólnym spacerze czy grze w grę planszową, lub wspólnym buszowaniu po internecie; kolacja ok. 18.00; modlitwy; dzień kończy się po 21.00. Dla mnie nie było to przeżycie mistyczne, choć znam osoby, które po podobnym pobycie przeformułowali cale swoje życie. Ja bywam w świątyni co tydzień, dwa, ucząc mnichów języka Shakespeare-a, dla mnie to nie buddyjscy mistycy, tyko faceci z krwi i kości, podobnie zresztą jak księża katoliccy. Niemniej, bardzo polecam Temple Stay. Warto doświadczyć życia w buddyjskiej formule. Jeśli chodzi o detale, zainteresowanych, odsyłam do bloga.

Na koniec powiedzcie, co może fascynować w Korei?

O: Połączenie Azji i kultury zachodu w idealnej proporcji. Umiejętność zbalansowania nowoczesności i tradycji. Doskonały marketing, oni potrafią zmarketingować wszystko – K-pop, K-food, Temple Stay (zmarketingowanie religii), K-drama itd.

Są pomysły, aby w przyszłości zamieszkać w innym kraju?
O: Oczywiście, w Korei na stałe nie zostaniemy.

received_m_mid_1399903767962_d3534e2d6fcf761019_2-3 i Ola Nemś mieszkają w Korei.
Tzn. ona mieszka tam na co dzień, a on ze względu na specyfikę wykonywanego zawodu „wychodzi” do pracy i wraca po kilku tygodniach.
Ona w domu sprząta, on gotuje.
Przed „wyjściem” do pracy zawsze zostawia zamrażalnik pełen obiadów.
Mówią o sobie, ze są idealnym modelem 2+2 „my oboje i koty dwa”.
BLOG: Świat od podszewki

Zdjęcia: Ola Nemś i Krzych Ciszewski
Rozmawiała: Ania Błażejewska

Jeśli i Ty masz ochotę opowiedzieć nam o swoim życiu w Azji, napisz do nas koniecznie!